Nie da się już napisać niczego, co byłoby apolityczne. Post stadionowy niósł przesłanie proste: Warszawa może stracić pierwszą od 25 lat znaczącą inwestycję centralną. Ale 3/4 komentujących nakłada na to szablon wojny PO-PiS, co daje gotowe odpowiedzi.
Nie zgaduję, z czyjej winy od przyznania Polsce prawa organizacji Euro 2012 zdarzyło się tak niewiele. Sprawa prosta nie jest i ewidentnie wymaga współpracy miasto-rząd. Coś mi mówi, że do takiej ani Hanna Gronkiewicz-Waltz, ani Tomasz Lipiec, ani Eżbieta Jakubiak zdolni nie byli, bo są lojalnymi członkami swoich partii, a potem urzędnikami.
Wiem, że pani prezydent podpisała warunki zabudowy działki przy Zielenieckiej i dotąd nie głosiła, iż Stadion Narodowy ma powstać gdzie indziej. PO jako całość też milczała na ten temat. Z dzisiejszego punktu widzenia - bez względu na rozkład win zaszłych - Platforma ryzykuje opóźnienie, które przekreśli szanse inwestycji. Zwłaszcza, że w PSL sojusznika w tej sprawie nie ma. Pieniądze trafią gdzie indziej, a Warszawa się obliże.
W stolicy wciąż nie ma ani prawdziwego stadionu, ani prawdziwej hali sportowej. Nie chodzi o to, by w Warszawie koniecznie rozegrać mecz otwarcia Euro 2012. Mam go gdzieś. Chodzi o to, że tylko Euro 2012 daje szansę, by kompleks sportowy powstał w stolicy, ze znaczącym, ba - większościowym wsparciem budżetu państwa, który od lat buduje wszędzie, tylko nie w Warszawie. Ostatnią duża inwestycją centralną było metro - rozpoczęte w 1982. Z którego późniejsze rządy też się wycofały.
Dziwi mnie lekkomyślność PO, dziwi mnie niekompetencja pani minister, która odkryła nagle, że Warszawa ma za dużo pieniędzy. W tej mierze pani Jakubiak po prostu bredzi i tyle tylko mogę odpowiedzieć oburzonym PiSowcom, którzy uważają, że minister rządu Jarosława Kaczyńskiego bredzić nie może. Jak widać, może.
Dziwią mnie też dość liczne głosy, że działka przy Zielenieckiej dla miasta wartości nie ma, bo należy do skarbu państwa. To bez znaczenia! Albo zostanie wspólną decyzją rządu i ratusza zabudowana obiektami sportowymi pod nazwą Stadion Narodowy, albo zmieni przeznaczenie i wtedy musi być przez państwo przekazana miastu. Trzeba chorobliwie nienawidzieć Warszawy, by twierdzić, że wara jej od państwowych gruntów. Takowych w spadku po PRL gminy zastały sporo i w ogromnej większości otrzymały na własność. Wszędzie oprócz Warszawy, gdzie wojsko, policja, kolej i setki innych instytucji, urzędów i formacji wciąż okazują się mieć rozliczne żywotne interesy.


Komentarze
Pokaż komentarze (97)