To wbrew moim zasadom - staram się nie pisać o sprawach, w których mam niewiele do dodania. W tej wiem jedno: jestem przerażony. Aż tak, że muszę jednak się z kimś tym podzielić, choć wszyscy już pewnie śpicie.
O samej sprawie poczytajcie w Wyborczej. Gdyby ktoś z rańca nie miał siły kliknąć, streszczam: rządowo-kościelna komisja majątkowa podarowała, w ramach rekompensaty, ziemię Elżbietankom. Ziemię w Białołęce, 15 km od cenrum Warszawy. Wycenioną przez komisję na 30 mln, a przez władze dzielnicy - bezskutecznie protestujące - na 240 mln. A Elżbietanki działkę odprzedały biznesmenowi-rolnikowi za 30 mln.
Właściwie wszystko jedno, czy ktoś to ułożył (po polsku: zaplanował przekręt) - czy tylko tak wyszło w ramach zgodnej z prawem procedury. Prywatna osoba jest do przodu może nawet na 200 mln zł. Do tyłu jest... nie, przecież nie państwo polskie, które to zaaranżowało, lecz Białołęka i miasto Warszawa.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)