Trybuna od dawna nie budzi we mnie niemal żadnych uczuć. Mało jest gazet, które są zaangażowane i nudne jednocześnie, ale Trybunie się to udało. Dziś wszakże zdołała mnie rozbawić krytyką Tuskowej decentralizacji.
Martwi się Trybuna, że 10 lat po reformie administracyjnej Buzka rząd chce zlikwidować 33 delegatury urzędów wojewódzkich w miastach, które za Gierka były wojewódzkimi a od dekady już nie są. Może to spowodować znaczne zmniejszenie sprawności administracji rządowej w terenie (...) i oddalenie urzędu od petenta - ostrzega Trybuna.
Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio musiałem coś załatwić w urzędzie administracji państwowej, czy to wojewódzkiej, czy centralnej. Ale nie mogę. Niemal wszystko, co było do przejęcia, przejęły samorządy. Nadchodzi zaś kolejna nowelizacja, która wojewodom zostawia już niemal tylko nadzór.
Część spraw formalnie pozostaje w rękach państwa, które jednak realizację tych zadań scedowało na samorządy. Nawet zaś to, czego scedować nie wolno - można petentowi zaoferować w punkcie usługowym, np. biurze paszportów. Nie jest do tego potrzebna delegatura całego urzędu.
Likwidacja 33 delegatur oznacza, że zniknie kilka tysięcy ciepłych posadek. Możliwe że koalicji też zrobi się ich żal. i plany pójdą się... kąpać. Ale jaki interes ma dziś Trybuna w walce o ten kawałek nomenklatury?1440 = 14 089 = 2 308 121


Komentarze
Pokaż komentarze (31)