Lech Kaczyński spotkał się z Dalaj Lamą (Dalajlamą) XIV. Niby nic. Ale gest się liczy, bo choć pobyt przywódcy Tybetańczyków w Polsce jest długi i znaczący, jest też parę elementów, które mogą go nieco zepsuć, a najwyższe władze traktowały go - powiedzmy łagodnie - nie do końca konsekwentnie.
Na zaproszenie Bogdana Borusewicza gość odwiedzić ma jutro Senat. Ale, zdaje się, nie ma w planie żadnych spotkań sejmowych. Będzie podejmowany przez panią prezydent Warszawy, ale nie weźmie udziału w uroczystym nadaniu jednemu z rond imienia Wolnego Tybetu, bo rada miasta wciąż nie podjęła decyzji. Można mieć zatem wrażenie, że przestraszyła się ostrych protestów Chin już na samą zapowiedź...
Wreszcie - choć spotkania z prezydentem nie było w planie, to jednak się odbyło. Natomiast premier... no właśnie, co premier? Trzy tygodnie temu ogłaszał, że "ma nadzieję", iż spotka się z Dalajlamą w Gdańsku. W czwartek, w przeddzień głównych gdańskich uroczystości, wydał komunikat, że do spotkania dojdzie. Czy doszło? Obaj panowie niewątpliwie uścisnęli sobie dłonie przy okazji masówki na cześć Lecha Wałęsy, ale osobnego spotkania - zdaje się - nie było...
Dla Tybetu zrobić można niewiele. Spotkać się, zademonstrować Chinom, że nie wszystko musi się odbywać na ich warunkach - tyle można. I trzeba. PS. Zapraszam do dyskusji o stylu prowadzenia samochodu. Polecam zwłaszcza ronda - jak po nich jeździć? Kto udowodni mi, że się mylę?PS2. Milton podał linka i przekonał mnie: Tusk miał osobne spotkanie z Dalajlamą. Zatem Polska zdecydowanie, jako całość, wyszła z twarzą, choć wciąż ciekaw jestem, kto jutro będzie rozmawiał z nim w parlamencie.PS3. Wyborcza twierdzi, że jutro Dalaj Lama spotka się nie tylko z Borusewiczem - także z Komorowskim. No to mamy komplet. Gdyby jeszcze to rondo...


Komentarze
Pokaż komentarze (44)