Krzysztof Leski Krzysztof Leski
87
BLOG

A gdyby go nie było?

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 90

Gdyby nie było zamachu stanu z 13 grudnia 1981 - czy Polska mogłaby dalej istnieć, czy możliwa byłaby koegzystencja PZPR i "Solidarności"? Takie pytania padała gęsto pod moimi, i nie tylko moimi postami o tamtych czasach.

To dość osobliwa próba dowiedzenia rzekomej niezbędności stanu wojennego. Czy przed 13 grudnia myślałem, że "to" może trwać? Oczywiście. Dziś trudno przedstawić wizję rozwoju sytuacji, ale spróbuję.

Przyjmijmy zatem, że generał Jaruzelski nie stawia Rady Państwa pod ścianą, dekret o stanie wojennym nie ukazuje się, ZOMO zostaje w koszarach.

Wątek interwencji

Czy Moskwa interweniuje? Dziś bardziej niż wtedy jestem pewien, że nie. Ale choć wszyscy wówczas mieliśmy takie obawy, mieliśmy też dość racjonalnych argumentów na rzecz tezy, że ZSRR nie zaryzykuje.

Moskwa nie mogła być pewna,jak zachowa się społeczeństwo, co zrobi wojsko polskie. Afganistan okazał się być militarną wpadką i międzynarodową klęską. Wejście do Polski spowodowałoby bardzo ostrą reakcję Zachodu, od którego ZSRR był w sporej mierze uzależniony. Zwłaszcza od importu amerykańskiego zboża. Nie, Moskwa musiałaby być ogromnie zdesperowana, by zaatakować. Między bajki włożyć można ideę, że NRD czy Czechosłowacja zrobiłyby to na własną rękę, bez zgody Moskwy.

"Upadająca gospodarka"

To zapewne najtrudniejsze pole sporu. Dane gospodarcze zniszczono, i tak były zresztą mało wiarygodne. Wystarczy jednak prześledzić dzieje 1980-81, by przekonać się, że strajków nie było wiele. Propaganda nagłaśniała każdy, nawet godzinny, do rozmiarów klęski narodowej, umiejętnie zacierała też różnice między strajkiem i gotowością strajkową. Zważywszy, że to właśnie upadek gospodarczy gierkowskiej PRL doprowadził do Sierpnia '80 - między mity trzeba włożyc tezę, że za kłopoty rynkowe odpowiedzialna była "Solidarność".

Co dalej z gospodarką?

Stan wojenny gospodarkę zmilitaryzował. Jeśli ktoś łudzi się, że to najlepszy sposób na reformę, nie umiem z nim polemizować. Żadnych innych zmian generał nie wprowadził. Bez stanu wojennego byłoby zatem tak, jak było, lub nieco lepiej. Oczywiście można się byłoby liczyć z czkawką dostaw strategicznych surowców z ZSRR. Ale i tak brakowało ich drastycznie, sądzę też, że Zachód pomógłby nieco więcej niż symbolicznie (co oczywiście nie znaczy - szczodrze).

Trwałyby rozmowy "Solidarności" z rządem o reformach. Nadal bez efektu, na szczęście - bo "Solidarność" miała naówczas jeden tylko pomysł: zastąpić władzę komitetów zakładowych PZPR władzą samorządu pracowniczego.

Ale sądzę, że z inicjatywy obu stron prędzej czy później, może już latem 1982, pod naporem ciężkiej sytuacji rynkowej, zmaterializowałby się pomysł uwolnienia małego biznesu. Na razie w sferze żywności. "Solidarność" wraz z "S" rolników indywidualnych próbowałaby utrzymać wzrost cen w jakichś rozsądnych granicach, ludzie klęliby, ale docenili skurczenie się kolejek, zaś rządowa propaganda miałaby potrójne używanie na "spekulantach".

Na kilka lat musiałoby to wystarczyć, ale sądzę, że wystarczyłoby, aby na tle braków rynkowych nie doszło do wymknięcia się sytuacji spod kontroli.

Polityczna fasada

Tu oczywiście rozmowy byłyby najtrudniejsze, a zmiany - najmniejsze. Jedno jest pewne: przed przednówkiem 1982 r. czerwonemu udałoby się to, o co zabiegał od wczesnej jesieni: wciągnięcie "Solidarności" do pozornego, ale bolesnego współudziału, współodpowiedzialności za władzę. Powstałaby jakaś stała rada - Jaruzelski, Wałęsa, Glemp i doradcy. Spowodowałoby to kolejne osłabienie "Solidarności", i tak słabnącej z powodu najzwyklejszego wyczerpywania się ludzkiego entuzjazmu. Może lepiej - i w PZPR, i w Moskwie nie bano by się jej aż tak bardzo. Każdy, kto by chciał wierzyć, że polscy komuniści kontrolują sytuację - mógłby w to wierzyć bez większego wstydu.

Musiałoby się zmienić jedno. Niezbędny byłby jakiś zgniły zapewne kompromis w sprawie, o którą "S" walczyła przez całe 16 miesięcy karnawału - dostępu do massmediów. Zapewne wraz z utworzeniem owej "rady trojga" czerwony zgodziłby się w końcu na małe telewizyjne okienko dla Komisji Krajowej. Powiedzmy, raz w tygodniu. W zamian "Solidarność" obiecałaby, że będzie sama tępić "godzenie w sojusze", zdarzające się w formie słownej lub częściej rysunkowej w pismach związkowych.

Ulice pustoszałyby, solidarnościowa audycja stanowiłaby znakomity wentyl bezpieczeństwa dla władz. Ale dokonałby się kolejny ważny wyłom w stylu sprawowania władzy w Europie Środkowo-Wschodniej po 1945 r.

Jak długo można?

Długo. Oczywiście zdarzałyby się kroczki w przód (z okazji śmierci Breżniewa chociażby), a czasem do tyłu. Taki stan mógłby spokojnie potrwać do 1985. Gdyby "Solidarność" grała dobrze, a PZPR wykazała odrobinę racjonalizmu - wraz z objęciem władzy w Moskwie przez Gorbaczowa Polska mogłaby wejść w kolejny etap powolnych zmian. I może w 1987-88, bez ofiar, w znacznie lepszej sytuacji rynkowej, dać sygnał do pokojowej rewolucji.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (90)

Inne tematy w dziale Polityka