Krzysztof Leski Krzysztof Leski
36
BLOG

Grudzień na Mostowie

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 57

Opowiastkę o mojej nocy 12/13 grudnia 1981 zakończyłem na tym, że gdy się już mogłem położyć spać w celi w podziemiach Pałacu Mostowskich, odsypiałem zaległości do wtorkowego popołudnia. Spałem więc ponad dwie doby, z krótkimi przerwami, z których pamiętam niewiele.

Były przerwy na karmienie - ale apetyt jakoś mi zrazu nie dopisywał. Były też dwie przerwy na "spacer". Milicjanci skrupulatnie pilnowali, byśmy nie mogli nawiązać kontaktu ani z sąsiednią celą, ani ze światem zewnętrznym. Chyba we wtorek, gdy wyprowadzano nas z celi, na biurku klawisza na korytarzu ujrzałem "Trybunę Ludu". Ledwo zdążyłem przekręcić tułów, by przeczytać choćby nagłówki, szybki cios pałką strącił gazetę na ziemię, a mnie zniechęcił do lektury.

W poniedziałek 14 grudnia spacer był, albo i nie - nie pamiętam. Na pewno były we wtorek i środę. Każdy trwał kwadrans, każdy pod nadzorem kilkunastu zomowców z psami, które rwały się ze smyczy. Spacerniak może 5x5 metrów, ściany chyba podobnej wysokości - sceneria składała się więc z betonu, drutów kolczastych i kawałeczka nieba. Był mróz i chyba pruszył śnieg. Ten kwadrans odświeżał skutecznie.

Pod celą trwały dyskusje, co się właściwie stało i co z nami będzie. Dominowała przepowiednia, że posiedzimy bardzo długo i że wywiozą nas gdzieś naprawdę bardzo daleko. Smutne, że dziś zupełnie nie pamiętam, z kim tam siedziałem, choć jak wspomniałem wcześniej - byli to niemal sami znajomi. W pamięć zapadł mi jednak na zawsze nieżyjący już Marek Nowicki. Najstarszy chyba wiekiem, zaś na pewno - doświadczeniem, opowiadał nam o polskich więzieniach, do których moglibyśmy trafić. Najpopularniejsze były w tych opowieściach więzienia na Podkarpaciu i Suwalszczyźnie. Oraz, na poły poważnie, Syberia.

Słuchałem tych opowieści i zaczynałem w końcu rozumieć, że to mnie dotyczy, że to nie jest spektakl, w którym jestem tylko widzem. Jak już pisałem - gdy we wtorek, 15 grudnia po południu, obudziłem się na dobre - zacząłem się w końcu bać. Wszyscy siedzieliśmy już dłużej niż przepisowe 48 godzin, żadnemu z nas nikt nie przedstawił żadnej decyzji, podstawy prawnej czy przyczyny. Co zaś dzieje się na zewnątrz - nie mieliśmy pojęcia.

Coraz dotkliwszy był brak papierosów. Jakimś cudem część z nas była niepaląca, ktoś oświadczył, że rzuca, ja jednak nie miałem zamiaru umartwiać się dodatkowo. Marek zaś miał... fajkę i nawet zapasik tytoniu do niej. To już była niezła namiastka palenia. A raczej byłaby - bo, do licha, nie wiedziałem, jak się pali fajkę.

Byliśmy pod celą niemal samowystarczalni. Było gdzie stać, siedzieć lub spać, było wiadro na odchody. Była fajka, był tytoń. Ale nikt nie miał ognia - o to trzeba było prosić klawisza, który zależnie od nastroju przypalał lub opierdalał. Gdy już raczył przypalić, brałem fajkę do ust, Marek rozpoczynał mowę sterującą moimi poczynaniami, ale po minucie kończyło się to zawsze tak samo: fajka mi gasła.

Toż cud jakiś, że cela to moje uczenie się wytrzymała, a klawisze nas nie spałowali. Może dlatego, że nie trwało to zbyt długo. Nocą ze środy na czwartek 16/17 grudnia zaczęli nas wywoływać. Zwrot depozytu - i do suki. Z niewielkim okienkiem, co pozwoliło mi podziwiać podróż przez zaśnieżoną i kompletnie opustoszałą Warszawę i chyba pierwszy w życiu przejazd przez Most Grota-Roweckiego. Wieźli nas do Białołęki. PS. Pod jednym z postów Anity rozpętała się dyskusja związana między innymi ze wspomnieniami mojej Matki, dokładniej - ich fragmentem dotyczącym braku komunikacji miejskiej. Wbrew tezom jednej z blogerek, iż to nieistotny wątek - myślę, że w opisie stanu wojennego nie ma rzeczy mniej i bardziej ważnych, bo wszystko składa się na obraz, który - jak się okazuje - wcale nie jest jasny.Trochę przykro mi było widząc sugestie, że moja Matka zmyśla - i że ma w tym jakiś ukryty cel. Krótko mówiąc - moja Matka, jak każdy, może się mylić. Może czegoś nie pamiętać, a jej wspomnienia owych dni są nadal obciążone silnymi emocjami. Nie obrazi się, gdy się okaże, że coś pamięta źle. Ale zarzucanie jej kłamstwa z premedytacją można naprawdę sobie darować.Marzy mi się, że stworzymy w salonie24 solidny zbiór wspomnień. Pierwszy rozdział - o 13 grudnia - już jest. Apeluję: piszcie! O wszystkim, widzianym z jednej i drugiej strony krat. O godzinie milcyjnej, ZOMO, koksownikach. O ludziach, tramwajach, ulicach. O nastrojach i emocjach. Bez cenzury, bez zahamowań. Dla mnie, nie kryję, cenniejsze są opowieści o codziennym życiu na zewnątrz, bo tego sam nie widziałem. Będę się starał wszystko linkować, ale będę też wdzięczny za sygnały, co zlinkować należy :)

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (57)

Inne tematy w dziale Polityka