Ach, gdzie te czasy, gdy po Andrzeja Modrzejewskiego UOP zajeżdżał kawalkadą, kamery terkotały, fajerwerki świszczały, media się bulgotały, tylko prezes okazał się niewinny. Ale to znacznie, znacznie później. Zresztą nie szkodzi, bo chodziło przecież tylko o to, by ekipa Modrzejewskiego ustąpiłą na rzecz ludzi Leszka Millera.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego do spółki z prokuraturą sprawiła właśnie gwiazdkowy prezent jednemu z tych ludzi z SLD-owskiej ekipy w Orlenie. Sławomir G. - wcześniej fisza w Polkomtelu, z zawodu dyrektor w firmach państwowych - został w Wigilię doprowadzony przed oblicze prokuratora i usłyszał zarzuty za czasy Orlenu.
Zarzuty nie wyrok, pan G. jakiś czas temu zniknął ze sceny, bo rynek zawodowych dyrektorów firm państwowych widocznie nieco się skurczył. Piszę więc o tym jedynie powodowany żalem, że nikt mnie tym razem spektaklem medialnym nie uraczył. Ach, zresztą - co tam ja! Panu G. odebrano być może życiową szansę, by rolę odegrał - męczennika za sprawę wolnej gospodarki dyskretnie sterowanej przez spotkania u pana premiera Millera. Ten styl, gierki, te akcje tajniaków - przeciw Modrzejewskiemu, czy Januszowi Szlancie od stoczni - to se ne vrati...
PS. Wciąż gorąco zapraszam: napisz, co znalazłaś, znalazłeś pod choinką. Nie chcesz czytać mego postu? OK! Wpisz się stąd - bezpośrednio! Hokus, pokus!


Komentarze
Pokaż komentarze (17)