Kursy walut to coś, nad czym polskie media lubią lamentować. A to złoty za mocny (1), a to za słaby (2), a to waha się zanadto (3), a to marazm na rynku (4), a zupa za słona (5). Dziś mamy doi czynienia z przypadkiem numer dwa. Najświeższe notowania: 1€ = 4.30 zł, 1$ = 3.27 zł.
Mija niemal dokładnie pół roku od szczytu wszechczasów. Polegam na mej pamięci, bo nie znam darmowych archiwów z pełnymi wahaniami kursów: w piątek 16 lipca zeszłego roku, chyba wczesnym popołudniem, rynek chwilowo wyceniał euro na 3.19 zł, a dolar spadł poniżej 2.01 zł i wydawało się, że padnie kolejna bariera.
Dzisiejsze kursy maksymalne, też z wczesnego popołudnia - 4.34 za euro i 3.29 za dolara - oznaczają, że waluta UE była o 36% droższa, amerykańska zaś - o 64%! Zarazem wciąż sporo nas dzieli od przeciwległych rekordów wszechczasów po 1989 - zwłaszcza dolarowi do niemal pięciu złotych brakuje jeszcze sporo.
Trudno w tych warunkach prognozować kurs przejścia na euro, trudno więc myśleć poważnie o roku 2012. Na razie pozostaje... cieszyć się, że relatywnie słaby złoty w skali makro złagodzi spadek eksportu. W skali średniej oznacza powrót małego handlu granicznego na południu i zachodzie oraz droższą elektronikę, w skali mikro - ból głowy entuzjastów nart w Alpach. Których szkoda mi najmniej.
Czas pogrzebać w szafie - może znajdę jeszcze wino, które kupiliśmy w Hiszpanii pół roku temu. Litrowy karton, kupiony w dniu przyjazdu w hipermarkecie Eroski, kosztował 59 eurocentów. Wyjeżdżając znaliśmy kurs 3.45 za euro, zatem wino warte było teoretycznie ułamek grosza ponad 2 zł. Zwlekaliśmy jednak z wypiciem - aż zobaczyłem w necie, że jego cena spadła sporo poniżej 2 zł i uznaliśmy, że tak taniego wina pić nie wypada.
Chyba wróciło z nami do Polski. Trzeba poszukać - jeśli gdzieś stoi, dziś kosztowało ponad 2.50. A to już zupełnie inna historia...


Komentarze
Pokaż komentarze (43)