Zaiste czasem mnie wkurzacie. Nie czytacie, po czym przypisujecie mi intencje, których nie miałem. Tomasz Terlikowski nie przewidział skutków swej propozycji. Policzyłem i to mu wytknąłem - i tylko to!Nie krytykuję jej ideologicznie, bo ona mi ideologicznie odpowiada! W poście "Antyrodzinna arytmetyka" stwierdzam goły, prawno-arytmetyczny fakt:Dzisiejszy polski system podatkowy nie pozostawia miejsca na nowe prorodzinne ulgi w PIT, bo ogromna większość rodzin wielodzietnych i tak PITu nie płaci.Oczywiście nie znaczy to, że rodziny te są znacząco uprzywilejowane, że nie składają się na budżet. Jak wszyscy, płacą podatki pośrednie oraz parapodatkowe składki na obowiązkowe "ubezpieczenia" - emerytalne, chorobowe, rentowe i zdrowotne.Spróbuję teraz rozpisać strukturę ciężarów podatkowych rodziny z trójką dzieci (lub więcej), zarabiającej od "bardzo mało" do "średnio". Z każdego 1000 złotych, które na zarobki owej rodziny przeznacza pracodawca (lub pracodawcy)... * 235 zł zabiera ZUS
* 69 zł zabiera NFZ
* 140 zł zabiera VAT i akcyza
* 10 zł zabiera gmina (podatki lokalne)
* 0 zł (zero) pochłania PIT.Na życie - czyli pokrycie cen netto niezbędnych towarów i usług - zostaje ok. 546 zł. Szlag trafił 454 zł. Nie różni się to zbyt znacząco od struktury wydatków rodzin bez nadmiaru dzieci. Taki mamy system. Takie państwo.PS. Dziś polecam: Naprawdę? - I oraz Naprawdę? - II.Z lekkim przymrużeniem oka zapraszam też do lektury o tym, jak spycham ;) - choć też przyznam, że nawet troszkę mi smutno, iż niniejszy post - IMHO dotyczący istotnej dyskusji - od razu trafił do dziewiątego rzędu SG.
Komentarze
Pokaż komentarze (20)