Blog
Tylko po co?
Krzysztof Leski
Krzysztof Leski b.mgr inż.historii, b.dziennikarz mediów wszelkich, od dawna bezrobotny
210 obserwujących 3086 notek 6010893 odsłony
Krzysztof Leski, 5 grudnia 2010 r.

Słowo o nienawiści

13 grudnia coraz bliżej i coraz gorętszy. Dla mnie w tym roku wyjątkowo trudny. Prawica znów mnie wyklęła, zaś lewica utożsamia mnie z prawactwem. Ten ostatni komentarz - a było takich wiele - przywołuję, by zaproponować kameralną rozmowę o nienawiści. Czy antykomunistę na pikietę pod willą Jaruzelskiego pchać musi nienawiść? Jakakolwiek negatywna emocja? Czy nie może to być zwykłe poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości?

Definiować nienawiści nie będę. Opowiem historyjkę. Jest kwiecień 1982. Po wyjściu z "internatu" błąkam się po mieście. Szukam miejsca dla siebie. Dosłownie - by się schować, bo wieść niesie, że znów "będą zgarniać" prtzed 1 i 3 maja. Ale przede wszystkim szukam zajęcia. "Tygodnik Mazowsze" - następcę "ASa", w którym pracowałem - tworzą na razie same baby. Mnie wysyłają dwa razy w tygodniu do Marka Edelmana po łódzką bibułę. Na polibudzie pan od mechaniki płynów pyta, czy wpisać mi czwórkę z egzaminu bez odpytywania. Unoszę się honorem, choć płyny moją mocną stroną nie były, a przepływy turbulentne do dziś sprawiają, że się wzdrygam. Ale widać, że internowanego uczelnia nie skrzywdzi, więc nadmierne kucie mi nie grozi.

Przy Centralnym wpadam na Krzyśka Siemieńskiego. On też czuje, że jest bez przydziału. Mój rówieśnik, podobnej postury, ale o dwukrotnie wyższej masie mięśniowej, student filozofii, skoczek narciarski, żeglarz, nie stroni od boksu. Uniknął internowania, więc frustracja narasta w nim dużo dłużej niż we mnie. Gadamy. Opowiada, że czas strzelać do komunistów. Ja kontempluję spokój ducha osiągnięty w pierdlu, gdzie się znakomicie wyleczyłem z wszelkiej nienawiści. A on wydaje się tą nienawiścią promieniować...

"To co, Leski, jedziemy postrzelać?", pyta nagle. Jedziemy. Niby wiem, dokąd, ale w podróży łamańcem z centrum przez Żoliborz i Bielany do Wilanowa, z przesiadkami z jednego tramwaju do drugiego, z autobusu do autobusu - czuję się jak odkrywcy Ameryki Południowej. Ostatni etap, pod budkę z dykty w wilanowskich ogródkach działkowych, pokonujemy trabantem. Nie w wersji limuzyna, lecz w wersji kombi. Wszak bardziej się nadaje do przewozu broni.

Wiem, co wieziemy. Sześć czy osiem ryz papieru. Na miejscu czeka białkowy gestetner i zapas farby, tylko z papierem zawsze kłopot. Jedziemy strzelać do czerwonego. Strzelać z powielacza. Nie będziemy drukować ulotek na 1 i 3 maja - wysokie organy podziemnej "S" jeszcze takowych nie wydały. Nie będziemy strzelać "TM-ką" - wtedy żaden z nas nie miał dojścia do matryc. Nie będziemy strzelać żadną inną gazetką, nie będziemy nawet strzelać do Jaruzela. Stukniemy dla "Nowej" kilkaset egzemplarzy małej, zielonej broszurki - jakieś 40 stron formatu A-5 - z esejem "Egzystencjalizm jest humanizmem" Jean-Paul'a Sartre'a. To domena zainteresowań Krzyśka. Dla mnie lektura zbyt trudna, więc zamiast czytać - drukuję. Strzelam z powielacza. I od razu mi lepiej.

Kiedyś dopiszę ciąg dalszy. Krzysiek, choć jedna z niemal legendarnych postaci warszawskiego podziemia, później odsiadujący długie miesiące czy nawet lata za strzelanie z powielacza, pojawia się w necie na przykład tu i ówdzie, a nawet owamdzie. Ale swojej notki biograficznej w wiki nie ma. Przyjaciele, tacy jak ja, nie zdobyli się dotąd nawet na sprawdzenie daty urodzenia i napisanie paru linijek. "Obrzynek" zaś, cudowny człowiek, inwalida bez nóg - przyznaję z wielkim wstydem - jest dziś dla mnie anonimowy. Nie pamiętam nawet, jak się nazywa...

Kiedyś dopiszę. Ale dziś to tyle - "w temacie nienawiści".

PS. Cóż, KaZet wykazał, że jestem ślepy. W tekście, który sam zlinkowałem, stoi jak wół, że ksywkę "Obrzynek" nosił ś.p. Jurek Ignatowski, odznaczony pośmiertnie Krzyżedm Oficerskim OOP. Z innego znów, że drukarnię w altance założył wraz z Siemionem i moim kumplem z NZS PW Tomkiem Jurkowskim. Tomka akurat z nami nie było, więc było miejsce w trabancie "Obrzynka". Ostatnio spotkałem Tomka na ulicy. Dał mi wizytówkę. Zgubiłem ją, zanim wróciłem do domu.

PS2. Zostałem przestęcpą: CAŁA TA OTO NOTKA została przez s24 "ukryta" za pomocą wprowadzonego niedawno mechanizmu paracenzorskiego. Aby ją przeczytać, trzeba się trochę naklikać, napotykając ostrzeżenie:

Odblokowujesz treści, które zakłócają dyskusję, mogą być społecznie trudne do zaakceptowania lub są autorstwa osoby, ktora w swoich komentarzach/notkach przekraczała dopuszczalne w dyskusji w Salon24.pl granice. Nie zalecamy tego - robisz to na własną odpowiedzialność

Byłbym wdzięczny adminom za wyjaśnienie, co w mojej notce wypełnia znamiona opisane w ostrzeżeniu - i które.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Gratulacje Od 4 lat nie napisałem w s24 słowa. Ani posta, ani komentarza. I nie zamierzam....
  • TGV Napoleon Od 4 lat nie napisałem w s24 słowa. Ani posta, ani komentarza. I nie zamierzam....
  • @wzusiech Już rozumiem, z kim mam do czynienia. Przerost ambicji. Żegnam.

Tematy w dziale