Krzysztof Leski Krzysztof Leski
3169
BLOG

Z Michnikiem spacer po ogródku

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 51

Może istotnie dałem się ponieść lekkiej histerii, jak tu niektórzy sugerują. Zaiste nie umiem sobie wyobrazić, kto i jak miałby dziś wywierać na mnie w pracy polityczny nacisk. Po raz ostatni, ba - jedyny, miałem z tym do czynienia ponad 16 lat temu.

Owszem, sam się ograniczałem. Pracując w 1981 w Agencji "Solidarność", gdy relacjonowałem zastrzeżone fragmenty posiedzeń krajówki - rzecznik związku miał prawo to ocenzurować - przewidywałem, czego nie puści. Pisując w biuletynie samorządu Politechniki w stanie wojennym zdawałem sobie sprawę, że za treść finalnie odpowiada rektor, któremu nie chcieliśmy zaszkodzić. Pisując w latach 90. dla The Daily Telegraph - czyniłem uproszczenia, by Angole zrozumieli choć trochę z polskiej sceny, choć zdawały się czasem zahaczać o fałsz politycznej rzeczywistości.

W wolnej Polsce nikt nigdy nie próbował niczego na mnie wymóc ani w TVP, ani w gazetach i rozgłośniach regionalnych, dla których pisałem i mówiłem, ani w Expressie Wieczornym, ani naturalnie w BBC. Jedyne takie doświadczenie wyniosłem z Gazety Wyborczej. Adam Michnik czynił to jednak ze swoistym wdziękiem.

Podczas kampanii prezydenckiej 1990 żądał, bym ośmieszał Wałęsę, a Mazowieckiego chwalił. Klarowałem, że to nie robota dla reportera, że zaś on w komentarzach może pisać, co chce - bez efektu. Pewnego listopadowego dnia odbyliśmy chyba dwugodzinną rozmowę, spacerując po przedszkolnym ogródku przy Iwickiej, gdzie mieściła się wtedy GW. Było zimno, siąpił deszcz, a redakcja niemal w komplecie przylepiła się do okien czekając chyba, aż się pobijemy.

Michnik był jednak raczej spokojny, bo się jąkał, a gdy jest naprawdę zdenerwowany lub podniecony - jąkać się przestaje. Ja swoje, on swoje. Nagle trochę się ożywił i zwrócił się do mnie niemal ciepło, po ojcowsku: - K-k-krzysiu, jeśli ty-ty-ty chcesz tu robić wo-wolną gazetę, to-to-to-to po moim trupie.

NIe groził mi, nie był agresywny ani złośliwy, ani też fałszywie zatroskany. Po prostu mnie informował o sytuacji. Uświadomił mi, że nie jestem gotów, by w walce o wolność słowa w Wyborczej posunąć się do morderstwa ;). Kwadrans później znów chwilowo zgodził się, bym nadsyłał z kampanii relacje czysto reporterskie. A parę tygodni później Gazeta wszczęła długotrwały proces rozstawania się ze mną.

Mam nadzieję, że nie dowiem się, jak wyglądają naciski polityczne A.D. 2007.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka