Blog
Tylko po co?
Krzysztof Leski
Krzysztof Leski b.mgr inż.historii, b.dziennikarz mediów wszelkich, od dawna bezrobotny
213 obserwujących 3086 notek 6005744 odsłony
Krzysztof Leski, 28 lutego 2007 r.

Z Michnikiem spacer po ogródku

Może istotnie dałem się ponieść lekkiej histerii, jak tu niektórzy sugerują. Zaiste nie umiem sobie wyobrazić, kto i jak miałby dziś wywierać na mnie w pracy polityczny nacisk. Po raz ostatni, ba - jedyny, miałem z tym do czynienia ponad 16 lat temu.

Owszem, sam się ograniczałem. Pracując w 1981 w Agencji "Solidarność", gdy relacjonowałem zastrzeżone fragmenty posiedzeń krajówki - rzecznik związku miał prawo to ocenzurować - przewidywałem, czego nie puści. Pisując w biuletynie samorządu Politechniki w stanie wojennym zdawałem sobie sprawę, że za treść finalnie odpowiada rektor, któremu nie chcieliśmy zaszkodzić. Pisując w latach 90. dla The Daily Telegraph - czyniłem uproszczenia, by Angole zrozumieli choć trochę z polskiej sceny, choć zdawały się czasem zahaczać o fałsz politycznej rzeczywistości.

W wolnej Polsce nikt nigdy nie próbował niczego na mnie wymóc ani w TVP, ani w gazetach i rozgłośniach regionalnych, dla których pisałem i mówiłem, ani w Expressie Wieczornym, ani naturalnie w BBC. Jedyne takie doświadczenie wyniosłem z Gazety Wyborczej. Adam Michnik czynił to jednak ze swoistym wdziękiem.

Podczas kampanii prezydenckiej 1990 żądał, bym ośmieszał Wałęsę, a Mazowieckiego chwalił. Klarowałem, że to nie robota dla reportera, że zaś on w komentarzach może pisać, co chce - bez efektu. Pewnego listopadowego dnia odbyliśmy chyba dwugodzinną rozmowę, spacerując po przedszkolnym ogródku przy Iwickiej, gdzie mieściła się wtedy GW. Było zimno, siąpił deszcz, a redakcja niemal w komplecie przylepiła się do okien czekając chyba, aż się pobijemy.

Michnik był jednak raczej spokojny, bo się jąkał, a gdy jest naprawdę zdenerwowany lub podniecony - jąkać się przestaje. Ja swoje, on swoje. Nagle trochę się ożywił i zwrócił się do mnie niemal ciepło, po ojcowsku: - K-k-krzysiu, jeśli ty-ty-ty chcesz tu robić wo-wolną gazetę, to-to-to-to po moim trupie.

NIe groził mi, nie był agresywny ani złośliwy, ani też fałszywie zatroskany. Po prostu mnie informował o sytuacji. Uświadomił mi, że nie jestem gotów, by w walce o wolność słowa w Wyborczej posunąć się do morderstwa ;). Kwadrans później znów chwilowo zgodził się, bym nadsyłał z kampanii relacje czysto reporterskie. A parę tygodni później Gazeta wszczęła długotrwały proces rozstawania się ze mną.

Mam nadzieję, że nie dowiem się, jak wyglądają naciski polityczne A.D. 2007.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Gratulacje Od 4 lat nie napisałem w s24 słowa. Ani posta, ani komentarza. I nie zamierzam....
  • TGV Napoleon Od 4 lat nie napisałem w s24 słowa. Ani posta, ani komentarza. I nie zamierzam....
  • @wzusiech Już rozumiem, z kim mam do czynienia. Przerost ambicji. Żegnam.

Tematy w dziale