Zaraz świt. Dziś w Sejmie dzień Ludka Dorna. Albo Janusza Dobrosza? Albo... ee tam. Bardziej interesuje mnie, co Sejm zdąży zrobić potem. Serię głosowań planował na 5-6 godzin. Rękami Marka Jurka planował. Nowy marszałek może to wywrócić.
2-3 godziny zająć ma (miała?) wielka nowela ustawy o spółdzielczości. Spadła w marcu, spadła na pierwszym posiedzeniu w kwietniu. 10 godzin temu PiS i PO ponoć w końcu uzgodniły, które poprawki przyjmą, a co odwalą, więc można głosować.
Kontrowersji tam mnóstwo. Najważniejsza - wyprzedaż za grosze pozostałych jeszcze mieszkań spółdzielczych ich lokatorom. To trzy miliony ludzi. Na razie nie będę pisał o szczegółach, bo omówienie kilku wersji zajęłoby całą noc. A nie wiem, którą wersję uzgodnili jako wspólną. Kontrowersja druga - wprowadzenie demokracji bezpośredniej w największych nawet spółdzielniach (walne zgromadzenia na stadionach?) - też nie wiem, na czym polega kompromis. Kontrowersja trzecia - lustracja zarządów - ma być jakoby przez PiS wycofana, bo cała opozycja twierdzi, że to niekonstytucyjne.
To co, kto się chce założyć? Stawiam krzynkę piwa. Albo nawet dwie krzynki. Aha, ja stawiam na to, że Sejm znowu odłoży głosowanie, bo w maju głosować fajniej.
PS. Trochę pokomentowałem uzupełniająco Wasze komentarze, nawet 10 postów wstecz, zwłaszcza pod rumtumtumem :) Teraz jednakowoż idę spać, bo budzik na 6.45...
PS2. 17.01 - już wiadomo: spółdzielczość spada na następne posiedzenie. Po raz trzeci.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)