krzysztofmroczko krzysztofmroczko
254
BLOG

O kibicach trochę inaczej

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 1

 Wszyscy znowu emocjonują się ruchem kibicowskim. Rządzący widzą w nim zadymiarzy i bandytów, opozycja patriotycznych bojowników o wolność i godność Polski. Moim zdaniem żadna ze stron nie ma racji, a prawda w tym wypadku nie leży po środku. Prawda ukryta jest poza stadionami.

Na mecze zacząłem chodzić przed dwudziestu laty. Początek lat 90. to okres największych chyba burd stadionowych, z których największą i najbardziej znaną jest ta z jesieni 1993 z Chorzowa w trakcie meczu eliminacji MŚ Polska – Anglia. Tak wtedy, jak i teraz nikt nie zajął się tematem prawdziwego źródła tej erupcji agresji.

Kto pamięta tamte czasy dobrze zna poczucie niepewności, coraz większego strachu o pracę i godne życie. To wówczas przechodziły przez cały kraj fale bankructw największych polskich przedsiębiorstw i setki tysiące ludzi lądowało na bruku. Było tak źle, że stała się rzecz jeszcze rok lub dwa wcześniej nie do pomyślenia – w wyborach parlamentarnych wygrali postkomuniści. Społeczeństwo było tak zmęczone wprowadzaniem kapitalizmu, który przybrał u nas formę znaną dobrze z literackiego opisu Reymonta na kartach „Ziemi obiecanej”, że postanowiło zwrócić władzę tym, za których lat u steru czuło się może i biedniej, ale bezpieczniej.

Na początku XXI wieku stadionowe zadymy niemal się skończyły, a kibice z „nabojek” ograniczali się do spotkań we własnym gronie podczas tak zwanych „ustawek”. Wielu odetchnęło z ulgą, choć wciąż jeszcze zdarzały się walki uliczne, od czasu do czasu kończone nawet śmiercią. Na samych stadionach jednak panował spokój, znów można było bez żadnego ryzyka zabrać na mecz rodzinę.

Od dwóch – trzech lat sytuacja powraca do tej sprzed lat. Znowu na stadionach jest gorąco wcale nie z powodu emocjonującej gry naszych piłkarzy. Finał ubiegłorocznego Pucharu Polski przypominał mi wydarzenia sprzed lat.

Wzrost agresji, polityczne transparenty dla mnie w sposób oczywisty łączą się z narastaniem obecnego kryzysu. Dorosło nowe pokolenie, które doświadcza bezrobocia, upokarzających pensji i braku przyszłości. To samo możemy zaobserwować w innych krajach, jednak żadna z parlamentarnych partii tego nie czyni. Frustracja młodych narasta w miarę zaostrzania się poważnego stanu gospodarki, a dla czołowych polityków i ich zwolenników liczy się tylko wzbudzanie nienawiści do drugiej strony. Oczywiście, to jest sposób na wygranie kampanii wyborczej, ale nie jest to sposób na ratowanie kraju. Politycy mają usta pełne frazesów na temat przyszłości Polski i Polaków, ale nie podejmują żadnych działań konstruktywnych, zajęci destrukcją przeciwników.

Nie miejsce tu na przepowiednie dotyczące przyszłości, nie pretenduję też do całościowego opisu zjawiska ruchu kibicowskiego czy ogólnej sytuacji gospodarczej Polski. Chciałbym jednak nie pozostawić wątpliwości, że katastrofalny stan państwa i brak w nim jakichkolwiek szans dla młodych Polaków jest ściśle związany z tym, co dzieje się na stadionach i dookoła nich. Ubożenie społeczeństwa radykalizuje nastroje i ta prawda obowiązuje już od czasów starożytnych. I lepiej, by tę, oczywistą przecież prawdę, jak najszybciej dostrzegli ludzie aspirujący do roli architektów naszego wspólnego domu – Polski.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka