Od niedzielnego wieczoru media pełne są analiz fenomenu Janusza Palikota, który zrobił rzecz jeszcze do niedawna niemożliwą – wszedł do polskiego parlamentu tworząc partię od zera. W ciągu zaledwie roku udało mu się nie tylko stworzyć struktury, pozyskać zwolenników i wstrząsnąć (nie po raz pierwszy zresztą) polską sceną polityczną.
Wiele już powiedziano o poglądach Palikota i jego ludzi, dużo także o ich potencjale. Potencjale politycznym, potencjale koalicyjnym i potencjale poszczególnych posłów, zwłaszcza, że nikt ich nie zna. Jakoś jednak wszystkie analizy pomijają fundament całego Ruchu Palikota. Czyżby wszyscy komentatorzy uważali tę kwestię za tak oczywistą, że nie wartą najmniejszej wzmianki?
Podstawą sukcesu RP były (i są nadal) pieniądze. Kto nie wierzy, niech sam spróbuje dokonać tego, co zrobił Palikot. Proszę choćby spróbować zorganizować ponad 400 spotkań w miastach i miasteczkach całej Polski. Jeśli nie jest się milionerem, będzie to bardzo trudne. Nie wspominając o zatrudnianiu profesjonalnych speców od wizerunku, reklamy i public relations.
Nie uważam przy tym, że sprawa ma jakieś drugie dno. Nie sądzę, że to brudne pieniądze, pochodzące z przekrętów. Takiej wiedzy nie mam i nawet nie szukam, spiskowe teorie mało mnie interesują. Chodzi tylko o samo stwierdzenie faktu.
Tę prawidłowość – znaczenie finansów w kampanii - widać jak na dłoni w wynikach wyborów do Senatu. Jedynie cztery mandaty niezależnych kandydatów jest potwierdzeniem fundamentalnej roli pieniędzy. Wszyscy entuzjaści jednomandatowych okręgów wyborczych będą musieli przemyśleć swoją teorię, która mówi o odpartyjnieniu polityki dzięki zmianie ordynacji. Żaden niezależny kandydat nigdy nie będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się budżetom partii.
Pieniądze są istotą kampanii, czy się to komuś podoba czy nie. Nawet rezygnacja z reklamy wielkopowierzchniowej i telewizyjnych spotów niczego nie zmieni w tej sytuacji. Wydatki nie zmniejszą się, po prostu pieniądze popłyną innym strumieniem, do innych kieszeni. I im szybciej to dostrzeżemy, tym mniej niespodzianek czeka nas w przyszłości.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)