W czasie kampanii wyborczej krążył taki oto dowcip:
- Panie premierze, jak żyć?
- Krótko.
Jak w każdym politycznym żarcie, i w tym tkwi ziarno prawdy. Oto wrocławski szpital kliniczny alarmuje o swoim katastrofalnym stanie finansowym. Ludzie chorzy czekają do roku na zabieg. Najgorsze jest to, że są w tej liczbie dwa oddziały dziecięce. Jeśli zaś do kogoś nie przemawiają ludzkie odruchy, to można powiedzieć, że leczenie dzieci jest chyba najbardziej opłacalne, bo są jeszcze przed całym swoim życiem, którym mogą odpłacić za dzisiejszą troskę. Ta prosta prawda, znana w bardziej rozwiniętych krajach cywilizacji europejskiej, nie jest niestety powszechna wśród urzędników NFZ. Oni mają zupełnie odmienne zdanie i, co najważniejsze, umieją ściśle określić liczbę zachorowań i potrzebnych w związku z nimi zabiegów w przyszłości. A jeśli liczba ta jest większa, to tym gorzej dla pacjentów.
Nie byłoby może w tym nic dziwnego, bo tak jest w całej Polsce od lat i do takich informacji można się przyzwyczaić. Żadna to przecież wiadomość dnia.
Jednocześnie jednak dowiadujemy się, ile – w przybliżeniu – pieniędzy pochłonęła kampania wyborcza. Komitety wyborcze wydały znów dziesiątki milionów tylko po to, by przez dwa miesiące zdominować przestrzeń publiczną. Wszystko to oczywiście na poczet budżetowych dotacji. Najwięcej - jakżeby inaczej - wydała partia rządząca, która jeszcze niedawno domagała się ograniczenia tak dotacji budżetowych dla partii jak i górnej granicy kampanijnych wydatków. Był nawet pomysł rezygnacji z najkosztowniejszych zabawek kampanii - reklamy wielkopowierzchniowej i telewizyjnych reklamówek. Ale skoro Trybunał Konstytucyjny ustawę odrzucił, to wszystko zostało po staremu.
Mam wrażenie, że gdzieś tu chyba zachwiane zostały priorytety, gdzieś w bezwzględnej walce o władzę zapomniano o obywatelach. I tu pojawia się pytanie o to, dokąd tak naprawdę zmierzamy. Czy czeka nas neoliberalne nowe średniowiecze, w którym zamożni będą chronić się w ogrodzonych i ochranianych osiedlach, a reszta społeczeństwa będzie żyć na granicy przetrwania czy może jednak tak chętnie odmieniana przez polityków wszystkich niemal opcji solidarność społeczna zacznie być wprowadzana w naszym kraju naprawdę? Czas pokaże.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)