Tematem dnia są dziś „oburzeni”. Cały świat emocjonuje się ruchami społecznymi, które w ten czy inny sposób demonstrują swoją niezgodę na obecny stan rzeczy – ogólnoświatowy kryzys, bezrobocie i brak perspektyw. Szczytne hasła, buńczucznie wypisane na transparentach to jednak wszystko, co „oburzeni” mają do zaproponowania. Mimo, iż od pierwszych protestów w Hiszpanii minęło już pół roku. Ostatnio pisałem o tym, nie mam zamiaru zatem się powtarzać.
Szczytne hasła rodzimych „oburzonych” możemy przeczytać na polskiej stronie w formie listu do premiera i prezydenta. Nawiasem mówiąc - co to za oburzenie, które oczekuje od czołowych figur politycznego establishmentu rozwiązania problemów? Zwłaszcza, że to hiszpańskie, na które powołują się organizatorzy, było wymierzone w klasę polityczną właśnie.
Na pewno takie oburzenie nie ma nic wspólnego z logiką na elementarnym poziomie. Z racjonalnością nie ma nic wspólnego m.in. postulat darmowych żłobków zapisany obok punktu domagającego się płatnego urlopu macierzyńskiego (dzielonego sprawiedliwie na pół między obojga rodziców – równość przede wszystkim, a jakże) przez 3 lata. Szczerze mówiąc, gdyby mi ktoś płacił, to wolałbym zostać ze swoim synem w domu, niż oddawać go pod opiekę obcych osób. I zaręczam, że tak postąpiła by większość osób które znam. Po co zatem żłobki? Nie wiadomo. Pewnie dlatego, że dobrze brzmi w zestawie haseł.
Takich cudów jest w ruchu polskich oburzonych więcej. Oto popiera ich Krytyka Polityczna, bo walczą z umowami śmieciowymi. Wszystko pięknie, tyle że obsługa w knajpie KP też pracuje na takich umowach. Jak jednak rozumiem, winien jest ten okropny system.
Organizator marszu żali się mediom , że musi zarabiać na siebie, na szkołę, choć ma dopiero 18 lat. Dodaje przy tym, że uczęszcza do prywatnej szkoły na swoje własne życzenie, aby „zwiększyć swoje szanse na rynku pracy”. Moim zdaniem kariera wymaga poświęceń, ale mogę się mylić, bo nigdy nie zastanawiałem się poważnie nad jej robieniem.
Na dodatek w tłumie oburzonych widzimy takich „prekariuszy” jak poseł Ryszard Kalisz, jeżdżący na co dzień jaguarem i Robert Biedroń, nowo wybrany poseł, pochylających się z troską nad losem polskiej młodzieży.
Nie neguję idei protestu, nie uważam też, by sytuacja i w Polsce i na świecie była idealna. Nie przekonuje mnie jednak przypadkowa zbieranina haseł i ludzi, próbujących przy każdej okazji ugrać coś dla własnego interesu. Choćby tylko po to, by się pokazać w mediach. Bo całe nieszczęście tkwi w tym, że właśnie na mediach zbudowana jest cała współczesna „anatomia buntu”. Musi on być przede wszystkim pokazany w głównych wydaniach programów informacyjnych. Jego zaś rzeczywiste społeczne skutki nie interesują nikogo w tym gronie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)