Histeria dotycząca Marszu Niepodległości w Narodowe Święto Niepodległości sięga już zenitu, a do samej imprezy zapewne jeszcze wzrośnie. Jedni i drudzy zwierają szyki, organizują pomoc bratnich narodów i przygotowują się do bitwy. Ja w tym dniu mam zamiar uczcić tych, co dali życie za Niepodległą wręcz banalnie – kwiatami i minutą ciszy.
Nie podzielam prawicowej wizji patriotyzmu, ale potrafię uszanować czyjeś poglądy. Jeśli ktoś w demokratycznym kraju chce wyrazić swoje zdanie i robi to w sposób cywilizowany, nie widzę powodów zagradzać mu drogi.
Blokowanie kogokolwiek niczemu nie służy. Lewicowe organizacje czy media namawiając do blokad posługują się straszakiem faszyzmu. A czyż faszyzmem nie jest odmowa do wyznawania innych poglądów? Ale kto by tam się przejmował logiką, gdy trzeba propagować słuszną sprawę, prawda?
Blokowanie nie ma sensu. Nawet więcej – jest szkodliwe dla idei samej walki z faszyzmem, rasizmem i ksenofobią. To medialny szum blokowania konsoliduje prawicowe organizacje bardziej, niż czynią to radykalni aktywiści. Kto słyszał o marszach sprzed kilku lat, gromadzących jedynie najzagorzalszych zwolenników ideologii narodowo – radykalnych? Medialna nagonka nie tylko zapewnia darmową reklamę wszelkiej maści niewielkim organizacjom, które w życiu politycznym nie znaczą właściwie nic. Ta nagonka powoduje, że do akcji włączają się ludzie, których normalnie nic nie łączy. Choćby jedynie na przekór.
Blokowanie szkodzi także wizerunkowi lewicy. Nieistotne stają się wewnętrzne podziały, tak zajmujące na co dzień ludzi wewnątrz lewicowego getta. Dla mediów wszyscy zostają wrzuceni do jednego worka – i ci, którzy boją się działaczy radykalnej prawicy i ci, dla których Narodowe Święto Niepodległości jest po prostu okazją do próby sił w ulicznych starciach. Przekaz pozostanie jeden. Ci naprzeciw marszu patriotów patriotami nie są.
Walczyć z faszyzmem, rasizmem, ksenofobią trzeba. By odnieść zwycięstwo należy jednak czynić to mądrze i z rozwagą. Każdy, kto choć trochę poznał historię tych ruchów wie, że rodzą się one i rosną siłę w czasach kryzysu, gdy rośnie bezrobocie, bieda i społeczna frustracja. Walczyć z faszyzmem dziś oznacza walkę z kryzysem i edukację. Nikt przecież nie rodzi się faszystą, faszystą się zostaje.
Takie postawienie kwestii „walki z faszyzmem” jest jednak na lewicy – nad czym ubolewam – mało popularne. Ta codzienna żmudna praca nie jest przecież ani trochę medialna, a w dodatku nie wydaje się być równie atrakcyjna. I dlatego o potrzebie walki z zagrożeniem słychać tylko w opozycji do prawicowych inicjatyw.
Od zeszłego roku staram się przypomnieć Polakom o tradycjach patriotycznej lewicy, bo wierzę, że można (i trzeba) działać konstruktywnie. Już po raz drugi organizujemy alternatywne obchody, przypominające nie tylko dorobek PPS w walce o niepodległość, ale także wrocławską organizację OLIMP, działającą wśród polskich robotników w czasie II wojny światowej.
Wierzę, że w tym dniu można zwyczajnie świętować. I czuć dumę z bycia Polakiem. Choć tak trudno się w tym kraju żyje.


Komentarze
Pokaż komentarze