krzysztofmroczko krzysztofmroczko
209
BLOG

Okrągły stół po raz drugi

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 0

 Leszek Miller zaproponował okrągły stół lewicy. Człowiek, który – według jego własnych słów – jest jedynym, który zrobił karierę w tym i tamtym systemie (czyżby kariera Aleksandra Kwaśniewskiego jako komunistycznego ministra sportu i dwukrotnego prezydenta „nowej” Polski nie znajdowała uznania w oczach nowego zbawcy polskiej lewicy?). Próbuje zatem sprawdzonych już metod, które przed laty dały mu nie tylko szansę przeżycia, ale wyniosły go ponownie do władzy.

„Nie ma wroga na lewicy” – to hasło z lat 30. ubiegłego wieku znowu ma robić furorę. Podobnie jak wówczas, jest sprytnym wybiegiem partyjnych aparatczyków, którzy pod pozorem sojuszu, wspólnego frontu czy szerokiej koalicji chcą spacyfikować niezależną od własnych ośrodków myśl, ubezwłasnowolnić lub złamać niezależnych działaczy i przejąć niczego nie spodziewający się elektorat. Nie ma w tym nic dziwnego, wykształcenie zdobywane w partyjnych szkołach kładło nacisk na historię jednolitego frontu ludowego mocniej, niż na historię Polski. To przecież taktyka, która towarzyszowi Stalinowi i posłusznym wykonawcom jego woli przyniosła wielkie sukcesy.

Obecność ludzi Palikota uświadomiła nie tylko komentatorom życia politycznego istnienie alternatywnego od postkomunistycznego obozu lewicy. Tych lewic jest jednak więcej, jednak na razie nie są one widoczne. Często nie są widoczne na własne życzenie, bo uwierzyły, że szerokie koalicje, współpraca są podstawą sukcesu. W efekcie wszystkie ugrupowania się zlały w jedno – w obraz wiecznej niemocy, bezideowej treści. A przecież w bezideowości trudno przebić czołowych graczy polskiej sceny politycznej (może z wyjątkiem PiS, choć i tu kolejne sukcesje zdają się wskazywać na wybujałe ambicje jednostek przedkładane nad dobro państwa i jego obywateli).

Media i różne autorytety, naukowcy i obserwatorzy polityczni przekonują nas na wszystkie sposoby, że nadeszły oto czasy postpolityki, że właściwie idee nic nie znaczą, a lud złożony z obywateli myśli tylko o sobie w kategoriach egoistycznie nastawionych jednostek. Kiedy jednak spotykam się z tym ludem, kiedy słucham rozmów w tramwajach i na przystankach, to mam odmienne wrażenie. Nadal żywe są słowa Cezarego Baryki z „Przedwiośnia” Żeromskiego: „Nie! Polsce trzeba na gwałt wielkiej idei!”. Ci ludzie chcą, by jednak prawica znaczyła prawicę, a lewica lewicę, by rozdźwięk między nimi był łatwy do zmierzenia i objęcia wzrokiem, by słowa nie znaczyły tyle co czyny, a dziennikarskie interpretacje nie oznaczały istnienia ersatzu rzeczywistości.

W tym wszystkim jest właśnie miejsce na lewicę nie skompromitowaną latami komunizmu i nawrócenia na gospodarczy liberalizm. Jest miejsce na lewicę, której nie przeszkadza znak krzyża i która chce czegoś więcej niż rewolucja kulturalna, przeprowadzana wbrew wszystkim i wszystkiemu. Jest miejsce na lewicę, która nie będzie wstydziła się mówić o swoim patriotyzmie i nie będzie za wszelką cenę tworzyć wspólnych, bezideowych frontów z każdym, komu zamarzy się społeczna inżynieria na żywym społeczeństwie.

Pytanie tylko, czy znajdzie się ktoś zainteresowany budowaniem takiej lewicy.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka