Z niekłamaną radością przyjąłem informację o działalności stowarzyszenia pod nazwą Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli. Inicjatywa ta, zapoczątkowana w niedalekiej Legnicy, jest moim zdaniem w dzisiejszych czasach bardzo potrzebna. W pogoni za zyskiem za wszelką cenę, lub też w zwykłej obawie o utratę pracy, Polacy zaczęli zapominać o tym, czym niedziela była i czym być powinna. I nie ma tu nawet znaczenia kwestia wyznania tej czy innej religii. W oparciu o wielowiekową tradycję chrześcijańską to właśnie ten dzień uznano za świąteczny i pozostaje to zaakceptować, czy się to komuś podoba czy nie.
Dużo się w naszym kraju mówi o solidarności, odmieniając to słowo przez wszystkie przypadki przy każdej okazji. Każdy mówi, jak to było wspaniale i pięknie w czasie „karnawału Solidarności”, jak to wówczas ludzie potrafili razem, wspólnie, solidarnie właśnie. Mało już jednak mówi się o postulatach strajkujących, tak dumnie podpisanych przez Lecha Wałęsę ogromnym długopisem z Janem Pawłem II. A tam, skromnie ukryty pośród dwudziestu innych, znajdował się postulat wolnych sobót. Tak, to nie pomyłka – trzydzieści lat temu walczono o wolne soboty, a dziś nikogo nie bulwersują prace w niedzielę. Te prace, bez których nasz kraj i nasze społeczeństwo mogłoby się z powodzeniem obejść. Nasi zachodni sąsiedzi tak żyją i jakoś nawet lepiej od nas, bo ciągle to my do nich jeździmy do pracy.
Z przykrością obserwuję zmiany, jakie spowodowało odejście od świętowania tego dnia w naszym społeczeństwie. Brak wspólnego, rodzinnego czasu w ten choćby jeden jedyny, symboliczny właśnie dzień tygodnia, dokonał wielkich spustoszeń w życiu ogromnej liczby Polek i Polaków. Zapracowani w tygodniu rodzice nie mają czasu dla dzieci, a dzień wolny w środku tygodnia niczego nie wynagradza, bo przecież pociechy w szkole. Zamiera kontakt, brak wspólnych spraw buduje coraz większe bariery pomiędzy ludźmi. Efekty można dostrzec już dziś. Postępujący rozkład więzi społecznych, atomizacja społeczeństwa jest właśnie skutkiem takiego działania. Coraz większa liczba młodych ludzi jest pozostawiana samym sobie, a skutki widać w policyjnych statystykach. Coraz większa liczba rozwodów, na pewno wynikająca w jakiejś części z braku czasu dla drugiej osoby, też zdaje się nikogo nie martwić.
W imię źle pojętej wolności przeciwnicy idei zakazu handlu w niedzielę wołają o swoim prawie do decydowania o tym, kiedy chcą zrobić zakupy. Nie myślą przy tym o tych, którzy zmuszeni sytuacją ekonomiczną nie mogą odmówić pracodawcy i przychodzą do pracy. Pogarszająca się stale sytuacja na rynku pracy stawia ich od razu na przegranej pozycji. Ale dla tych ludzi wolność innych zdaje się nie mieć żadnego znaczenia. Liczy się tylko jednostkowy interes, własna korzyść.
Nie przekonują też argumenty o ludziach pracujących w niedzielę z racji wykonywanego zawodu. Oczywiście, że pracują lekarze i pielęgniarki, policjanci i pracownicy MPK. Robią to jednak w celu wspólnego dobra, dla funkcjonowania społeczności. A zakupy można zrobić w każdy dzień tygodnia pracy.
Popieranie postulatu świętowania niedzieli powinno zajmować również lewicowe środowiska. Terenem politycznej walki lewicy od zawsze był obszar praw pracowniczych. Skoro dbamy o rozszerzanie przepisów dotyczących BHP, domagamy się przestrzegania ustawowych norm czasu pracy, to tak samo powinniśmy wesprzeć inicjatywę świętowania niedzieli. Postulowane przez stowarzyszenie zmiany prawne z całą pewnością mogą polepszyć jakość naszego życia. A czyż wszystkim nam – niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych - nie powinno na tej jakości zależeć?
Wszystkich, którym zależy na poparciu idei świętowania niedzieli, zapraszam na stronę stowarzyszenia - http://www.swietowanieniedzieli.pl/
tekst ukazał się w Gazecie Obywatelskiej - cały numer do pobrania tu: http://gazetaobywatelska.info/category/gazeta


Komentarze
Pokaż komentarze