krzysztofmroczko krzysztofmroczko
888
BLOG

Dziejowa konieczność

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 10

To zastanawiające, jak politycy, niezależnie od reprezentowanej opcji, forsują za wszelką cenę swoje pomysły. Używają przy tym retoryki, którą najlepiej podsumowuje hasło TINA (There Is No Alternative – alternatywa nie istnieje), rozpowszechnione w czasach rządów Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Nasz złotousty prezydent, znany z ciętego języka, porównał dziś konieczność podniesienia wieku emerytalnego do tsunami, którego nie da się uniknąć. Oczywiście, nie da się Się nie da, bo nie ma takiej woli.

Zapraszani do telewizji w roli ekspertów ekonomiści są zawsze jednej maści. W prasie to samo. Nie ma – w publicznym obiegu – prawdziwej debaty na ten temat. Sprawę poruszają związkowcy, ale ci nie mają nigdzie dobrej prasy, a i telewizje do studia ich nie zaproszą. Nic dziwnego, że poddany takiemu zmasowanemu atakowi propagandy spod znaku szkołych chicagowskiej (inne szkoły ekonomiczne w kraju nad Wisłą nie istnieją) biedny obywatel coraz częściej powtarza, że jak trzeba, to trudno. Przecież „chcącemu nie dzieje się krzywda” i „lepsza umowa śmieciowa niż bezrobocie”.

Oczywistości, które widzi prezydent, widzi też i premier. Co ciekawe, w tej sprawie jest podobnie jak z ACTA. Też mamy zapowiedzi, że nie ugnie się przed podjęciem tej dziejowej decyzji.

Nasi politycy i ekonomiści nie widzą, z zacisza wnętrz swoich gabinetów i luksusowych samochodów, ludzi na ulicach. Ludzi, którzy nie mają na leki, dostępne od nowego roku po „nowelizacji”. Ludzi, których pod płaszczykiem kryzysu zmusza się do rezygnacji z wszelkich form zabezpieczeń socjalnych. Urlop, choroba dziecka albo inne losowe wydarzenie mają zniknąć z życia pracowników. Ludzi, którzy ponoszą coraz większe koszta, związane z prywatyzacją usług komunalnych, przedszkoli, studiów wyższych i nowych danin w postaci podatków, nakładanych przez samorządy.

Politycy powołują się też na przykład innych krajów. Owszem, podnosi się tam wiek emerytalny. Czy jednak ktoś z decydentów zna realia państwowej służby zdrowia? Oczywiście, poza tą państwową dla rządzących elit. Kto miał to szczęście (a może nieszczęście, boć to zawsze choroba) korzystać z opieki medycznej na zachodzie – tej standardowej, nie specjalistycznej lub prywatnej – wie dobrze, o czym mowa. Czy to przypadek jest, że młode kobiety z Polski jadą urodzić do Niemiec czy Wielkiej Brytanii? Komfort pracy, związany z jednej strony z istnieniem zabezpieczeń socjalnych, a z drugiej z godziwą zapłatą za wykonywaną pracę, jest nie do porównania. U nas porównywalne są jedynie ceny. Ile procent polskich pracowników fizycznych wyjeżdża na wczasy z rodziną do Hiszpanii czy Grecji? I jak to się ma do europejskich standardów, które podobno musimy wypełniać?

Z całą pewnością temat wart jest rozmowy, przewidywanie przyszłości nie jest przecież oczywiste dla nikogo. Chodzi jednak o to, by nie dać sobie narzucić jednej narracji. I z całą pewnością nie zaczynać budowania domu od dachu. Bo to się jeszcze nikomu nie udało.

 

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka