W swojej notce sprzed kilku dni senator z grona miłościwie nam panującej PO, partii nowoczesnej europejskiej postępowej myśli, udziela publicznych rad premierowi. Rady te są tak wspaniałe, że ośmielam się panu senatorowi również coś doradzić. I to całkowicie za darmo, choć on zapewne – jak przystało na rasowego konserwatystę - uważa, że w życiu nie ma nic za darmo. Otóż radzę senatorowi pójście do kina. Chyba starczy na bilet czy dwa z tej skromnej senatorskiej pensyjki. Jeśli nie, to może naród się zrzuci. A może i w kinie parlamentarzyści nie płacą?
Pan Libicki był zresztą ostatnio w kinie. Obejrzał był film o Margaret Thatcher, co to sukcesy święci. Zafascynowany Żelazną Damą i jej polityką bezkompromisowego stłumienia strajku górników sprzed 30 lat senator radzi premierowi takie samo rozwiązanie w przypadku, gdyby ci cholerni związkowcy mieli zacząć akcję strajkową. Jest przecież wojsko i policja, a po obiecanych podwyżkach na pewno będzie łatwiej nakłonić ich do pójścia na wojnę ze związkowcami.
Ci niedobrzy, roszczeniowi związkowcy, toż one mają „rozbuchane przywileje w zakładach pracy”, to one mają te swoje etaty, pensje, samochody. Wszystko to prawda i wszystko to domaga się zmian. Jakże jednak brzmią słowa takiej krytyki z ust człowieka, który żyje świetnie za pieniądze podatnika (niemałe), zupełnie jak te związkowce straszne, który jeździ i lata po kraju za darmo, który wpisuje razem z kolegami z senatorskich i poselskich ław najbardziej wydumane pozycje w rozliczeniach, i który właśnie otrzymał nową zabawkę, by mógł śledzić swój facebookowy profil nieco częściej? Jak zawsze łatwo dostrzec drzazgę w cudzym oku, nie widząc bodaj nigdy belki we własnym.
Przyznam szczerze, że zupełnie nie rozumiem, dlaczego pan Libicki odwołuje się do postaci brytyjskiej premier. Chyba jest wśród tych Polaków, którzy mają ciągle jakieś kompleksy i ludzie zachodu jawią im się jako giganci albo przynajmniej geniusze. Panie senatorze, Polacy nie gęsi i swoich pogromców robotników mają. Przecież zasłużony wielce dla Ojczyzny ratowania, wyzwoliciel przed najazdem armii już okupującej kraj, generał Wojciech Jaruzelski pokazał, jak postępować z tymi robolami, co to chcieliby normalnie zarabiać. I to nie tylko w „Wujku”, bo przecież już 1970 roku generał stał na czele MON. Może jeszcze gdzieś grają „Czarny czwartek”, to by pan senator sobie obejrzał. Instrukcje widać gołym okiem. I nawet te same modele czołgów nadal na stanie większości jednostek. Naprawdę jak znalazł.
Dobrze, pożartowaliśmy trochę, pośmialiśmy się, czas zatem przejść do konkretów. Bo w tej samej notce jest inna, równie groźna myśl. Otóż dla pana senatora referendum to głupota, bo przecież lud decydować nie może o tak ważnych sprawach. Nie dorósł, nie zna się, nie ma pojęcia. Co gorsza, w tle pobrzmiewa myśl, że do głosu podczas referendum dochodzi jedynie populizm i roszczeniowość. A poza tym przecież wybory już były i teraz nasi przedstawiciele już się zajmą wszystkim w naszym i imieniu i interesie.
Pan senator przypisuje sobie i sobie podobnym coś, co stanowi o istocie rządów tej formacji. Głos obywateli – czy to na ulicach czy podpisanych pod różnymi projektami uchwał obywatelskich – jest głosem kompletnie ignorowanym. Nie może być inaczej, bo władza wie lepiej. I z troski o obywatela uwolni go od troski o samego siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)