Ostatnie doniesienia ludowców o tym, jak to państwo polskie znika na poziomie gmin i powiatów już nawet nie przyciągają zwiększonej uwagi mediów. Zresztą, tam też, w tych naszych obiektywnych mediach, panują określone zasady. Zgodnie z nimi logika wydarzeń jest jasna, więc nie ma o czym pisać. I tak o ocalenie szkół walczą jedynie roszczeniowi nauczyciele, którzy przecież i tak pracują na niby. O istnieniu gmachu poczty gadają tylko emeryci i renciści, dla których ta instytucja pozostaje jedynym źródłem utrzymania, czyli w sumie roszczeniowe darmozjady, czyhające na nasze podatki. Za likwidowanymi połączeniami kolejowymi czy autobusowymi walczą tylko te roszczeniowe związki zawodowe, co to są spadkiem po poprzednim systemie, dziś zbędnym. O posterunkach policji i jednostkach wojskowych nikt nie wspomina, ale wiadomo, że to też żaden news, bo przecież mają, skubańce, przywileje największe ze wszystkich.
Bronią się jeszcze miasta, ale też tylko te największe i z największym też trudem. Przyszłość najbliższa rysuje się niestety w jeszcze ciemniejszych barwach, bo nowy budżet UE na lata 2013-2020 na pewno nie będzie tak przyjazny dla naszego kraju, polityka spójności odejdzie od nas na dobre. No i trzeba będzie zacząć spłacać pożyczone pod inwestycje pieniądze. A setki aquaparków jakoś nie chcą zacząć zarabiać. Podobnie jak stadiony.
Jak zwykle rząd ma na to lekarstwo. Ustami minister Bieńkowskiej ogłoszono, że można oddawać zarząd dróg w prywatne ręce. Mamy już płatne autostrady, losy płatności miejskich obwodnic ciągle w zawieszeniu, niedługo zapewne będziemy płacić myto na zwykłych drogach. Potem zapewne przyjdzie i czas na mosty, bo przecież ich budowa i utrzymanie kosztują. I tak dalej – rogatkowe, centrowe (za wjazd do centrum), deszczowe (już plany były, na razie na poziomie samorządów, ale kto wie). Lista na pewno może się ciągnąć długo, w tej materii urzędnicy i politycy odznaczają się niebywałą kreatywnością.
Wszystko to zdaje się zmierzać do nowego średniowiecza, wprowadzanego odgórnie, zgodnie z zasadą tak zwanego wolnego handlu. Wolny on rzeczywiście będzie, dla wybranych, których będzie stać. Stać na to, by produkować poniżej kosztów produkcji, by otwierać nowe siedziby, by wreszcie z pozycji jedynego odbiorcy narzucać producentom ceny i nawet kazać sobie płacić za lepsze miejsce na półce. Rynek zdecyduje także i o tym, że powrócimy do czasów analfabetyzmu i braku wykształcenia dzieci, zwłaszcza ze wsi, bo przecież zamykamy już dziś to, co się nie opłaca. Rynek zdecyduje też i o tym, że do łask powrócą wiejskie baby zamawiające zioła, bo ani przychodni już nie ma, ani na leki pieniędzy. Państwo stanie się abstrakcją, a następnie pustym pojęciem, a mieszkańcy z czasem zostaną przypisani do ziemi. Ziemi na terenie Specjalnych Stref Ekonomicznych, bo tylko takie są w stanie przyciągnąć jakiekolwiek inwestycje na nasze dzikie ziemie. Sądzić będzie znów mianowany pan feudalny, który z oddanie się pod jego opiekę odbierze swoim poddanym wszystkie prawa.
Zbyt czarna to wizja? Zbyt kiepski żart? Nie sądzę. Niewidzialne ręce rynku (dwiema można przecież więcej chwycić, nie ograniczajmy się do jednej zatem!) nie pozostawiają złudzeń co do kierunku zmian. Te zmiany zresztą już się toczą, tuż obok nas, powoli przesuwając swoje chłonne cielska, które pozostawiają po sobie jedynie puste ściany likwidowanych instytucji. Na razie zdaje się to przeszkadzać jedynie nielicznym. Kłopot w tym, że już niebawem nie będzie czego bronić.
Zmierzamy do tego bowiem, by państwo minimum zamieniło się w twór, znany z lekcji historii (ten okres na szczęście oszczędzono, przynajmniej na razie) każdemu. Nawet bowiem i dziś, z tych nowych, kolorowych podręczników nie obciążających zbytnio pamięci, można odczytać wzór przyszłych wydarzeń, zmierzających wprost do utworzenia skupisk udzielnych księstw, skoncentrowanych wokół tak zwanych metropolii. Tereny wokół będą musiały dostarczać jedynie taniej siły roboczej. Tej samej, która ponosić będzie wszystkie ciężary utrzymania naszej infrastruktury, urzędów i wszystkiego, co da się podciągnąć pod nowe ustawy o ciężarach prawa książęcego. Zgodnie z tym nowym paradygmatem gospodarczym nie można przecież odstraszać inwestorów głupimi podatkami. Te pozostawimy dla biednych głupich tubylców, pracujących do samej śmierci. I nikt nie jest w stanie tych zmian powstrzymać, bo europejskość tego od nas wymaga. Pochylmy zatem pokornie głowy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)