Zazwyczaj powstrzymuję się od polemik, zwłaszcza tych ciągnących się zgoła nieco irracjonalnie, niczym siłą bezwładu. Czasem jednak, niestety, trzeba. Dać, jak to się mówi i pisze na prawicy, odpór. I zareagować na tekst pana Igora. Choć w sumie to w tym temacie dobrze wypowiedział się już ktoś inny.
Pisze pan redaktor pięknie i wzruszająco o tym, że gdyby był w sytuacji, która daje mu wybór czy torturować człowieka, który ma informacje dotyczące życia i zdrowia jego własnej rodziny, to nie zastanawiałby się zapewne długo. Trudno z tym polemizować, nikt przy zdrowych zmysłach w podobnych okolicznościach nie będzie się wahał ani chwili, po prostu położy delikwenta na ziemi i zacznie przypalać żelazem albo ćwiartować. I nikt, ani z prawa ani z lewa, nie miałby żadnych pewnie pretensji.
Jest jednak dużo gorzej, gdy zaczynamy czytać o tym, jak to Europa straciła „swój instynkt samozachowawczy”. Czy to ta sama Europa, która już od kilkudziesięciu lat przyjmuje imigrantów, bo potrzebuje taniej siły roboczej? Czy może ta sama Europa, która w imię niesienia cywilizacji przez wieki wybijała bezlitośnie wszystko, co stało na drodze jej wizji? I ta sama, która handlowała niewolnikami? Nie wierzę w moralną odpowiedzialność współczesnych mieszkańców Europy za te wydarzenia, ale odrobinę dystansu mogłoby się przydać. Co to znaczy ów „instynkt” i dlaczego akurat taki ma on być? Bo jesteśmy do niego przyzwyczajeni? Wbrew pozorom człowiek potrafi się do wszystkiego przystosować, jak opisali to choćby Borowski, Szmaglewska i tylu innych.
Jest też pięknie o zagrożeniu atakiem tych okropnych terrorystów. Radzę sięgnąć do króla Ubu, którego akcja dzieje się w „Polsce, czyli nigdzie”. Ja rozumiem, że to bolesne, ale nie jesteśmy znaczącym krajem już od kilkuset lat i im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej. Dlatego rozmowa w stylu „ilu ich(nas) mogło zginąć” jest dla mnie zwyczajnym nadużyciem. Zwłaszcza, iż mniejszość muzułmańska w naszym kraju, przynajmniej na razie, nie jest nastawiona do nas wrogo. Dopiero właśnie wyręczanie sojuszników zza wielkiej wody w brudnej robocie może zmienić to przyjazne nastawienie.
Podstawowym błędem – z mojego przynajmniej punktu widzenia – jest jednak stawianie całej kwestii w sposób, jaki uczynił to swojego czasu Huntington i odtąd powtarzanej przez wszystkich zatroskanych obrońców cywilizacji europejskiej. Oto mamy być świadkami starcia dwóch wrogich sobie cywilizacji, a jej wynik wcale nie jest przesądzony na naszą korzyść. Igor Janke czyni to samo, wskazując na zagrożenie nie tylko wartości chrześcijańskich, ale i (niczym nasza konstytucja) tych innych, ale naszych, europejskich. Co więcej, za zaistniały stan rzeczy winę ponosi ta straszna liberalna lewica, która wciąż powtarza slogany o multikulturalizmie, o poszanowaniu odmienności i, last but not least, prawach człowieka.
Nie jest to zbyt popularne na lewicy, ale osobiście nie wierzę w multikulturalizm. Dostrzegam realne zagrożenia, wynikające ze współżycia ludzi o odmiennych obyczajach. Wierzę jednak, że możemy żyć w sąsiedzkiej zgodzie, nawet z ludźmi o odmiennej skórze czy innej wierze. Ostatecznie wszyscy mamy podobne dążenia, a fundamentalizm – niezależnie od strony konfliktu – jest tym, co w porozumieniu przeszkadza. I tego się trzymajmy. Nie zapominając przy tym, że kompromis wymaga istnienia dobrej woli dwóch stron.
I ostatnia kwestia. Czy terrorysta jest człowiekiem? Jeśli przyjmiemy, że toczy się wojna, to obowiązują jakieś konwencje. Jeśli zaś nie, to dlaczego pospolitego mordercę sądzić i nie torturować, a terrorystę tak? I w ogóle dlaczego robiliśmy – jako ludzie – procesy zbrodniarzom w rodzaju hitlerowców czy bliższych naszym czasom serbskim oprawcom? Przecież można było jak bin Ladena, bez sądu i procesu, bez litości. Sprawiedliwość rodem z Biblii w praktyce. Cóż z tego, że starotestamentowej.
Ale chyba nie o to tak naprawdę chodzi, prawda? Albo jesteśmy ludźmi godnymi tego miana albo nie.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)