W dzisiejszych „Wiadomościach” zafundowano odbiorcom piękne pranie mózgu, niczym za czasów DTV. Zresztą, wielu dziś oba programy kojarzą się tak samo. Zapominają, że telewizja państwowa zawsze będzie prorządowa, bo zwycięzca bierze wszystko. Niezależnie od barw partyjnych, bo to zbyt łakomy kąsek dla nowej władzy. Bo ta władza nam nie tylko mówi, co robić, by wypełnić jej wspaniałe prawodawstwo, ale także bawi i uczy. Na miarę swoich możliwości, rzecz jasna.
Dziś padło na to ostatnie. Zafundowano nam, za nasze własne pieniądze, pogadankę o tym, jak być dobrym obywatelem. Obywatele i obywatelki wysłuchali i obejrzeli kolejną instrukcję bycia dobrym – z punktu widzenia władzy, rzecz jasna – mieszkańcem lub mieszkanką naszego pięknego nadodrzańskiego kraju. (Tak, to nie pomyłka - nadodrzańskiego, bo przecież sojusznik się zmienił i minister Sikorski już załatwia, by Niemcy wzięły na siebie ten trudny i niewdzięczny obowiązek sprawowania władzy w UE. Może się zgodzą).
Ale dzisiejsze instrukcje odnosiły się do spraw krajowych. Otóż, drogie obywatelki i szanowni obywatele, źle się dzieje, bardzo źle. Mieszkańcy i mieszkanki się przeprowadzają, kupują mieszkania i domy, budują sami rodowe siedziby i to jest słuszne. Słuszne, bo przecież Polska rośnie w siłę a ludzie żyją dostatniej. Niestety, nie dopełniają obywatelskiego obowiązku i nie meldują się na pobyt stały. Skutkuje to niepłaceniem podatków w miejscu zamieszkania. A infrastruktura kosztuje, urzędnicy też nie są tani.
Tłumaczenie się władzy w ten dość pokrętny sposób z zamykania szkół, przedszkoli, komisariatów i sądów nawet brzmi niestety mało śmiesznie. W ujęciu władzy to my, Polki i Polacy, jesteśmy odpowiedzialni za katastrofalny stan państwa. To my odpowiadamy za brak autostrad, za przepełnione klasy, za katastrofy na kolei i prywatyzację (przepraszam – komercjalizację przecież) szpitali. W ogóle byłoby dużo lepiej, gdybyśmy posłusznie wykonywali polecenia władzy. Bo władza wie najlepiej. Od tego jest przecież władzą.
Byłoby to może śmieszne, gdyby nie codzienne znaki pochodzące od władzy. Znaki, które dobitnie pokazują, że przepisów prawa przestrzegają półgłówki i idioci, że łapówek nie biorą jedynie frajerzy i psychicznie chorzy na uczciwość, że nie kradną jacyś dziwacy i durnie. Każda przecież funkcja publiczna służy do tego, by doić, strzyc i łupać.
Pogadanki w programie informacyjnym na „jedynce” TVP to naprawdę wzruszające historie. Może nawet kilka osób uwierzyło. Uwierzyło w to, że to nie politycy odpowiadają za złodziejskie prywatyzacje setek przedsiębiorstw, gdzie wyznacznikiem nie był faktyczny stan finansowy a zwykłe koneksje. Może kilka osób wzięło – po raz kolejny zresztą – za dobrą monetę bajki o tym, że zwolnienia przedsiębiorstw z podatków mają moc przyciągania tego mitycznego i niedosiężnego kapitału inwestycyjnego. I może te kilka osób nawet nie zastanowiło się, czy aby premier lub prezydent z rodziną są zameldowani (wraz z całą wesołą czeredą doradców) w stolicy i grzecznie płacą tam podatki. Lub nie pomyślało nawet przez chwilę, że większość przedstawicieli władz (wraz z rodzinami) każdego dużego polskiego miasta nie dokłada ani złotówki do ich budżetu, mieszkając w ościennych gminach na daczach, zachowując nawyki partyjnych aparatczyków, których tak gorliwie podobno zwalczali. I, wzorem pezetpeerowskich kacyków, budują kolejne budowy, które nie mają sensu ani celu poza jednym, jedynym – napchaniem kabzy tym, co trzeba.
Cała nadzieja w tym, że jednak tych wierzących jest zaledwie garstka. Czego sobie i państwu życzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)