krzysztofmroczko krzysztofmroczko
1559
BLOG

Kto naprawdę rozbija rodziny?

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 33

Niedziela, tuż przed dziewiątą rano. Jestem na parkingu przed dużym centrum handlowym we Wrocławiu. Zimno i szaro, ludzi wokół mało. Wczesna pora oznacza, że tylko całodobowy hipermarket jest czynny, reszta biznesów dopiero przygotowuje się do otwarcia. Właściwie większość ludzi przemierzających parking w stronę wejścia to pracownicy. A, bardziej konkretnie, pracownice.

Kiedy to sobie uświadomiłem, przed oczyma stanęły mi rewelacje prawicowych portali o tym, jak to rządy lewicy w całej Europie doprowadziły do rozpadu tradycyjnego modelu rodziny. W kółko wałkuje się temat tych okropnych lewaków ze Skandynawii, którzy zabierają dzieci rodzicom i nie widzą nic złego w rozwodach. Pewnie, że część z tych spraw to brednie, urzędniczo-biurokracyjne potworki lub zwyczajne przegięcia. I faktem jest, że można żyć bez takiego uszczęśliwiania na siłę. Czy jednak za całe zło odpowiada ta okropna lewica, co to wspiera homoseksualizm, prawa kobiet i życie bez małżeństwa?

Wydaje mi się, że problem jest nieco bardziej złożony. Co ciekawe jednak, nie ma – po żadnej stronie politycznego spektrum – szerszego spojrzeniana to zagadnienie. Nie ma nawet woli zrozumienia istoty rzeczy. Weźmy taki przykład: gdy pojawiają się głosy o zakazie handlu w niedzielę, od razu liberałowie z prawa i lewa krzyczą o wolności, prawach wolnego rynku i tak dalej. Niewiele osób w tym podobno tak katolickim kraju w ogóle odważa się zatem na wspomnienie o tym, że przecież „dzień święty święcić” wypadałoby. I nikt nie zajmuje się tym, że w wyniku takich rozwiązań rodziny coraz mniej czasu spędzają wspólnie. W tym naszym zabieganym społeczeństwie niedziela pozostawała często jedyną okazją do wspólnego posiłku, do rozmowy, do bycia razem. Już tak nie jest od dawna, więc i liczba rozbijanych rozwodami małżeństw się zwiększa. Czy to efekt jedynie celowego działania lewicowych aktywistów?

W ogóle pracujemy dużo, najwięcej w Europie. W przyjętym modelu tak zwanej transformacji ustrojowej przyjęliśmy, przy pomocy naszych wspaniałych bojowników o wolność i demokrację, najbardziej prymitywny kapitalizm z dostępnych w owym czasie. Co więcej, zgodziliśmy się potulnie na to, by grać na tym wolnym rynku tylko jedną kartą – ceną. Byliśmy najtańsi i najtańsi chcemy pozostać. Jesteśmy już tak tani, że Chińczycy z Polski uciekają, bo u siebie mogą lepiej zarobić. Normalna praca w normalnych godzinach coraz częściej nie wystarcza w Polsce do przeżycia. Ponad 11 z 16 milionów obywateli naszego kraju pracuje ponad 40 godzin tygodniowo, spora liczba pracuje na więcej niż jeden etat. W pogoni za drugim końcem domowego budżetu Polacy i Polki tracą wszystkie swoje siły. Dzieci widują od święta, zwłaszcza ci, którzy w poszukiwaniu pracy podążyli za nią na drugi koniec Europy. Już zaczęło się u nas pojawiać określenie „eurosieroty”. Czy to też część lewicowego spisku, promującego wolne związki? Czy może jednak efekt zastosowania liberalnych zaklęć o mobilności i dyspozycyjności?

Dziwimy się wzrostowi agresji wśród młodzieży, wynikającej między innymi z rozpadu rodziny. Niektórzy nawet biją na alarm, bo bić samych dzieci już nie można – taka kolejna lewicowa zachcianka. Owszem, jest tragicznie, ale znów pomija się fakt, że to przede wszystkim rodzice mają wychować własne dzieci. A jak mają to robić, gdy w kółko pracują za grosze, nad uchem słysząc jedynie: „Nie podoba się, to można odejść. Jest dziesięciu na twoje miejsce”? Zabiegani, pod ciągłą presją zwolnienia i rosnących w imię wydajności pracy  obowiązkach zawodowych, pozostawiają dzieci same sobie. Na ten temat jakoś niewiele słychać na prawicy. Być może takie rozumienie problemów społecznych jest zbyt banalne. Łatwiej i dużo efektywniej oskarżyć innych o aborcję jako przyczynę wszelkiego zła. Na zawiłościach ekonomii zna się dużo mniej ludzi niż na usuwaniu ciąży, czyż nie? Dużo łatwiej też przedstawiać konieczność walki z islamskim zagrożeniem niż propagować społeczną naukę kościoła.

Dużo słychać też na prawicy o tym, że najlepiej jest wtedy, gdy kobieta zostanie w domu i zajmie się dziećmi. To – w ujęciu polityków i publicystów prawicy – te straszne (i brzydkie) feministki-lewaczki są przyczyną tego, że kobiety zamarzyły sobie kariery, że nie chcą mieć dzieci, że wstrzymują decyzję o założeniu rodziny. Jednocześnie te same osoby nie widzą (lub widzieć nie chcą) faktu, że niewiele, bardzo niewiele osób jest w stanie utrzymać rodzinę z jednej pensji. Zapewne gdyby podnieść płace, zwłaszcza te najniższe, dużo większy odsetek kobiet pozostawałby w domu. Ale znów – choćby jedynie wzmianka o podwyżce płacy minimalnej powoduje wysyp wypowiedzi o głupocie, populizmie i zwykłej szkodliwości takich pomysłów. Koszty społeczne, znacznie poważniejsze, bo niemierzalne pieniędzmi, jakoś strażnikom i strażniczkom tradycyjnego modelu rodziny umykają.

Można tak jeszcze długo, ale nie o to mi chodzi. Rzecz bowiem w tym, by nie przedstawiać świata jedynie w opozycji czarne-białe i to w dodatku bez zrozumienia tematu. Zamiast powierzchownych i jednostronnych opisów przydałyby się nieco bardziej rozbudowane analizy. Na razie takich nie widać, co jest dość niebezpieczne. Niebezpieczne, bo w taki sposób ani nie zmierzymy się z problemem ani nie zmienimy sytuacji. A o tę zmianę chyba wszystkim chodzi, prawda?

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka