Rzecznik naszego rządu, Paweł Graś, rozpoczął kampanię propagandową (to jest chciałem napisać: informacyjną) pod tytułem: Euro2012. Wedle rzecznika jesteśmy przygotowani świetnie. Czytam, słucham, oglądam i z przykrością muszę przyznać, że nie rozumiem. Wynika to zapewne z faktu, że jestem idiotą. Bo trzeba być przecież idiotą, by nie zostać działaczem w najlepszej z możliwych partii naszego kraju.
Zapewne rzecznik dysponuje szerszym obrazem niż taki szarak jak ja, co to w Katarze nie był i przy rządzie nie stał. Z tego mojego jednak kiepskiego punktu siedzenia mam pewne drobne wątpliwości. Weźmy ten mój Wrocław, jakby nie patrzeć jedno z czterech miast gospodarzy.
Drogi. A i owszem, mamy. Jest przecież AOW (Autostradowa Obwodnica Wrocławia), tak szumnie przez pana premiera poprzedniej kadencji otwierana tuż przed wyborami. W przypływie dobrego humoru (bliski czas wyborów na pewno nie miał nic do rzeczy), premier zgodził się nawet, byśmy jeździli nią za darmo. Tak, za zupełną darmochę! Zapomniał tylko dodać, że AOW obwodnicą skończoną nie jest, bo na razie obejmuje tylko pół miasta...
Lotniska. Pan rzecznik zauważył, że większość kibiców przyleci do nas. Ja rozumiem, że po ciągłych lotach w towarzystwie premiera można odnieść wrażenie, że większość Polaków wybiera ten środek transportu w drodze do pracy, ale rzeczywistość jest nieco inna. Poza tym we Wrocławiu mają grać Czesi, a wrocławskie lotnisko takich połączeń nie ma. Rzecz jasna, można z Pragi przez Warszawę się dostać, tylko po co?
Koleje. Owszem, poprawa stanu dworców cieszy. Szkoda, że potrzebowaliśmy bata w postaci zagranicznej imprezy, by zmienić ten stan rzeczy. Osiągnięcia widać jednak gołym okiem. Najbardziej jednak możemy być dumni z nowych torowisk. Polacy opatentowali bowiem najnowowcześniejszy wynalazek – po jednym torze mogą jechać dwa pociągi w przeciwnych kierunkach. I to naraz! Na dodatek z prędkością 50 km/h.
Hotele. Tak, w centrum Wrocławia mamy parę hoteli. Największą dumę budzi jednak wśród mieszkańców słynny Sheraton. Słynna ta marka jest na całym świecie, to i u nas też. W grodzie nad Odrą w postaci pięknie wykopanej dziury w ziemi. Naprawdę, stylowe zjawisko, godne polecenia wszystkim. Oczywiście, jest dobrze, bo na czas mistrzostw wyrzucimy tych nierobów studentów z akademików i tam umieścimy przyjezdnych. Znaczy – przylotnych. No i nasze służby.
Właśnie, służby. Ich sprawność nie ulega dla mnie wątpliwości. Już nieraz dowiedliśmy, że polski żołnierz wystrzeli nawet z kija, a polski policjant dogoni gangstera polonezem i zmusi do zatrzymania bronią bez amunicji. Choć w ciągu dnia jakoś trudno mi w to uwierzyć, jak widzę straż miejską zdolną jedynie do przeprowadzania dzieci przez pasy w drodze do szkoły i wstawiania mandatów za niewłaściwe parkowanie. Jeśli akurat są bloczki na stanie.
Podsumowując, rzecznik uznał, że fakt pobytu aż 13 drużyn właśnie w Polsce (nawet tych grających na Ukrainie) świadczy o uznaniu naszego wysokiego stanu przygotowań. Ja bym powiedział raczej, że z dwojga złego wolą nieco bardziej cywilizowaną Polskę niż nieznany zupełnie kraj dalej na wschód. Tam przecież mafia i białe niedźwiedzie mijają się na ulicach w centrach miast.
Obraz namalowany pana rzecznika jednak działa kojąco na odbiorców. Zwłaszcza tych, co – niczym na wystawach paryskich impresjonistów – nie podchodzą zbyt blisko. Nadmiar szczegółów mógłby bowiem zaburzyć harmonię. A to źle wpływa na trawienie. Zwłaszcza sushi.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)