krzysztofmroczko krzysztofmroczko
228
BLOG

Roszczeniowy wolny rynek

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 4

Kiedy na żywo lub w sieci przedstawiam się jako socjalista, a robię to dość często, spotykam zdziwione spojrzenia i komentarze. Poza głosami, przypisującymi mi sympatie stalinowskie (których nie mam), najczęstszą reakcją jest stwierdzenie, że należę do tych  głupich „roszczeniowców”, którzy by jedynie chcieli podnosić podatki uczciwie pracującym i dobrym przedsiębiorcom, którzy jedynie z dobroci serca zatrudniają ludzi, dokładając do swego interesu. Nie mam zamiaru wyjaśniać teraz, że z podatkami jest podobnie jak z prawem. Jeśli nie są powszechne (a nie są), to nie działają. I dopóki tak będzie, dyskusja o stawkach jest zupełnie bezcelowa.

Dziś jednak o czymś innym. O tych słynnych roszczeniach właśnie, które przypisywane są jedynie lewicy na całym świecie. Być może liberałowie działają zgodnie z naukami Stalina, który powiedział przecież, że żeby zniszczyć wroga, trzeba mu jedynie przypisywać najgorsze cechy wciąż i wciąż. I to się właśnie dzieje w wykonaniu liberalnych think tanków i polityków. Nie dodają jednak oni, że postępują dokładnie tak samo.

Jakieś dowody na te brednie? - zapyta ten czy tamta. Oczywiście, z przyjemnością. Proszę tylko popatrzeć, jak działają firmy, które zamierzają otworzyć w Polsce własny zakład. Im większa firma, tym więcej się domaga. Zwolnienia z podatków, drogi, infrastruktura to już zbyt mało. Potrzeba jeszcze dopłat od państwa. Mimo, że to państwo jest słabsze od firmy i tak naprawdę występuje w roli petenta. Politycy na to idą, bo przecież nie płacą z własnych kieszeni. A taki zakład zawsze można wykorzystać w następnej kampanii wyborczej, obiecując stworzenie jeszcze więcej miejsc pracy. Pracy, dodajmy, nierzadko niewolniczej, bo taka jest smutna i przerażająca prawda o fabrykach umiejscowionych w strefach ekonomicznych.

Praca to w ogóle temat rzeka, zatem w skrócie. Najistotniejszą kwestią jest ciągła gadanina o tzw. „drogiej polskiej pracy”. Jesteśmy najtańsi w Europie, ale wciąż jedynie słychać o tym, że praca musi stanieć. Oczywiście, skorzystają na tym jedynie przedsiębiorcy. Ci sami, którzy już dawno w imię restrukturyzacji przerzucili pracę ponad siły na wciąż zmniejszane załogi. I ci sami, którzy rejestrują firmy w Luksemburgu, zapewne w imię miłości do Ojczyzny.

Podobnie zresztą z edukacją. Biadolenie różnej maści ekspertów (co za przypadek – z KPP Lewiatan i Centrum im. A. Smitha najczęściej) w mediach o polskich absolwentach jest już zwyczajnie nudne. Od dwudziestu lat serwują swoim odbiorcom jedno danie – jest źle, nie ma fachowców, uczelnie nie odpowiadają na potrzeby rynku. Jakoś nic o tym, że Polki i Polacy za granicą są uważani za świetnych specjalistów, że wygrywamy turnieje i projektujemy świetne wynalazki. Nic o tym, że staże i praktyki stały się dziś rozwiązaniem znanym ze średniowiecznych cechów, w których przez kilka lat stawało się niewolnikiem mistrza w zamian za naukę fachu. Teraz jest co prawda wolność fizyczna, ale nie ma utrzymania. Coś za coś, jak to w interesach.

Podobnie na nieco większym poziomie. Każde państwo, które chce coś pożyczyć na świecie, musi w zamian ustąpić w szeregu innych kwestii. To jest majstersztyk, jaki można porównać jedynie do dawnego komunistycznego „uspołeczniania”. Kiedy ja idę do lombardu, aby zastawić jakiś przedmiot, zobowiązuję się jedynie do oddania pożyczki i ustalonych wcześniej procentów. Nikt mnie nie zmusza, bym właściciela lombardu gościł u siebie na jego warunkach. W wielkim świecie panuje jednak wolność. Dość swoiście rozumiana. MFW czy Bank Światowy nie tylko pożyczają na wykupienie leku, ale jednocześnie wystawiają diagnozę, piszą receptę i przysyłają lekarza i pielęgniarkę, by pilnowali kuracji. A jednak ten system działa i większość świata uważa, że jest najlepszy na świecie. Jedyny słuszny właściwie.

Roszczenia wolnego, nieskrępowanego handlu prowadzą do aberracji umysłowych nawet wśród wyznawców. W imię idei mówi jeden, że Hitler był w porządku, bo III Rzesza miała niskie podatki. Inny dodaje, że dziesięcioletnia prostytutka zawiera kontrakt z klientem na usługę, więc dlaczego komukolwiek zabraniać umowy między dwoma stronami. I to właśnie w sferze idei roszczenia liberalnej ekonomii są największe. I stąd impreza sportowa musi być festiwalem sponsorów głównych i złotych, festiwal muzyczny wywodzić swą nazwę od słabego piwa, a teatry czy opery muszą rządzić się tak zwaną logiką wolnego rynku lub zniknąć z powierzchni miast, dając miejsce bankom i instytucjom opartym o finanse.

Dzięki tak prowadzonej polityce roszczeń, pozwoliliśmy już zawładnąć ogromnymi obszarami, które dotąd były uważane za dobro wspólne. To już jednak przeszłość. Dziś na żywo mamy to, co Gramsci określił „hegemonią”, a Fukuyama „końcem historii”. Nie istnieje już – w mainstreamowej części mediów nic, co mogłoby podważyć logikę neoliberalnej ekonomii. Niezależnie od tego, czy działa czy nie, alternatywa nie ma prawa się pojawić. Jak w starej, dobrej, totalistycznej propagandzie: liberalizm albo śmierć.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka