Jeszcze Mistrzostwa Europy trwają dni parę, ale już wszędzie wiadomo – państwo polskie zdało egzamin. To cieszy, bo inaczej byłaby konieczna sesja powtórkowa we wrześniu, a kampania wrześniowa, mimo oczywistego przykładu heroizmu, jakoś nie napawa zbytnim optymizmem. Pewnie ze względu na wynik.
Cieszy też to, że wreszcie pokazaliśmy, że my, Polacy, potrafimy. Nie wiadomo tylko dokładnie jeszcze co takiego potrafimy, ale to już chyba tajemnica państwowa. Tak czy inaczej, pozostaje się cieszyć, że pod światłym przywództwem zgranego duetu z PO znowu wygraliśmy. Moralnie jedynie, ale to już taka polska tradycja. Docenić ją musi nawet premier, walczący z przesądami o jakieś tam polskości.
A teraz poważnie. Gdy zaczynały się mistrzostwa, spotkałem znajomego, który po lekturze niektórych moich wpisów zapytał: To jak – będziesz oglądał mecze czy bojkotujesz? Odparłem, że tu nie chodzi o bojkot rozgrywek, a o rozliczenie przygotowań. Oczywiście, na manifestacji hasło: „Chleba zamiast igrzysk” sprzedaje się świetnie, ale w życiu istnieją jednak dłuższe i bardziej skomplikowane formy. Chodzi właśnie o to, by spokojnie, bez emocji wyjaśnić parę rzeczy.
Wiele osób, tak z lewa jak i z prawa, pisało najpierw krytycznie o euro2012, a potem, w trakcie trwania rozgrywek, pojawiły się głosy, że jest świetnie, że piękne stadiony, że infrastruktura, że społeczeństwo zjednoczone i tak dalej i tak dalej. To wszystko, oczywiście, prawda i nie ma z tym co dyskutować. Czy jednak naprawdę nie było innego wyjścia niż zaproszenie gości z całego świata byśmy odnowili dworce kolejowe? Czy Polki i Polacy nie zasługują na czystość w tych miejscach sami z siebie, jako ludzie mieszkający w tym kraju? Albo choćby z tego jedynie powodu, że płacą tu podatki? Ci, co nie płacą mają przecież swoje helikoptery i samoloty, im dworce kolejowe nie są potrzebne.
Podobnie można mówić o reszcie spraw. Tak samo jak z tym, o czym jak zwykle pisze nieoceniona Gazeta Wyborcza. Otóż wreszcie, nareszcie świat, a przynajmniej Europa zobaczyła Polskę otwartą, nowoczesną etc. etc. Ja nie wiem, jak docenili Polskę obcokrajowcy akurat w czerwcu tego roku, ale za to wiem, że od lat obraz malowany przez drużynę Adama Michnika nie ma nic wspólnego z obrazem Polski za Odrą i Nysą Łużycką. Lub innymi granicami, jeśli o to chodzi. I nie ma w tym akurat wielkiej zasługi największego ponoć dziennika za żelazną kurtyną, tj. od Łaby do Władywostoku znaczy. Zasługa leży w nas, Polakach, niezależnie od tego jakim truizmem to zalatuje.
Nie miałem wątpliwości, że zdamy egzamin. Mam jednak inne spojrzenie na przebieg tego egzaminu. Państwo polskie wypadło blado, bardzo blado. Prawdziwym prymusem okazało się społeczeństwo. Oczywiście, byli i tacy, którzy do meczu z Rosją wykorzystali i hetmana i Marszałka i biednych Kolumbów naraz, ale to też część medialnego prania mózgów, któremu nadal wielu ulega. Nawet, jeśli wydaje im się, że jest właśnie odwrotnie. Polecam coś o odwróconej psychologii. Może manipulacje będą wtedy bardziej oczywiste.
Kłopot jedynie w tym, że euro2012 to było święto. A my, Polacy, jednoczymy się tylko w chwilach klęsk i świąt. Normalne, szare, prozaiczne życie nas przerasta. I dopóki tak będzie, nadal nie zdamy egzaminu najważniejszego. Egzaminu dojrzałości.




Komentarze
Pokaż komentarze