krzysztofmroczko krzysztofmroczko
1003
BLOG

Dyskretny urok propagandy

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 16

Chyba każdy w naszym kraju zna serial zatytułowany „Ranczo”. Nie święcił on takich sukcesów, jak znane taśmowce, niemniej jednak kolejne sezony utwierdzają w przekonaniu, że jest to coś, co odniosło spory sukces. Niestety, z każdym kolejnym sezonem te sukces zamienia się w coś, co tylko maskuje rozrywkę. Prawdziwą istotą rzeczy jest bowiem coraz mniej kamuflowana propaganda nowego, prawdziwie europejskiego stylu życia. Innymi słowy, scenarzyści serialu ciężko pracują na froncie walki z polskim Ciemnogrodem.

Początki serialu były dość lekkie, łatwe i przyjemne. Odwoływano się do stereotypów polskiej wsi, zacofanej i rządzonej przez wrogie sobie obozy wójta i plebana. Kwitł alkoholizm i bezrobocie, wokół panoszyła się pustka i marazm. Jednocześnie jednak postaci były zadowolone ze swego losu i, mniej lub bardziej, szczęśliwe wręcz w swej formie. W swej beztrosce nie mieli, biedni, pojęcia, że już niebawem wszystko się diametralnie zmieni. Zmienić wszystko, co znane i akceptowane, miała jednak nie tylko obca kulturowo i mentalnie Amerykanka, potomkini lokalnych dziedziców, ale przede wszystkim nasza „starsza siostra” - Unia Europejska.

Z sezonu na sezon przesłanie było coraz wyraźniejsze. O ile jeszcze dość zabawne były (opowiadane jedynie) perypetie lokalnego głupka Pietrka w Londynie i zmiana jego nastawienia do pracy po pobycie zagranicą, o tyle szybko akcenty się zaczęły przesuwać. Już nie tylko środki unijne dla rolników były ważne. Konieczne okazało się pokazanie, że Polak (i Polka, o czym najdobitniej świadczy los Sulejukowej, która z zahukanej żony alkoholika i matki siedmiorga dzieci stała się poważaną business woman, poliglotką i w ogóle kobietą sukcesu) potrafi, że trzeba mu tylko wskazać drogę, a on (lub ona) weźmie się za bary z losem i postawi na swoim. I będzie odtąd żył na takim poziomie, o jakim wcześniej nie śmiał marzyć.

Zostawmy na boku dociekania o tym, jak bardzo jest prawdziwy ten obraz. Nie widzę nic złego w promowaniu przedsiębiorczości, ale ukazywanie każdego przedsięwzięcia jako wielkiego sukcesu trochę przypomina mi cytowanie prostackiej opowiastki o rybie i nieszczęsnym biedaku, z którego na siłę wszyscy chcą zrobić wędkarza. Parafrazując biblijne słowa, chciałoby się zakrzyknąć w takiej chwili: Nie samą rybą człowiek żyje! Nie wspominając już o tym, że niektórzy kłusują na tych akwenach, czerpiąc profity z tego rodzaju wzajemnych stosunków i zależności, przy których rozmowy w stylu działaczy PSL to zaledwie gierki godne przedszkolaków. Niemniej jednak tę nagłą przemianę wszystkich w wolnorynkowych przedsiębiorców można było jakoś znieść. Na przykład tłumacząc konwencją komedii, w której przerysowanie postaci odgrywa zasadniczą rolę.

Trudno jednak wytrzymać zdecydowaną ofensywę przeciw naszej edukacji. Jednym z głównym motywów przewodnich ostatniego sezonu była właśnie polska szkoła. A konkretnie jej braki. Co ciekawe, atak wyszedł od powoli statkującej się młodej anarchistki, ale został dziarsko pociągnięty przez dorosłych. I tu zaczęła się łopatologia. Twardo bohaterowie serialu tłumaczyli dzieciom i sobie, że nie potrzebujemy już wiedzieć, co to jest kwas dezoksyrybonukleinowy albo znać jakichś dziwnych fizycznych wzorów. W prawdziwym życiu przecież tego nie potrzebujemy. A skoro mamy internet, to właściwie moglibyśmy tylko uczyć się wyszukiwać informacje w chwili, gdy są nam one do czegoś potrzebne.

Nie będę już wchodził w kwestie typu technicznego, czyli na przykład takie, że daleko nam jeszcze do takiego upowszechnienia sieci, by mogła ona zastąpić nam pamięć. Być może kiedyś to nastąpi. Niemniej jednak podawanie w tak słabo maskowanej formie recept rodem z nowej podstawy programowej, zwłaszcza dla gimnazjów i liceów, trąci zwyczajną, ordynarną propagandą. Skoro jest przecież już tak dobrze rodzicom, którym żyje się świetnie dzięki wspaniałemu połączeniu własnej inicjatywy i środków unijnych (o tym, jak i kto je naprawdę zdobywa jakoś nie jest zbyt głośno, ale podobno ktoś coś dostał, tak jak podobno ktoś wygrywa w Lotto), należy zabrać się za przekonanie młodych, że i dla nich przygotowujemy świetlaną przyszłość. Nie tylko taką, w której pracując do 67 roku życia nigdy nie zobaczą własnej emerytury, ale tą realną, bliską. Ulżymy w codziennych obowiązkach i będzie do szkoły przychodziło się właściwie w celach towarzyskich. I robimy to wszystko z myślą, że nie zapomnicie, kto zafundował wam ten dobrobyt.

Młodych zapewne łatwo zwieść. Nawet, jeśli nie oglądają oni tego serialu. Przykłady bowiem dobrano w taki sposób, by utożsamiać się z rewolucją kulturalną młodego pokolenia mogli również ich rodzice. Przyjdzie im to z tym większą łatwością, im większy strach odczuwają przed starością, która jednoznacznie kojarzy się z moherowym beretem. Tego zaś moherowego losu wszyscy europejczycy chcą uniknąć o wiele bardziej niż jakiegoś tam piekła. Drogę wyznacza im dziś „Ranczo”. I znów można bez kozery powiedzieć, że słuszną linię ma nasza władza. Niesie przecież ten kaganek cywilizacji, nie zważając na krzyki bólu zacofanych tubylców. I tylko szkoda, że to nie serial.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka