Blog
blog nieczynny do odwołania
Jerzy Gawin
Jerzy Gawin rencista
1 obserwujący 23 notki 6295 odsłon
Jerzy Gawin, 16 marca 2017 r.

Powspominajmy

Bardzo stara notka, sprzed prawie 5 lat. Tak się zastanawiam, czuć, że to już historia?

Las Wolski w Krakowie to takie miejsce, gdzie każdy zmęczony centuś może znaleźć chwilę wytchnienia. Mimo niezbyt dużej powierzchni zapewnia on odpoczynek i poczucie odcięcia się od krakowskiej cywilizacji tak potrzebne każdemu krakowskiemu człowiekowi. Porośnięty jest naturalnym drzewostanem, głównie bukowym, co zapewnia mu bardzo unijny mikroklimat. Albowiem buk był najbardziej pospolitym drzewem Europy Zachodniej na północ od Alp. Toż to dendrologiczna Bruksela z czasów przedunijnych, no może mocno przedunijnych. Samo drzewo zachwyca swoją elegancją, gładka jasnopopielata kora, błyszczące liście, łapiące każdy promień słońca i dlatego zasłaniające kompletnie dno lasu. Bukowatość Lasu Wolskiego zwiększa się w październiku, kiedy orzechy bukowe, czyli bukiew zbiera w nim Jerzy Bukowski, znany jako bloger Sowiniec.

I kiedy taki zmęczony krakus usiądzie sobie na ławeczce w dendrologicznym Wersalu Krakowa, to przepaja go duma, że taka Warszawa leży poza naturalnym zasięgiem buka i ma wcale nieunijną dendroflorę.

Są oczywiście w Lesie Wolskim i inne drzewa: takie jodły np. nie zakłócają wersalskiej elegancji tego miejsca, gonne, zgrabne niczym młode urodziwe panny, także pokryte jasnopopielata korą, ciemną zielenią swych igieł urozmaicają koloryt lasu. Domieszka jodły w lasach bukowych to specyfika lasów środkowej Europy, zwłaszcza Polski (z wyjątkiem poniemieckiego Pomorza). W Lesie Wolskim nie ma ich wiele, za suchy mikroklimat, za duże zanieczyszczenie powietrza. Nic to, ważniejsza jest europejskość niż polskość Lasu. Pojawiają się też zgrzyty: rosnące z rzadka dęby ze swymi grubymi konarami, pokręconymi gałęziami i spękaną korą psują elegancję kniei. Surowość ich urody to wyraźnie wschodnioeuropejsko-stalinowsko-moherowy element lasu. Na nielicznych miejscach, gdzie las uległ zniszczeniu, masowo wysiały się brzozy, krasnoarmiejcy polskiej przyrody, masowo i kolektywnie pojawiają się tam, gdzie osłabieniu ulega dojrzałość przyrody Zachodu. Świerków jest niewiele, głównie sadzone, podobnie jak modrzewie. To prezent władz miasta dla uboższych krakowian (pisowców), których nie stać na wczasy w Szczyrku lub Zakopanem. Niewiele jest też sosen, elementu wybitnie moherowego.

Za to wzdłuż alei i ścieżek posadzono nieco drzew egzotycznych, by uniknąć posądzenia o ksenofobię.

W środku owego lasu znajduje się krakowskie zoo a w nim klatka ze żbikiem europejskim, a przed tą klatką dwoje ludzi – straszy, niski mężczyzna i niebanalnej urody kobieta stoją i płaczą. Patrzą się na rysunek żbika, bo on sam schował się gdzieś w środku i wyją wniebogłosy. Wreszcie żbik wychodzi z kryjówki i woła:

  • Ej, wy tam, turysty: spokój, bo nawet wyspać się nie można!

Po czym wrócił do kryjówki, machnął lekceważąco ogonem i zniknął z pola widzenia. Mężczyzna otarł niemęskie łzy i mówi do kobiety:

  • Wie Pani, kot mi ostatnio padł a ten żbik taki podobny, jak mi się tylko przypomniało...

  • Mnie też kot padł i miałam identyczne skojarzenie!

Natychmiast padli sobie w objęcia. Ona przysłoniła jego twarz puklem swych czarnych włosów, by nie było widać jego łez; w końcu kobiecie wypada płakać, mężczyźnie – nie. Ochłonęli, czas było spojrzeć sobie w oczy, bo trzeba Ci wiedzieć drogi Czytelniku, że płaczącą parą byli Renata Rudecka-Kalinowska i Jarosław Kaczyński. Reakcję Kaczyńskiego łatwiej sobie wyobrazić, zaczął podejrzewać, że to jakiś medialno peowski spisek mający na celu skompromitowanie go, już sobie wyobrażał jutrzejsze nagłówki w prasie i zdjęcia z RRK w jego objęciach czy raczej na odwrót. Ale cóż przeżyła nasza biedna RRK! Odskoczyła jak oparzona, fuknęła z obrzydzeniem, złapała kilka głębokich oddechów i odskoczyła kilkadziesiąt metrów. Nie wiadomo kiedy znalazła się pod wybiegiem z wilkami. Jej wyraz oczu był taki, że królowie kniei natychmiast pochowali się po kątach wybiegu, z wyjątkiem jednego... Wyliniały i wychudzony basior podszedł do ogrodzenia i lampił się na nią bez przerwy.

  • Coś taki chudy, nie karmią was tu dobrze? - zagadnęła RRK.

  • Karmią, ale ja nie jem.

  • A to niby czemu?

  • Lepszy w wolności kęsek lada jaki niźli w niewoli przysmaki.

  • Ale z ciebie moher, czy przy pierwszym spotkaniu musisz od razu lecieć Mickiewiczem?

Po czym oddaliła się energicznym krokiem (dwóch moherów jak na jedno zoo to stanowczo za dużo) i skierowała się w stronę wyjścia. I tuż przed samą bramą zwolniła. Coś zakłuło ją w dołku, im bardziej oddalała się od Kaczyńskiego, tym bardziej go jej brakowało, czuła z nim jakąś duchową więź, ona wyraźnie czuła do niego miętę! Złapała głęboki oddech, zacisnęła zęby i wycedziła: tam, do kata! Jeszcze by mi tego brakowało na stare lata! Oferma polityczna, kurdupel, chłop jak zatyczka do d*py, zakłamany, dupowaty Zeus pisowskiej nienawiści, ach! Ale – zawróciła. Energicznym ruchem głowy odrzuciła włosy do tyłu, prawą ręką chwyciła delikatnie damską torebkę przewieszoną przez ramię, przygryzła wargi i znowu, energicznym, aczkolwiek niepozbawionym elegancji krokiem podeszła do prezesa PiS.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

nijaki

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Kochasz mnie jeszcze?
  • @pierdoła "To Pan Bóg nas chyba - chcąc nas ukarać - odebrał nam, Polakom, rozum" Tobie nie...
  • @konkluzja Buziaczki, pierdoło.

Tematy w dziale