0 obserwujących
25 notek
10k odsłon
274 odsłony

Zabierz głos. „W” czy „na” Ukrainie?

Wykop Skomentuj6

Czy poprawnie jest mówić „w Ukrainie”, czy „na Ukrainie”? Czy rację mają ci, którzy chcą skończyć z użyciem przyimka “na”, jako językową schedą po imperialistycznych epokach dominacji jednych krajów nad innymi. Czy mamy prawo do językowej dowolności w tym zakresie? Czy rację mają ci, którzy kurczowo trzymają się tradycji językowej? I kto o tym wszystkim może decydować?

 

Logo Fundacji Open Culture, źródło: fundacjaopenculture.org

 

Fundacja Open Culture, miesięcznik “Kultura Enter”, Fundacja Kultura Enter, “Krytyka” (Kijów) oraz Eastbook.eu zapraszają do udziału w debacie. Impulsem do niej stała się przygotowywana przez Fundację Open Culture i “Kulturę Enter” publikacja o prowokacyjnym tytule Raport o stanie kultury i NGO w Ukrainie.

Zapraszamy do dyskusji i komentowania na stronie Eastbook.eu

http://eastbook.eu/2012/10/country/debata-w-czy-na-ukrainie/

Dlaczego piszemy „w” Ukrainie?

Andrij Saweneć

Na początek sformułuję cztery kluczowe tezy, które wydają mi się w miarę bezdyskusyjne i oczywiste. Właśnie rozwijając je, spróbuję uzasadnić decyzję, która części czytelników już się tak oczywista nie wyda. Wiem, że głosy sprzeciwu będą liczne i bezapelacyjne, jednak przyznać jakąkolwiek rację tym głosom można będzie wtedy, gdy chociażby jedna z podanych poniżej tez zostanie obalona. Oto one:

  1. Dychotomia przyimków „w/na” w odniesieniu do nazw krajów ma w języku polskim wydźwięk geopolityczny.
  2. Język oddaje rzeczywistość społeczną, w pewnym stopniu ją tworzy, dlatego też skutki tego potrafią być dla określonych wspólnot wręcz bolesne.
  3. Norma językowa jest zjawiskiem zmiennym; zmiana normy następuje na skutek zarówno decyzji „odgórnych” i procesów „oddolnych”.
  4. Przyimek „w” w odniesieniu do Ukrainy w języku polskim nie jest czymś niemożliwym: był/jest używany równolegle, obok przyimka „na”, czego potwierdzeniem są chociażby kanoniczne teksty literatury polskiej.

Geopolityczny wymiar stosowania tego lub innego przyimka polega na tym, że przyimek „na”, jak to ujął Mirosław Bańko, „występuje raczej z nazwami regionów (por. na Orawie, na Spiszu), tradycyjnie łączony był z nazwami kilku państw lub obszarów, z którymi łączyły się historyczne zainteresowania Polaków (na Węgrzech, na Słowacji, na Ukrainie, na Białorusi, na Litwie), poza tym występuje z nazwami niektórych państw wyspiarskich (np. na Kubie)”.

Odnotowując nieco niefrasobliwe utożsamienie przez prof. Bańkę pojęć „państwo” i „kraj” (na ile ich rozróżnienie jest ważne, przekonamy się na końcu), przytoczę szerszy kontekst cytowanej wypowiedzi, który ukazuje, jak zmianom w rzeczywistości geopolitycznej naturalnie towarzyszą zmiany w rzeczywistości językowej: „Forma w Słowacji trafiała się już w okresie międzywojennym, a ożyła na nowo po roku 1989. Jej zwolennicy uważają, że podkreśla państwowy charakter Słowacji i w oficjalnym języku jest odpowiedniejsza od formy na Słowacji”.

Z przytoczonego przykładu wypływa wniosek o samej możliwości zmiany i lobbowania na rzecz zmian. W Słowniku poprawnej polszczyzny Andrzeja Markowskiego (Warszawa: PWN 2000) odnajdujemy więc, że, analogicznie jak w przypadku Słowacji, rewizja normy językowej powoli następuje w przypadku Litwy: obok „kanonicznych”, w słowniku są odnotowane także formy „w Słowacji” (urzędowa) „w Litwie” (rzadka). Ale w przypadku Ukrainy i Białorusi już tak niestety nie jest.

Pytanie brzmi: czy chcemy, by normy pisowni polskiej dalej odzwierciedlały stan z minionej epoki, czyli status Ukrainy jako terytorium w ramach większej całości? Czy też zdecydujemy się na stopniową zmianę tej sytuacji na zasadzie niepisanej umowy społecznej − dobrowolnej i świadomej zmiany postawy językowej użytkowników języka polskiego? Przecież w przypadku języka angielskiego w miarę szybko i bezboleśnie udało się doprowadzić do prawie powszechnej rezygnacji z przedimka „the”, który wcześniej był stosowany obok nazwy „Ukraine” jako części Związku Sowieckiego (przynajmniej w dyskursie oficjalnym). Przyczyniło się do tego przede wszystkim konsekwentne lobbowanie zmiany przez wrażliwą na tę kwestię diasporę ukraińską, ale nie mniejsze znaczenie miała zmiana przyzwyczajeń szerszego grona użytkowników języka angielskiego.

Tradycja i współczesność, Kijów, autor: Matt Shalvatis, źródło: flickr.com

Ktoś użyje argumentu: dobrze, rozumiemy nadwrażliwość samych Ukraińców na tym punkcie, ale co to ma wspólnego z wewnętrzną logiką funkcjonowania języka polskiego? Bo niby dlaczego mielibyśmy dostosowywać normy swojego języka do czynników zewnętrznych? Ten argument zresztą najczęściej pada w kontekście dyskusji, dotyczącej używania przyimka „na” w odniesieniu do nazwy „Ukraina” używanej w języku rosyjskim. Zwolennicy pozostania przy tym przyimku utrzymują, że taki fakt, jak np. uzyskanie przez Ukrainę niepodległości, nijak się ma do reguł pisowni języka rosyjskiego. Mocny to argument, ale oparty na fałszywej przesłance, iż normy językowe mają charakter niezmienny, ahistoryczny, immanentny, wolny od czynników zewnętrznych – pozajęzykowych i obcojęzycznych. Z językiem rosyjskim, zresztą, jak z każdym żywym językiem naturalnym, tak − na szczęście dla niego − nie jest. Ale, swoją drogą, to uparte obstawanie przy „imperialnym” przyimku, bazowanie na argumencie o rzekomo niezmiennych regułach połączeń wyrazów w języku rosyjskim, te kąśliwe uwagi kierowane w stronę nadwrażliwych na punkcie pełnowartościowości narodowej Ukraińców − czyż nie koresponduje to wszystko ze specyficzną wizją Ukrainy w postsowieckiej polityce rosyjskiej? Rosyjski uzus językowy po prostu szczerze oddaje pewien stan rzeczy, i w tym właśnie kontekście uzus polski – odpowiednio do polskiej wizji Ukrainy – mógłby wyglądać inaczej.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale