46 obserwujących
1193 notki
661k odsłon
  210   0

POSPIESZALSKI: Czarna przyszłość polskich mediów

Szanowni Państwo, katastrofa smoleńska i emocje związane z powodzią, podziały w kampanii prezydenckiej i wezwania do zakopania politycznych wojennych toporów… Wszystkie te cząstkowe zjawiska ostatnich tygodni skłaniają do zadawania pytań o wiele większych: jak polskie media zdają w trudnych okolicznościach test z bezstronności? I czy jest ona w ogóle potrzebna – a może ważniejsze są inne zasady – rzetelność, postępowanie zgodnie z najlepszymi intencjami i wedle uznanych standardów dziennikarskich? Tylko, czy da się je zrealizować w praktyce? A możeczwarta władza traci władzę?

Jan Pospieszalski

Przyszłość w najczarniejszych kolorach

Postawmy sprawę jasno: media w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach nie zdały testu bezstronności. Przykłady? Pierwszy z nich jest taki. Kilka dni po śmierci Lecha Kaczyńskiego kilkudziesięcioosobowa grupa wyrostków pod kurią krakowską skandowała „Nie dla Wawelu”. Protest stał się newsem, przewinął się przez wszystkie media i posłużył jako temat wywiadu Andrzeja Wajdy dla jednego z zagranicznych pism. Natomiast pięć tysięcy osób zgromadzonych dziewiątego maja na Krakowskim Przedmieściu, krzyczących „Komorowski – zdrada stanu”, „Tuska do Ruska”, „Żądamy międzynarodowej komisji do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej” i „nie jesteśmy aktorami” nie stało się przedmiotem doniesień ani mediów głównych, ani portali internetowych.

W Polsce istnieją oczywiście różne media. Spośród nich lepiej niż wiele innych oceniam Telewizję Publiczną, i to nie tylko ze względu na moją lojalność korporacyjną. Wyniki badań audytoryjnych pokazują, że telewizyjna Jedynka była w dniach żałoby narodowej stacją pierwszego wyboru. Nawet, jeżeli dany obraz, na przykład kawalkady karawanów z lotniska Okęcie, był transmitowany przez wszystkie stacje jednakowo, to audytorium I Programu Telewizji Polskiej i tak było przynajmniej dwa i półkrotnie większe niż innych stacji. Moim zdaniem, jest to dowodem, że Jedynka publicznej telewizji (w czym mam satysfakcję mieć swój mikroskopijny udział) spełniała misję najlepiej z istniejących stacji.

To przywodzi na myśl kolejny przykład oblanego testu z bezstronności mediów. Jeśli tak dobrze pamiętamy krzyczących „Nie dla Wawelu”, czy równie dobrze utrwaliły się w naszych głowach tłumy, które przed mszą pogrzebową w Krakowie, zobaczywszy na telebimie studio TVN-u, krzyczały „wyłączcie to” i „precz z TVN-em, chcemy TVP”? Otóż nie. Nie pamiętamy, bo ukazało się to w jednej króciusieńkiej notce i natychmiast zniknęło. Kolejny przykład: bardzo dobrze pamiętam, że kiedy na portalu Onet podano informację o wizycie Ewy Stankiewicz w Brukseli po emisji „Solidarnych 2010”, zilustrowano to zdjęciem mojej wykrzywionej twarzy, kadrowanym z perspektywy 40 centymetrów. Czyli najlepszą ilustracją do artykułu, który opowiadał o emisji filmu w Parlamencie Europejskim, okazało się zdjęcie wykrzywionego Pospieszalskiego i jakichś wyolbrzymionych, demonicznych cech jego urody…

Do tego dołącza się premier Tusk, który dyskredytująco wypowiadał się o mnie z imienia i nazwiska na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” i który w tej samej wiadomości nie omieszkał zaznaczyć, że samego filmu nie widział! Gdyby w innym kraju premier czy kanclerz powiedział coś takiego o dziennikarzu z imienia i z nazwiska na pierwszej stronie najpoczytniejszego dziennika i później mówił, że nie widział inkryminowanego materiału, uznałoby to za przykład niedopuszczalnego nacisku politycznego na wolność słowa i wolność dziennikarską. Kolejnym przykładem jest ocenzurowanie reklamy filmu Solidarni 2010 lub stronniczy – zaangażowany politycznie werdykt komisji etyki TVP w sprawie naszego filmu.

To wszystko sprawia że przyszłość mediów w Polsce widzę w czarnych kolorach. Pełniący obowiązki prezydenta tak dalece nie wierzy w sondaże, że chce dziś odwołać Krajową Radę i powołać nowe ciało, które zmieniłoby obsadę mediów publicznych, czytaj: oddało ją w ręce PO. Dziś jadę na spotkanie z fanami „Solidarnych 2010” do Koszalina, wczoraj byłem na koncercie z tej samej okazji, przedwczoraj byłem w Krakowie i jeszcze wcześniej w Szczecinie. Mam zaproszenie do Londynu, Brukseli, Częstochowy, Bytomia, Raciborza i Drohiczyna. I jeżeli wyrzucą mnie z TVP, pewnie będę zmuszony zostać objazdowym komiwojażerem, tak jak w latach stanu wojennego aktorzy grali w salach kościelnych. Będę komunikował się wtedy bezpośrednio z ludźmi. Wraz z Ewą Stankiewicz myślimy o powołaniu stowarzyszenia walczącego o wolność słowa w Polsce, bo nie ma wolności i demokracji bez wolności debaty publicznej.

* Jan Pospieszalski, dziennikarz, publicysta, autor programów radiowych i telewizyjnych. Współautor filmu „Solidarni 2010”.

** artykuł ukazał się w Temacie Tygodnia w „Kulturze Liberalnej” nr 73 (23/2010) z 1 czerwca 2010 r.

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale