21 obserwujących
287 notek
228k odsłon
240 odsłon

Grób Celestyna Racka w starej Karwinie na Zaolziu

Wykop Skomentuj

Jutro minie kolejna rocznica śmierci 235 górników z karwińskich kopalni hrabiego Larischa. Doszło wtedy do wybuchu metanu. Część ciał do dzisiaj spoczywa gdzieś w głębinach, a część udało się pochować na cmentarzu w Karwinie (obecnie Karwina-Kopalnie, czes. Karviná-Doly). Znajduje się też na nim symboliczny, podniszczony już zębem czasu i kwasem zapomnienia grobowiec, upamiętniający z imienia i nazwiska wszystkie ofiary tamtej tragedii.

Tymczasem parę kroków od cmentranej furty stoi grób pochodzącego z Wieliczki Celestyna Racka, asystenta górniczego, który pospieszył na ratunek znajdującym się pod ziemią górnikom i z akcji tej nigdy już nie powrócił. Wszystko to zdarzyło się w czwartek (jakże często czwartki bywają czarne) 14 czerwca 1894 roku.

Tragedia karwińskich górników obrosła legendą. Gustaw Morcinek w „Czarnej Julce” uczynił z niej leitmotivcałej powieści, a Racka przedstawił jako herosa, który poświęcił swe życie ratując bliźnich.

Inżynierowi postawiono nagrobek. „Pomnik wyobrażał ogromnie smutnego anioła bez skrzydeł. Anioł opierał się o strzaskaną kolumnę i patrzył gdzieś w świat bardzo daleko. Pod pomnikiem bieliła się marmurowa tablica z górniczym godłem, ze skrzyżowanym młotkiem i perlikiem. Pod godłem jarzyły się litery wyblakłym złotem: Tu spoczywa Celestyn Racek…” Tak pisał Morcinek i tak ten grób wyglądał. Ale w 2005 roku figura została skradziona.

Karwiniacy, którzy przeżyli zagładę swego miasta (pochłoniętego przez ziemię w wyniku rabunkowej gospodarki węgla), z kościołem, szkołami, ratuszem i z własnymi domostwami, przeszli nad kradzieżą do porządku dziennego. Ale nie wszyscy. Przed kilkoma laty na grobie Racka pojawiła się tabliczka z dość czytelną nomen omen inskrypcją: „Z tego miejsca został skradziony przez hieny cmentarne pomnik upamiętniający tragiczne wydarzenie z 14. 6. 1894 roku. Przetrwał przeszło 100 lat”.

I tak skończyłaby się pewnie ta historia, gdyby nie inicjatywa Melchiora Sikory, karwiniaka, emerytowanego górnika; dzięki niemu w ostatnią sobotę, na trzy dni przed rocznicą katastrofy na nagrobku Racka została odsłonięta tablica z wygrawerowanym rysunkiem skradzionego „smutnego anioła”, któremu nie udało się przed 122 laty zapobiec tragedii. Pod spodem umieszczono jeszcze stosowny napis: „Z tego miejsca został w 2005 roku skradziony przez hieny cmentarne posąg kobiety ze zgaszoną pochodnią, upamiętniający tragiczne wydarzenia z 14.6.1894 r. Społeczeństwo polskie Zaolzia postanowiło po dziesięciu latach odnowić pomnik, zastępując posąg kobiety kopią zdjęcia wygrawerowanego na czarnej płycie”. I na nią się może hieny nie połaszą.

I jeszcze jedna rzecz mnie ciekawi. Czy we wschodniej, polskiej części Śląska Cieszyńskiego pamięta się o tamtej katastrofie? O przodkach, którzy w niej zginęli, albo udało im się przeżyć dzięki heroicznej postawie inżyniera Racka? Wszak wielu mieszkańców Kaczyc, Kończyc, Zebrzydowic czy Marklowic pracowało w kopalniach u Larischa i w 1894, a także i później, kiedy to dowcipni ambasadorowie w Spa przewiedli pobliskimi polami polsko-czechosłowacką granicę.

Grób Celestyna Racka w starej Karwinie na Zaolziu
Melchior Sikora, inicjator postawienia tablicy na grobie inż. Racka w Karwinie (fot. jot)

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale