Artykułów na temat homeopatii, od czasu jej powstania w roku 1796, powstało bardzo wiele. Wydaje się, że oto znaleziono genialny sposób leczenia ludzi dotkniętych rozmaitymi problemami. Dlaczego genialny? Niewtajemniczonych zapraszam.
Medycyna stosowana, określana konwencjonalną, ma niezaprzeczalnie pewne skutki uboczne. Z czego one wynikają? Z fizykochemii różnych procesów, mówiąc ogólnie. To nieuchronnie prowadzi do wniosku, że należy poszukiwać coraz lepszych leków, takich, które najlepiej leżą u podstaw samej natury, dopasowane są do problemu konkretnego człowieka i likwidują praprzyczynę danego problemu. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Czy rodzice mogą pozwolić, aby ich kochane dziecko zażywało szkodliwe i toksyczne lekarstwa na pospolite przeziębienie, towarzyszące nam od zarania dziejów? Ile może znieść nasz organizm ciężko doświadczany nie do końca zbadanymi specyfikami? Zdecydowanie, robienie pieniędzy kosztem zdrowia, a nawet życia - najwyższej wartości, jest godne potępienia. Kogo i za co należałoby zatem potępić?
Nie zamierzam udzielać odpowiedzi naukowej. Jestem przecież laikiem. Przeprowadzę jedynie rozumowanie. Wierzę, że nikt nie sznuruje butów ze względów religijnych ani nie jest to pozostałość z dzieciństwa.
Czy Ziemia jest płaska? O odpowiedź wydaje się można poprosić polskich fizyków. Jej zrozumienie będzie zależne od posiadanej przez nas wiedzy. "Nie" zadowala zdecydowaną większość. Jaka jest opinia Naczelnej Izby Lekarskiej, składającej się z 75 członków-lekarzy (lista), na temat homeopatii?
"(...) leczenie homeopatyczne jest niezgodne z zasadami sztuki lekarskiej tj. leczenia skutecznego opartego na dowodach naukowych potwierdzających ową skuteczność terapeutyczną, (...) nawet wnioskujący w uzasadnieniu swego pisma nie wskazują żadnych przekonujących dowodów (całość)"
Na tym można zakończyć dalsze rozważania, gdyż udzielona została kompetentna odpowiedź. Grupa nie-laików stwierdziła brak naukowych przesłanek do stosowania homeopatii w leczeniu czegokolwiek.
Wiemy jednak, że nauka nieustannie się rozwija. I niewiedza stale towarzyszy każdej z nauk, szczególnie ścisłych. Kiedy Einstein ogłaszał swoje teorie niewielu ówczesnych ekspertów mu wierzyło. Głupcy? W klasycznej nauce opieramy się na dowodach. Latamy samolotami zbudowanymi w tej wierze, mieszkamy w budynkach, które też z czegoś i jakoś powstały. To dlaczego lekarze krytykują nową "dziedzinę" medycyny, nie pozwalają jej rozwinąć skrzydeł? Przeciwnie. Robią wszystko, co mogą, aby jej pomóc. Próbują zrozumieć zasadę działania oraz jej skutki. Nawet nie rozumiejąc, podaje się badanej grupie lek homeopatyczny lub placebo (np. połknięcie tabletki), tzn. "lek" i "nie-lek". Lek musi być przyjęty, aby mógł działać - to pewnik. I działa niezależnie od naszej woli. I właśnie w tym najprostszym eksperymencie "nie-lek" wypada nawet lepiej. Tę ingerencję nazywamy efektem placebo, czyli o leku nie ma mowy.
"Ale są osoby wyleczone przez leki homeopatyczne. Może nie wiadomo jeszcze jak, ale są!"
Prawda. Podobnie jak są osoby wyleczone przez placebo i jest to szeroko udokumentowane. Tylko placebo jest tańsze. Kiedyś leków nie było, albo było ich mniej i ludzie też żyli. I jeszcze bez telewizorów żyli.
Wracając do Einsteina i nierozumiejących go "ekspertów", wielki fizyk korzystał z narzędzi mu dostępnych. Bynajmniej nie obalił wszystkiego i korzystał z dorobku nauki, choćby aparatu matematycznego. Dlaczego zatem homeopatia zapożycza trochę z każdej dziedziny - biologii, fizyki kwantowej, nawet genetyki? Korzysta z dobrze znanych nauce pojęć, nadając im NOWE znaczenia?
Pomyślmy. Skoro to nie są leki, to dlaczego są w aptece? I lekarze je przepisują? Skoro lekarze dobierają dawki, to mają więcej chętnych do "prawdziwego leczenia". Nie jakieś tam tabletki, czy zastrzyki - trucizny! W medycynie chińskiej celowo wplata się elementy naukowe, aby uwiarygodnić skuteczność magicznych plastrów. Poprzez budowanie pseudo-naukowej ideologii uwiarygadnia się kompletny fałsz. W imię czego? Zysków. A na to przyzwolenia lekarzy być nie może. Jeżeli konwencjonalna medycyna nie spełnia naszych oczekiwań, konsekwencją jest jej odrzucenie. Przed operacją poprośmy o homeonarkozę. "Nowa gałąź medycyny" nie jest uzupełnieniem naukowym, a traktowanie jej jako naukę oznacza wyparcie tradycyjnego myślenia. Ktoś musi być w błędzie, żeby ktoś miał rację.
Jak uzasadnić konwencjonalną produkcję niekonwencjonalnych leków? Jak konwencjonalnie nadzorować niemożliwe do zmierzenia ilości leku? Prowadzi to do całkowitej sprzeczności. Technologia siłą rzeczy obarczona jest błędami. Pewne jest, że homeopatia jest bezpieczniejsza - czym ma szkodzić? Jak ją przedawkować? Brak doniesień. Tego oczekujemy.
Fragment pewnej pracy dot. homeopatii:
"W niektórych wypadkach metoda homeopatyczna jest jedyną metodą, za pomocą której można uzyskać wyleczenie chorego. Uniemożliwienie więc tego leczenia jest równoznaczne ze skazaniem tegoż chorego na utratę zdrowia a niekiedy i życia."
Uchylę rąbka tajemnicy. Takie bzdury propagują autorzy wywodzący się z KUL-u, który jest finansowany na mocy Konkordatu. I najwyraźniej brak reakcji ze strony środowisk kościelnych jest czynnikiem sprzyjającym zaufaniu do leczenia homeopatycznego, które doprowadzi do tragedii, jeśli homeopatia się wzmocni.
"(...) Wszystkie te terminy brzmią obco dla ucha nie tylko każdego prawie lekarza, który tymi problemami się nie zajmuje, ale również dla samych homeopatów. Mało kto podejrzewał leki homeopatyczne o tak specyficzne fizykalne cechy. No cóż, teraz nam wszystkim wypada na serio potraktować bioelektronikę i jej osiągnięcia. (...)"
Najwyraźniej konwencjonalne zrozumienie nowej "gałęzi" nauki wymaga posiadania homeopatycznego mózgu. Występujący powszechnie nadmiar neuronów w mózgu wzajemnia zakłóca jego drobiny i miejmy nadzieję, że i na to znajdzie się lekarstwo.
Na zakończenie odsyłam do jakościowego opracowania prof. Gregosiewicza.
~Laik


Komentarze
Pokaż komentarze (34)