LarsikOwen LarsikOwen
265
BLOG

Czy istnieje wieczność?

LarsikOwen LarsikOwen Odkrycia Obserwuj temat Obserwuj notkę 15
Zanim odruchowo zaczniesz poszukiwać odpowiedzi na zadane w tytule pytanie, zastanów się, o co dokładnie ja zapytałem?

Możesz od razu zażądać ode mnie uściślenia: "hej, Larsik, o co dokładnie zapytałeś"?

Larsik, czy zapytałeś:

1) czy istnieje wieczność jako abstrakcja? tak jak istnieje abstrakcja zwana nieskończonością liczb?
2) czy ja mogę doświadczyć wieczności? przy dodatkowych, religijnych, mistycznych lub magicznych założeniach?
2.1) czy doświadczyć znaczy umieć opisać poprzez zbudowanie modelu i operowanie nim?
2.2) czy doświadczyć znaczy brać udział poprzez obserwację i gromadzenie wyników obserwacji?

Wieczność wyobrażamy sobie potocznie jako zdarzenia uszeregowane w czasie, gdzie nie ma zdarzenia najstarszego i nie ma zdarzenia najpóźniejszego. Przed najstarszym zdarzeniem jest jakieś (nieskończenie wiele jakichś) wcześniejszych zdarzeń i nie ma zdarzenia najpóźniejszego, ponieważ po dowolnym zdarzeniu jest (będzie) jakieś (nieskończenie wiele jakichś) zdarzeń późniejszych.

Taka wieczność podobna jest do nieskończoności liczb (w ostateczności zdarzenia można opisać liczbami; wieloma liczbami, darujmy szczegóły) i to nadal będzie nieskończoność liczb, bo liczba razy liczba to nadal liczba, tylko większa.

Taka abstrakcyjna wieczność istnieje po warunkiem, że czas nie ma początku ani końca.
Prof. Hawking powiedział, że rozważanie tego, co było zanim powstał czas (przed wielkim wybuchem) jest intelektualnie jałowe, ponieważ nie ma obserwowalnych konsekwencji.

Ale jeśli pozostajemy wyłącznie w dziedzinie abstrakcji, to możemy sobie wyobrazić taką wieczność. Składać się ona będzie z nieskończonej serii wielkich wybuchów, rozwoju poszczególnych wszechświatów, potem ich wystygnięcia, zbiegnięcia się do punktu i ponownego, kolejnego wybuchu. Jest to być może ciekawe, skoro w zimie mamy więcej czau na myślenie, ale niemożliwe do potwierdzenia. Żeby było trudniej, to tak zdefiniowana wieczność istnieje jako formuła, ale nie potrafimy żadnego elementu opisanego tą formułą skonkretyzować i doświadczyć (opisać wszystkie atrybuty stanu), bo to by znaczyło opisanie stanu całego wszechświata w pewnej umownej chwili.

Pisząc prosto, taka wieczność istnieje tylko tak, jak istnieje baranek w pudełku Małego Księcia. Ja sam potrafię na odwrocie biletu tramwajowego napisać (np. stosując notację strzałkową) liczbę, będącą większą nie tylko od liczby atomów wszechświata, ale większą od liczby atomów podniesionej do potęgi niej samej. I ona też istnieje tylko tak, jak ten baranek. Co więcej, tak jak Mały Książę wie, że baranek oddycha przez dziury w pudełku, i może go z tym pudełkiem nosić, nawet może do niego mówić, tak ja wiem, że mogę teoretycznie moją ogromną liczbę pomnożyć przez 17, dodać 1 i to znowu będzie liczba, i może będzie miała, a może nie, jakieś dzielniki mniejsze, niż ona sama, ale nie ma możliwości tego policzyć klasycznie, tradycyjnie i zwyczajnie.

Odłóżmy zatem abstrakcje i zastanówmy się, nad wiecznością, w której moglibyśmy jakoś uczestniczyć – pomijając tu śmiertelność ciała i koncentrując się na samym umyśle (duszy), który jest – załóżmy dalej – nieśmiertelny. Tu od razu możemy rozpatrzeć dwie wykluczające się opcje. Jedną jest trwanie bez możliwości rejestrowania i zapamiętywania bodźców zewnętrznych (opisał to Lem w przypadku szaleńca, gościa Tichego, który uśmiercił swoją żonę i przeniósł jej jaźń poza ciało, właśnie odcinając od bodźców zewnętrznych) i drugą opcję, z możliwością odbierania bodźców zewnętrznych i ich rejestrowania (trwałego zapamiętywania).

Lem poszedł trochę na skróty, bo założył cierpienie umysłu odciętego od zmysłów, podczas kiedy brak możliwości rejestracji (świadomego odczuwania) upływu czasu, jest po prostu śmiercią. Nawet najbardziej światły umysł zamrożony w czasie podobny jest do umysłu człowieka namalowanego na obrazie; niech to będzie autoportret van Gogha, albo nawet jego słoneczniki: nie czują, nie cierpią, nie są szczęśliwe ani nieszczęśliwe.

Na koniec zostaje nam zatem jedyna interesująca wieczność, czyli świadome trwanie i rejestrowanie, a także zapamiętywanie, choćby fragmentaryczne i dziurawe, kolejnych obserwacji. Innymi słowy – gromadzenie w naszej pamięci doświadczenia. Chciałoby się napisać, że to jest właśnie przeżywanie teraźniejszości. Czyli obserwowanie i zapamiętywanie. Jest to intuicyjnie dobry opis, ale mało ścisły. W takim przeżywaniu chodzi o posiadanie trwałej pamięci, z możliwością dostępu do jej zasobów, bez konkretyzowania, jak to działa. Tutaj pojawia się niestety trudność, bo doświadczenie to będzie rosło w nieskończoność, czyli ta pamięć musi też być nieskończona i wyszukanie w niej informacji, w czasie skończonym, musi być dla nas dostępne. Wyszukanie informacji w nieskończonym zbiorze w skończonym czasie jest jednak niemożliwe do zrealizowania. Jeżeli pamięć nasza nie będzie nieskończenie pojemna, zapamiętamy tylko małe kilka zdarzeń blisko początku, środka i końca naszego życia. A przechowanie nieskończonej pamięci gdziekolwiek, a mam na myśli naprawdę bardzo pojemne i abstrakcyjne „gdziekolwiek”, jest niemożliwe. A jeśli nie będzie nieograniczenie pojemne, tylko właśnie limitowane z góry, to jest to po prostu tylko ujęty inaczej opis naszego umysłu, od narodzenia do śmierci, a nie żadna wieczność.

Konkluzja zatem jest taka: na bazie obecnej wiedzy i wyobraźni, wieczność w dostępnej dla nas, obserwowalnej formie, nie istnieje.

LarsikOwen
O mnie LarsikOwen

Jestem matematykiem, informatykiem i byłym wykładowcą informatyki.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości