28 obserwujących
597 notek
251k odsłon
  173   0

Jedynie neokonserwatyści gwarancją dla Polski

Emocjonalne przyjęcie w Polsce ignorancji, z jaką administracja Obamy potraktowała obchody na Westerplatte nie dziwi. Rzeczowe oceny decyzji podejmowanych przez Amerykanów to u nas rzadkość. Dowiedzieliśmy sie więc i to z ust renomowanych politologów takich jak panowie Lewicki i Kostrzewa - Zorbas, że Obama mógł sie obrazić protekcjonalnym tonem pewnego listu. Inni komentatorzy głośno wyrażali swój żal (Marek Magierowski, Rzeczpospolita), pytajac retorycznie "co jeszcze możemy zrobić dla ciebie Ameryko" lub też w bardziej wyważony sposób stwierdzali, iż polska wizja stosunków z USA jest obecnie bezpłodna i nie widać szans ani realnych projektów mogących tą sytuacje uzdrowić (Łukasz Warzecha). Pojawiły się też głosy, że Obama uznaje Polskę za kraj stojący na przeszkodzie stosunkom z Rosją, a wybór gry w golfa jest ostentacyjnym dowodem zmiany priorytetów za oceanem. Tymczasem jednak analizy, jak można zmienić obecny stosunek Waszyngtonu do Polski są pozbawione sensu. Nie mamy na to żadnego wpływu gdyż jest to sprawa która rozstrzygnie się na amerykańskim podwórku.

Obama Polski nie zignorował. Obama prawdopodobnie autentycznie nie interesuje się wiadomościami z tego regionu świata. USA ma obecnie inne priorytety. Wrzucając piłeczkę do kolejnych dołków amerykański prezydent pojęcia nie ma, że w pewnym kraju, wielkości jednego z amerykańskich stanów wieszczą "koniec przyjaźni polsko - amerykańskiej". Tyle, że Obama autentycznie Polski nie potrzebuje.

Stąd tym ważniejszy głos ze strony amerykańskich neokonserwatystów. Theodore Bromund, jeden z analityków Fundacji Heritage - jednego z najpotężniejszych think-tanków amerykańskiej prawicy na stronach fundacji postępowanie Obamy nazywa "policzkiem dla Polski". W swoim artykule przedstawia elementy polskiej historii i zastanawia się, czy obecna polityka waszyngtońskiej administracji nie spowoduje erozji sympatii wobec USA w Polsce.

I właśnie tutaj dochodzimy do najważniejszego elementu tej układanki. Amerykańscy neokonserwatyści (lub też w szerszym rozumieniu - amerykańska prawica) ma zupełnie inną wizję roli USA na świecie. Baracka Obamy nie interesuje projekt pod nazwą "Pax Americana". Nie interesuje go eksport demokracji i nacisk położony na politykę przywództwa na świecie. Z amerykańskiego punktu widzenia można znaleźć uzasadnienie dla obu tych spojrzeń na politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Jeszcze przed triumfem neokonserwatystów, w czasach Ronalda Regana okazało się, że amerykański imperializm można połączyć z wzrostem siły gospodarczej. Czasy Georga Busha juniora były już całkowicie inne - nie ulega wątpliwości, iż eksport demokracji i agresywna polityka USA wobec prawdziwych lub domniemanych wrogów stała sie dla USA bardzo kosztowna - zabrakło odpowiednika "reaganomics" - a obniżki podatkowe administracja Busha wprowadziła z pewnymi błędami.

Tym niemniej - jedynie USA prowadząca politykę budowy owego "Pax Americana" będzie potrzebowała sojuszników. Tylko w wizji republikanów Polska będzie zajmowała istotne miejsce pośród zagranicznych partnerów. Podobnie jak w czasach rzymskich kluczem były wzajmne układy i udzielane poparcie. De facto wiele rozwiązań przypominało rzeczywiście mechanizmy znane z czasów antycznych - kiedy to sojusznicy Rzymu wystawiali kontyngenty wojskowe pomagające rzymskim legionistom. Dziś rola tych kontyngentów nie ogranicza się do sfery militarnej - ale zasadniczo odgrywa jeszcze ważniejszą rolę jako wskazanie poparcia z zagranicy na użytek wewnętrzny. Zagraniczne kontyngenty w Iraku nie były potrzebne Amerykanom do odniesienia sukcesu. Były potrzebne, aby przedstawić wojnę przeciwko Husajnowi jako wojnę toczoną przez "koalicję". Za swoją politykę rzymscy sojusznicy otrzymywali pomoc, honory w "stolicy świata" i "rzymską opiekę". Tzn Rzym zobowiązany był swoich sojuszników bronić - co było dla imperium wygodnym mechanizmem dalszego rozszerzania strefy wpływów.

Obama kontyngentu i poparcia znad Wisły nie potrzebuje. W tym wypadku trudno dziwić sie, że administracja waszyngtońska nie widzi specjalnej potrzeby aby Polsce przekazywać dodatkowe uzbrojenie i gwarancje bezpieczeństwa. Polityka taka wydaje sie najzupełniej zrozumiała i to właśnie zdziwienie w Polsce można uznać za nielogiczne

Należy przy tym wyraźnie odróżnić ściśle amerykański i polski punkt widzenia. Jaka polityka jest najlepsza dla obywateli Stanów Zjednoczonych - ta w wydaniu republikanów czy demokratów jest sprawą zupełnie różna od odpowiedzi na pytanie - jaka polityka najlepsza jest dla Polski. Sytuację tą można porównać do relacji Polska - Gruzja. I tak dla Gruzji najbardziej korzystna politykę prowadzili politycy PiS - ocena tej polityki na gruncie czysto polskim to problem zupełnie inny.

W obliczu powyższych wydarzeń nie możemy mieć wątpliwości - tylko republikanie, a szczególnie neokonserwatyści w USA gwarantują Polsce miejsce w amerykańskim systemie bezpieczeństwa globalnego.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale