Lech-Blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
12 obserwujących
521 notek
183k odsłony
  103   0

Potwarze bez znieczulenia

Po-twarz
Po-twarz

    12 stycznia 1998 roku  Zarząd Wojewódzki NSZZ Policjantów w Słupsku złożył w miejscowej prokuraturze następujące zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez tamtejsze rozgłośnie Vigor i City: „Działalność tych rozgłośni, poprzez manipulowanie informacjami doprowadziła do wzrostu napięcia społecznego i zakłóceń ładu oraz porządku publicznego na ulicach Słupska, w wyniku czego rannych zostało 33 policjantów i zniszczono 22 radiowozy”. Tego samego dnia wojewoda słupski Jerzy Kuzyniak ogłasza w mieście żałobę. Zmierzam w kierunku siedziby Radia Vigor. Na ulicach porządek. Szybko usunięto ślady zamieszek z ostatnich dwóch dni: barykady, spalone plastikowe pojemniki na odpady, kamienie, kawałki asfaltu... Tylko od czasu do czasu pod nogami skrzypią okruchy szkła. Nie do usunięcia są powtarzane z ust do ust skandowane w czasie zajść przez szalikowców hasła:  Pałą w łeb – tak słupscy policjanci zarabiają na chleb...  Jesteś odważny, jesteś szczęśliwy, polska policja to sk.....,  MO - gestapo -  Biała pała – znak pedała ,  Wyrok dla zabójcy , Kamień Kruczy bić oduczy....Śmierć za śmierć.
 

                                                                                                              image

       W rozgłośni Vigor ruch i zmęczenie na twarzach dziennikarzy. Co kilka minut dopominają się o kontakt renomowane agencje informacyjne. Piotr Gackowski, współwłaściciel i dyrektor programowy mówi: – Jest to radio komercyjne o profilu muzycznym. Nasz charakter oceniamy jako pozytywny, ale o zgrozo, w obecnej sytuacji nie zabrzmi to właściwie, choć zwykle staramy się nadawać informacje pozytywne. Mamy moralny, ustawowy i prawny obowiązek, aby informować społeczeństwo naszego miasta o tym, co się dzieje na lokalnym podwórku. Absolutnie nie zgadzam się z zarzutem, że zachęcaliśmy młodzież do wywoływania burd ulicznych. Także zarzut, iż nasze radio ujawniło personalia, jak i adres zamieszkania podejrzanego o dokonanie zabójstwa policjanta jest bezpodstawny. Ustawa o Radiofonii i Telewizji nakłada na nas obowiązek rejestrowania 28 dni programu i my ten wymóg spełniamy. Jeżeli prokuratura przedstawi nam zarzut, udostępnimy odpowiednie materiały. Redaktor Marek Sosnowski pierwszy ujawnił na falach eteru sprawę śmierci Przemka. Teraz odtwarza przebieg zdarzeń: – W sobotę, 10 stycznia do północy byłem w radiu. W drodze do domu otrzymałem z rozgłośni informację, że do redakcji zadzwoniła rodzina młodego człowieka, który zginął tragicznie     i prosiła o pilny kontakt. Natychmiast tam pojechałem. Powiedziano mi, iż do ich domu przyszli koledzy Przemka i powiedzieli, że został on pobity przez policjanta. Zadzwonili do szpitala. Tam powiedziano, że mają natychmiast przyjechać. Żadnych informacji przez telefon. Pojechali. Okazało się, że chłopiec nie żyje. Całą rozmowę nagrywałem. Fragmenty rozmowy zarejestrowane na tzw. szpiegu Radia Vigor. Głos ojca Przemka: „Oglądając zwłoki syna na izbie przyjęć nie stwierdziłem żadnych obrażeń ciała, jedyne co było, to tylko sina głowa (...). Nie policja, nie prokurator, nikt inny, tylko koledzy syna przyszli i powiedzieli nam co się stało (...)”. Głos matki Przemka: „Podobno cztery dorosłe osoby były świadkami tego. Chcielibyśmy ogłosić przez radio, aby zgłosili się wiarygodni świadkowie tego zdarzenia. Może ktoś widział i potwierdzi, że policja bije bezkarnie małe dzieci. On miał 13 lat, był szczupluteńki i mierzył 155 cm (...)”.
  Po bezskutecznych próbach uzyskania informacji w Komendzie Rejonowej Policji i Prokuraturze Rejonowej dziennikarz wrócił do studia i o godzinie 3.00 wczesnym rankiem 11 stycznia i potem jeszcze raz „wypuścił w eter” relację rodziców oraz „dźwięki” z prokuratury. Redaktor Sosnowski mówi, iż miał podejrzenie, a doświadczył wiele w latach osiemdziesiątych, że skoro takie jest stanowisko prokuratury, to ktoś chce sprawie „ukręcić łeb”. Dom przy ulicy Małachowskiego 3. Tu mieszkał Przemek. Na drzwiach klepsydra: „Dnia 10.01.1998 roku zmarł w wieku 13 lat śmiercią tragiczną Przemysław Czaja. Msza św. żałobna odbędzie się dnia 14.01. o godzinie 11.00 w kościele Najświętszego Serca Jezusowego. Wyprowadzenie zwłok nastąpi 14.01. o godzinie 12.00 z kościoła NSJ w Słupsku. O czym powiadamia pogrążona w żalu rodzina”. Przyciskam guzik domofonu. Nikt nie odpowiada. Proszę sąsiadów o otwarcie drzwi. Pukam do mieszkania nr 2. Wychodzi kobieta i mówi, że cała rodzina od rana nie zjadła kromki chleba, tylko udziela informacji. Teraz nie są w stanie nikogo przyjąć. Przed domem stoją dzieci. Dominika, lat 15: – Był spokojny. Zawsze opiekował się młodszym bratem Grzegorzem. Uśmiechnięty, już z drugiej strony ulicy wołał: „Cześć Dominika, „cześć Marta”. Nie był chuligańskim dzieckiem i nie chciałby takiej sytuacji, jaka jest teraz na ulicach. Tam nie chodzi o Przemka, ale o rozrywkę.
  Zbliża się godzina 17.00. Na ulicach Słupska widać coraz więcej zorganizowanych małych i dużych grup policjantów, uzbrojonych w tarcze, pałki szturmowe i maski ochronne. Legitymują młodzież. Przechodzą zwartymi kolumnami. Są przygotowani do odparcia ataku. Chcę zapytać o sytuację w mieście, co czują, czy się boją. Jeden z funkcjonariuszy kieruje mnie do Komendy Rejonowej Policji, drugi odruchowo chwyta rękojeść pałki, więc odchodzę, bo ciarki przemykają po plecach. Komenda Rejonowa Policji. – Nie ma żadnych rozmów – twierdzi oficer dyżurny. Rozmowie przysłuchuje się mężczyzna w garniturze. – Proszę za mną – zaprasza. Andrzej Markiewicz jest rzecznikiem prasowym Zarządu Wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Słupsku. Mówi: – To wielka tragedia dla rodziny tego chłopca, jak i dla nas policjantów i dla naszego kolegi, który został tymczasowo aresztowany. Przepisy są takie, że trudno jest podjąć decyzję w mgnieniu oka. A tak musi działać policjant. Natomiast sąd i prokuratura mają miesiąc na to, żeby rozpatrzyć zasadność postępowania. Część policjantów jest sfrustrowana niskimi zarobkami, ale i postawą społeczeństwa. Bo jeżeli coś się dzieje i policjant nie zareaguje, to pytają: gdzie on był? Jeżeli reaguje, postrzegany jest jako brutal. To sytuacja patowa. Poza tym środki masowego przekazu, przede wszystkim lokalne, przedstawiły wydarzenia nieobiektywnie i podały wiele nieprawdziwych informacji. A podejrzany policjant? To bardzo fajny chłopak, z którym można porozmawiać, zdecydowany w działaniu, zawsze udzieli pomocy.
  Ponownie ulica Szczecińska. Wieczór. Przy krzyżu liczący około stu osób tłum. Młodzież. Szalikowcy, ale nie tylko. Ksiądz prowadzi modlitwę różańcową. – Zdrowaś Mario... Ojcze nasz... i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Ludzie chwytają się za ręce i tworzą krąg. Przejeżdża policyjny radiowóz. Słychać gwizdy i krzyki: – Śmierć za śmierć!  Grupa agresywnych tyralierą przechodzi przez zatłoczoną samochodami ulicę. Wstrzymują ruch. Uderzają w dachy aut. Rozbijają kamienne płytki i przygotowują pociski.
         Za kilkanaście minut przejedzie kolejny patrol.  

                                                                                                            


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale