Oczywiście, że nie różaniec. Ludzie w Nowym Yorku nie słyną aż tak z pobożności by się w takiej liczbie zgromadzili na jednej z głównych ulic tego miasta aby odmawiać modlitwę. Zgromadzili się aby uprawiać Yogę. 5 tysiecy osób jednocześnie uprawiało Yogę. Zestaw ćwiczeń fizycznych. Przynajmniej tak im się wydawało.
Sęk w tym że Yoga to zestaw ćwiczeń duchowych. A konkretnie religijnych. Zobaczmy jak definiuje to pojęcie Wikipedia.
"Joga - jeden z sześciu ortodoksyjnych (tzn. uznających autorytet Wed) systemów filozofii indyjskiej. Joga zajmuje się związkami między ciałem, umysłem, świadomością i duchem.
Ćwiczenia jogiczne stosuje się również w buddyzmie w praktykach tantr oraz dzogczen w celu rozwoju duchowego, np. dla rozpoznania natury rzeczywistości."
Chyba nie trzeba dużo by się zorientować, że Yoga to praktyka duchowa, rozwijająca wnętrze człowieka zgodnie z wymogami religii i filozofii wschodu.
Ale mnie rozśmieszyła właśnie ta nieznajomość celów Yogi. Podejrzewam, że większość tych osób nie wie że uprawiając takie ćwiczenia, wykonuje coś w rodzaju wschodniej medytacjo-modlitwy. Dla nich to tylko ćwiczenia fizyczne.
Gdyby mieszkaniec Indii został namówiony na odmawianie różańca parę godzin dziennie i gdyby wmówiono mu że to ćwiczenia fizyczne, wybuchł by nie lada skandal na zachodzie. Oj już to widzę, te nagłówki gazet. Tymczasem 5 tysięcy nowojorczyków uprawia"przepływy energii" i cisza. Choć zdjęcia z tej praktyki, nie powiem, ładne.
Ale nie wszystko złoto, co się świeci.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)