5 obserwujących
75 notek
79k odsłon
  117   0

Defraudanci. Jak okradano polskie banki na Śląsku Opolskim w latach 30 – tych XX w.


Defraudanci. Jak okradano polskie banki na Śląsku Opolskim w latach 30 – tych XX w.

Wstęp

Wyprodukowany w latach 1979 – 1981 prze Telewizję Polską historyczny serial w reżyserii Jerzego Sztwiertni pt. Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy ukazuje walkę Polaków z germanizacją na terenie Wielkopolski, także w wymiarze ekonomicznym, w latach 1815 - 1918 . W podobny sposób sprzeciwiali się wynarodowieniu polscy mieszkańcy Śląska Opolskiego, korzystając nota bene z organizacyjno – personalnej pomocy płynącej z Wielkopolski właśnie . Chodziło tu głównie o rozwój spółdzielczości kredytowej, która przyjęła w ostatnim dwudziestoleciu przed I wojną światową postać tzw. banków ludowych. Pierwszą taką instytucję założono w 1885 r. w Bytomiu. Do roku 1914 powstało 17 takich placówek, trzy filie terenowe i jedna spółka parcelacyjna – we wszystkich powiatach z ludnością polskojęzyczną. Miały one łącznie ok. 13 tys. członków i ok. 30 tys. posiadających wkłady. Głównym ich celem było „umocnienie gospodarcze społeczeństwa polskiego”, co realizowano poprzez udzielanie korzystnych kredytów, pożyczek na budownictwo mieszkaniowe, zakładanie własnych firm i wyposażanie ich. Banki dawały także zatrudnienie polskiej inteligencji, były ośrodkami polskiego życia kulturalnego i narodowego, finansowały wszelkie polskie organizacje i stowarzyszenia, jak chóry, kluby sportowe, biblioteki, czytelnie teatry amatorskie, bractwa religijne itp. Wspomagały polską akcję wyborczą do Reichstagu i pruskiego Landtagu, a niektóre z nich posiadały własne organy prasowe .

Pierwsze polskie banki ludowe powstały w Bytomiu (1895 ), Opolu (1897), Katowicach i Siemianowicach (1898), Raciborzu (1900), Gliwicach, Królewskiej Hucie i Rybniku (1901) . W Opolu w 1911 r. powstał także Bank Parcelacyjny, przemianowany po pewnym czasie na Bank Rolników. „Był on pomyślany, podobnie jak w Poznaniu, w imię hasła „walki o ziemię”, chodziło o to, że chłopi byli obciążenia 10-cioma lub nawet więcej hipotekami. Bank wykupywał te hipotek, sam się hipotekując na majątku chłopa, parcelując następnie ziemię między chałupników lub przekazując chłopom w długoletnią dzierżawę pod warunkiem spłacenia w określonym czasie długów. Ponieważ akcja ta była skierowana przede wszystkim na gospodarstwa znajdujące się w rękach niemieckich, jasne jest, że stan posiadania polski nie tylko się umocnił, ale i poszerzył” .

1. Dr Śliwiński et consortes

Tenże właśnie opolski Bank Rolników posiadał na majątku p. Jarochowskiej w Wielkich Łagiewnikach koło Lublińca hipotekę w wysokości ok. 85 tys. zł. Jako częściową spłatę tego długu właścicielka przekazała na ręce dra Śliwińskiego, dyrektora Banku Rolników, weksel na kwotę 5 tys. zł. Ten wziął ze sobą dokument do Opola i oddał do przechowania p. Pawletcie, swemu współpracownikowi. Po pewnym czasie zażądał zwrotu weksla celem inkasowania. Otrzymał go, a potem najprawdopodobniej zrealizował w Komunalnej Kasie Oszczędnościowej w Lublińcu „i pieniądze dla siebie zatrzymał, gdyż nigdy do naszego Banku nie wpłynęły” . Bank Rolników posiadał także w depozycie papiery wartościowe (polska pożyczka premiowa na kwotę 11 384 zł). Papiery te zostały 19 sierpnia 1929 r. pobrane przez dra Śliwińskiego z Banku Spółek Zarobkowych w Katowicach (bezprawnie, gdyż Śliwiński nie posiadał uprawnień do ich odbioru), a następnie przezeń spieniężone. Bank Rolników nigdy nie otrzymał pieniędzy za tą transakcję. Doszło więc do defraudacji. Ponadto dr Śliwiński kazał sobie u adwokata u adwokata dra Bartscha w Brzegu zapisać większą hipotekę (około 10 000 RM). Powiązane to było najprawdopodobniej z przywłaszczeniem sobie na podstawie sfingowanego pełnomocnictwa przez tego pierwszego kolejnych kwot należących do Banku Rolników w Opolu. W tej sprawie nie udało się pozyskać bliższych informacji, gdyż dr Bartsch odmówił udzielenia informacji zasłaniając się tajemnicą urzędową .

 W końcu maja 1930 r. dyrektor Departamentu Konsularnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie otrzymał pismo w którym konsul Rzeczypospolitej Polskiej w Bytomiu, Leon Malhomme, zabiegał o posadę bankową dla dra Śliwińskiego – byłego już dyrektora Banku Rolników w Opolu . Jako uzasadnienie konsul podawał, że „dr Śliwiński położył w czasie swego pobytu na Śląsku Opolskim pewne zasługi dla rozwoju polskiego życia organizacyjnego. Poza tym […] jako doskonały bankowiec przyczynił się wybitnie do uzdrowienia gospodarki w „Banku Rolników” w Opolu”. Jak twierdził Malhomme, „nieszczęśliwy zbieg okoliczności” zmusił Śliwińskiego – obywatela polskiego - do opuszczenia Śląska Opolskiego. Chodzić by tu miało o niemieckie retorsje, będące odpowiedzią na niewyrażenie przez Polskę zgody na wpuszczenie na teren województwa śląskiego „dyrektora Treitschkego, obywatela niemieckiego, którego pobyt w Polsce był wysoce niepożądany” . Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z sytuacją, gdy Śliwiński został zwolniony z Banku Rolników za nadużycia finansowe. Wydaje się, że konsul wstawiał się za dr. Śliwińskim na prośbę dyrekcji Banku Ludowego. Oto bowiem 4 grudnia 1930 r. dyrektor tegoż banku w piśmie adresowanym do konsula twierdził, że nie może złożyć dowodu „nienagannego urzędowania” Śliwińskiego (o takowe prosił konsul Malhomme jako warunek udzielenia wsparcia), a to dla istnienia jakiegoś materiału, który „w pierwszej chwili dawał jakby ujemną ocenę charakteru p. dr Śliwińskiego”. Mowa jest także o „niejasnościach, które posłużyły poprzednio do pewnych uwag”. Te jednak ponoć „wykazały się jako zwykłe następstwa nienormalnego przerwania służby i nienormalniejszych jeszcze warunków, w których bądź jak bądź urzędować musiał posądzany” . Pismo zawiera w dalszej części ponowne apele o pomoc dla Śliwińskiego. Co ciekawe, wskazano, że „zlikwidowanie sprawy z tytułu stosunku służbowego między Bankiem Rolników a b. jego dyrektorem leży w interesie […] banku, jak niemniej w interesie wszystkich tych, którym szkodzą dysputy rozmaitych krzykaczy na temat „nietutejszych” i doktorów, i inteligentów” . Istniały więc materiały obciążające Śliwińskiego i – jak się wydaje – starano się wyprawić go do Polski w sposób „polubowny”, tak aby nie szkodził on Bankowi Rolników oraz całej mniejszości polskiej na Śląsku Opolskim.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale