Trwa festiwal propozycji dotyczący karania kierowców pod wpływem.
Jak pisałem w poprzedniej mojej notce wysokość kar jest już właściwa w Polsce i podwyższanie ich nie poprawi sytuacji.
Należy zagęścić sieć, czyli wyłapywać, aby ten, który wsiada pod wpływem za kierownice miał świadomość, ze ma niewielkie szanse, aby nie być zatrzymanym. W Polsce jest z tym fatalnie.
Dodatkową karą dla kogoś złapanego pod wpływem oprócz bezwzględnej kary więzienia, którą także mógłby odpracowywać w szpitalu, jako pomocnik ratowników drogowych, czy tez mógłby „szlifować bruki” w mundurze policyjnym, jako pomocnik policjanta i kontrolować innych kierowców (rzecz jasna za kromkę chleba) powinno być oznakowanie samochodu.
Kierowca już raz skazany powinien mieć innej barwy prawo jazdy i dowód rejestracyjny, co bardzo ułatwiłoby pracę policji, a także oznakowania każdego samochodu, którym wyjeżdża na drogę.
Powinien też utracić prawo do zniżek w Towarzystwach ubezpieczeniowych, a jesli towarzystwo takiej udzieli, to powinien mimo to zaplacic pełną składkę po czym towarzystwo nadwyżkę odprowadza na odpowiedni fundusz dla poszkodowanych w wypadkach drogowych.
Jego prywatny samochód powinien być oznakowany znaczkiem stałym, dobrze widocznym, a także powinien mieć znak „przejściowy”, który umieszczałby w innym samochodzie, którym jedzie np. służbowym, lub użyczonym.
Brak takiego oznakowania skutkowałby odpowiednio wysokim, dotkliwym mandatem.
Takie oznakowanie byłoby dodatkową karą dla kierowcy, informacją dla policji i ostrzeżeniem dla innych użytkowników ruchu drogowego.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)