Trwa wojna o telewizję publiczną. Wojują głównie twórcy. Trwa wojna prezesa Farfała z całym światem o stołek. Wojuje także prezes Siwek z częścią całego świata o stołek. Przestał wojować chyba prezes Urbański. Wszyscy wojownicy biorą wciąż swoje comiesięczne pensje. Bierze je wciąż była pani dyrektor gdańskiego ośrodka - bo jest od wielu miesięcy na chorobowym...
Była pani dyrektor kojarzyła misję publiczną TVP z kupowaniem prezentów - oczywiście nie dla byle kogo lecz dla swojego byłego przełożonego, u którego była sekretarką by z sekretarki na początku lat 90. stać się pracownicą TVP Gdańsk. Kojarzyć więc należy wręczenie prezentu kupionego z pieniędzy przeznaczonych na realizację misji z prezentem prywatnym jako wdzięczność za minione lata, przeznaczonym na realizację planów na przyszłość.
Nie byłobyt w tym nic dziwnego. Różni dyrektorzy, prezesi nie ze swoich pieniędzy kupują prezenty ludziom dzięki którym coś zawdzięczają. Dziwi jednak to, bo była pani prezes była protegowaną prezesa Siwka i Jacka Kurskiego. I na prawdę miała jedyne słuszne poglądy. Cóż, rzeczywistość układów, świat wolnego rynku wymaga jednak by człowiek był sprytny i giętki, i szukał sposobów, aby móc dalej dysponować pieniędzmi na realizację misji.
Osobiście jestem zaszokowany informacjami o tym, co działo się w TVP Gdańsk. Mam nadzieję, że większość zarzutów się nie potwierdzi, ale ten złoty zegarek mnie obezwładnił. Cóż za hipokryzja i dwulicowość. Jedną z pierwszych decyzji po objęciu funkcji przez panią dyrektor Strzemieczną-Wielczyk (wóczas, dziś Rozen) było zdjęcie z anteny programu "Podaj rękę", w którym przedstawiano problemy najbiedniejszych, mających potworne kłopoty ludzi, którzy z nikąd nie mogli doczekać się pomocy. Nieraz autorka programu apelowała skutecznie do telewidzów o udzielenie pomocy. Program został zdjęty z anteny, gdyż misją TVP Gdańsk miało nie być.... promowanie żebractwa.
To, co działo się w TVP Gdańsk to jedynie mały odprysk zwyczajów "telewizji publicznej". Telewizji pełnej układów i koterii, a przede wszystkim hipokryzji "twórców". Na podobnych zasadach jak w Gdańsku musiały funkcjonować podobne inicjatywy realizacji "misji publicznej" w centrali. Tam jednak o wiele grubsze pieniądze chodzi, zbyt wielu ludzi ma umoczone ręce i nic do publicznej wiadomości nie wyciknie. Rączka rączkę myje. Niech góra walczy o stołki, twórcy o misję, a my będziemy robić swoje - to samo, co od zarania TVP w latach 60.
Takie zwyczaje ułatwia upartyjnienie mianowania zarządu TVP, rady nadzorczej i obsady dyrektorskich stołków w oddziałach. Nikt poza partyjnymi kacykami przecież się nie przyczepi. Jedynie nadzór reprezentacji społeczeństwa mógłby to ukrócić, jak i właściciel prywatny - ale temu jestem przeciwny. Jak jednak taki nadzór powołać, aby nie wmieszali się w to twórcy, którzy są bardzo zainteresowani w powstanie nowych lub ugruntowanie pewnych starych układów?
http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,6895112,Jak_wyciekly_pieniadze_z_TVP_Gdansk.html
Pod jaki dział salonu.24 to się nadaje? Chyba pod ekonomię i biznes.




Komentarze
Pokaż komentarze (14)