Późnym wieczorem 29 listopada 1830 roku garstka podchorążych wpadła do pałacu księcia Konstantego, a grupa cywilów zaczęła biegać po mieście próbując poderwać mieszkańców do walki i zdobycia Arsenału. Wcześniej miało miejsce w Warszawie tajemnicze, nocne misterium.
Rzeź
Podczas nocy z trzeciego na czwartego listopada 1830 roku rozszalał się nad Warszawą olbrzymi huragan połączony ze straszliwą ulewą. Tej nocy tajemnicze potęgi historii odprawiły na rozstajnych drogach Pragi misterium – sprowadziły przerażające zjawy z przeszłości. Agent tajnej policji Henry Mackrott zanotował, że w nocy nad Warszawą rozszalał się huragan o niespotykanej sile. Został rozrzucony i rozmyty piasek, pod którym zakopane były kości pomordowanych z 1794 roku. W blasku poranka szkielety leżały odsłonięte. Tłumy ludzi przyszły zobaczyć kości i modlić się za pomordowanych.
Listopad 1794 roku. Polacy ulegli armii carskiej pod Maciejowicami. Tadeusz Kościuszko został wzięty do niewoli. Wojska Suworowa otoczyły Pragę. O godzinie piątej rano siedem kolumn rosyjskich uderzyło na sypkie szańce. W gęstej mgle Polacy do końca bronili źle umocnionych pozycji. Poległ broniąc swojej reduty, na lewym skrzydle, Jakub Jasiński. Po czterogodzinnej walce było po wszystkim. Suworow pozwolił swoim żołnierzom pastwić się nad ludnością cywilną. Rozpoczęła się rzeź. Pijani i zamroczeni walką Rosjanie zaczęli rąbać wszystko co żywe. Kolbami karabinów rozbijali główki dzieci, na ostrzach bagnetów roznosili ludzkie szczątki. Przeszukiwali zwłoki w poszukiwaniu kosztowności, bez pardonu dobijali rannych i wzywających pomocy, noworodki na oczach rodziców wrzucano do płonących domów, by później, po zgwałceniu matek i poderżnięciu gardeł ojcom i z nimi zrobić to samo. Po ulicach wśród dymu, kałuż krwi i krzyków mordowanych biegali sołdaci obnosząc na pikach głowy księży. Na uliczkach rosły sterty trupów. Jak napisał Paweł Jasienica Suworow podczas rzezi biegał podobno po ulicach trzymając pod pachami dwa indyki i wołał, aby przynajmniej one ocalały
[1].
Po trzydziestu sześciu latach, rano czwartego listopada 1830 roku, tłumy przyszły na Pragę oddać hołd kościom pomordowanych. Kilkuset studentów zbudowało piramidę z kości, na jej szczycie zatknęli krzyż i godło Polski. Wspólnie z księdzem i wszystkimi zgromadzonymi rozpoczęli, trwające kilka dni, nieustanne modły. Uczynili jawnym to, co potajemnie było skryte i zagrzebane na wieczne zapomnienie (zwłoki pomordowanych na Pradze zwieziono nocą w nie oznaczone miejsce i zasypano, tragedii nie upamiętniła żadna tablica, pomnik czy krzyż – nie pozwolił na to zaborca).
Zbiorowe modlitwy u stóp krzyża stojącego pośrodku miejsca znalezienia szkieletów zdarły zasłonę niepamięci. Młodzi studenci nie bacząc na niebezpieczeństwo niedopuścili do usunięcia pamięci o tragedii ze świadomości Polaków. Modlący się pokazali, że przez te wszystkie lata gdzieś w głębi narodowej świadomości obecny był ból krzywdy potęgowany przez utratę niepodległości. Ale zabory gwarantowały oprawcom bezkarność. Tylko niepodległość mogła przynieść zadośćuczynienie. Tak rozumieli romantycy i prosty lud stolicy.
Nie była to świadomość powszechna. Przeminęły legiony i Napoleon, Księstwo Warszawskie i książę Poniatowski. Granica kraju kilkakrotnie ulegała zmianom. Nastał okres piętnastoletniej stabilizacji, która w opinii wielu mogłaby trwać – z pożytkiem dla kraju – jeszcze dłużej.
Pierwsze lata po kongresie wiedeńskim, choć już w opinii Waleriana Łukasińskiego nieznośne, nie ujawniają tego, że Polacy, w celu poszerzenia swego terytorium lub rozszerzenia praw demokratycznych, byli skłonni do zbrojnego starcia z zaborcami. Pragnęli rozszerzenia wolności, ale w inny sposób. Elita społeczeństwa spodziewała się poszerzenia autonomii na skutek łaski cara Aleksandra I, który wspaniałomyślnie miał darować swobody i ziemie zabrane w zamian za wierność i posłuszeństwo.
Łatwo było nie pamiętać o tańcu Suworowa z indykami. Do zatarcia w pamięci wspomnień praskiej rzezi przyczyniło się potajemne chowanie zwłok i utajnienie miejsca masowego grobu. Dalej fakt, że po 1794 roku Warszawa dostała się w ręce pruskie, a nie rosyjskie. Pruskie mundury, choć równie znienawidzone, różniły się od kozackich nahajek. Rosjanie powtórnie wkroczyli do Warszawy dopiero po klęsce Napoleona. Nikt nie witał ich jak wyzwolicieli, jednak nie byli przyjmowani jak przysługiwałoby to krwawym potomkom żołnierzy carowej Katarzyny. Tym bardziej, że po zajęciu stolicy okupacyjne władze wojskowe zachowały się honorowo względem napoleońskich kombatantów. Dopiero mianowanie naczelnikiem wojska polskiego księcia Konstantego zaczęło wzbudzać nastroje niepokoju wśród polskich żołnierzy.
Napoleońska legenda
Przez kilkanaście lat polscy patrioci wiązali swe nadzieje z napoleońską Francją. Stefan Kieniewicz pisał: „Nadziej te były płonne: Napoleon nie zdołał ujarzmić Europy, a gdyby nawet zdołał, nie byłoby w niej miejsca na prawdziwie niepodległą Polskę. Kraj nasz był dla Napoleona na przemian obiektem przetargów albo też narzędziem agresji. Francuski zdobywca angażował się w tę sprawę z ociąganiem, pod naciskiem okoliczności, poświęcał ją bez skrupułów, gdy za tę cenę mógł dojść do porozumienia z którymkolwiek z rządów zaborczych”
[2].
Ale też Napoleon, jak żaden inny władca europejski przed nim i po nim, w przeddzień przełomowego starcia z Moskwą uczynił tak dużo dla naszego kraju. W 1811 roku odsłonił prawdziwe plany cara Aleksandra względem Księstwa Warszawskiego, „piętnował – jak pisze Marian Kukiel – myśl jego rozbioru, raz jeszcze oświadczał, że nie odda z niego ani kawałka, choćby wojska rosyjskie rozbiły obozy na wzgórzach Montmarte. Zaskoczyć się nie da, nie dopuści do zagrożenia Polski ani do napaści na Gdańsk. Zapowiadał:
będziecie mieć kontynent przeciw sobie i że w razie wojny wynikiem jej będzie odbudowanie Polski. [...] Z nowym pro-polskim ministrem spraw zagranicznych, Maretem ks. Bassano, ustalił na piśmie wytyczne polityki: odrzucenie koncepcji unii polsko-rosyjskiej, utrzymanie Księstwa punktem honoru, sojusz z Austrią i Prusami, wielka akcja zaczepna w czerwcu 1812. Pierwszy cel wojny: wzmocnienie Księstwa przez rozszerzenie jego granic”
[3].
Polska dla napoleona stała się „kluczem sklepienia”, koniecznym elementem, gdyż miała stanowić granicę Europy wyrzucając tym samym Rosję do euroazjatyckiego wschodu. W tym celu zawarł w marcu 1812 roku traktat z Austrią, w którym przewidywał wymianę Galicji, która byłaby zwrócona Polsce, na tereny nadadriatyckie z Triestem, odebrane Austrii w 1805 i 1809 roku. „Jest to bądź co bądź jedyny przykład, by jakiś monarcha pozbywał się prowincji, by przyczynić się do oswobodzenia obcego narodu”
[4] – pisał Kukiel.
Upadek Napoleona nie przekreślił jego legendy. Jedna, bardziej rozpowszechniona, widziała w cesarzu wskrzesiciela Polski. Do powstania innej przyczyniła się nieugięta postawa Tadeusza Kościuszki, los polskich legionów na Haiti i rola jaką spełniły w wojnie z walczącymi o wolność Hiszpanami, a także długotrwały brak zdecydowania Napoleona co do kształtu Polski. Zgodnie z nią Napoleon oszukiwał i czarował Polaków. Walerian Łukasiński w swych pamiętnikach podziela tę opinię, ale stwierdza, że „wszak Polacy sami bez szemrania spełniali jego życzenia i zostali mu wierni do końca”
[5].
Dla myślenia o legendzie napoleońskiej ważne jest to, że wspomnieniem czynów polskiego oręża budziła gotowość do zbrojnego wystąpienia następne pokolenia, ale i to, że „uczyła naród oczekiwania zbawienia od obcej pomocy i sprowadzała go z rewolucyjnej drogi”
[6].
W czasie Kongresu Wiedeńskiego i tuż po nim orientacja profrancuska uległa dotkliwemu załamaniu i zastąpiła ją postawa prorosyjska. Sprzyjała temu bardzo liberalna, jak na cara, postawa Aleksandra I, co skomplikowało stosunek Polaków do Rosjan. W tej atmosferze: z jednej strony świeżej pamięci ery napoleońskiej, a z drugiej zaś łaskawej polityki rosyjskiej, zeszła na dalszy plan pamięć krwawego zdobycia Pragi przez żołnierzy Suworowa.
Obywatele Królestwa Kongresowego, gdy pragnęli osiągnąć materialną poprawę swego bytu, musieli swym zachowaniem potwierdzać swoją lojalność. Naturze ludzkiej właściwe jest to, iż kiedy człowiek godzi się na kompromis, lub jeszcze bardziej, gdy przyjmuje postawę kapitulacyjną, fałszuje widzenie rzeczywistości, dochodzi do okłamywania samego siebie, rugowania ze świadomości tego wszystkiego, co przeszkadzałoby w utrzymaniu moralnego spokoju. Łatwiej dochodzi też wówczas do naiwnych usprawiedliwień. Wszyscy pragnący odgrywać jakąś rolę w życiu politycznym lub społecznym kongresówki, wspinający się po szczeblach wojskowej lub administracyjnej kariery, musieli okazywać lojalność, co implikowało (w mniejszym lub większym stopniu) postawę konformistyczną. Nie dotyczyło to nielicznych niezależnych.
Pisząc o różnych aspektach tajemniczego misterium z początku listopada 1830 roku zależy mi na tym, by pokazać, jak zatarte i stłumione wspomnienia, gdy nagle znalazły możliwość ekspresji spowodowały, że ludzie odważni nie zawahali się wystąpić publicznie i byli gotowi do czynu. Czyż powstanie listopadowe by nie upadło po kilku godzinach, gdyby nie został poderwany „prosty lud stolicy” okrzykami „Moskale naszych mordują”? W centrum Warszawy, pośród dostojnych kamienic zatrzaskiwano drzwi i okna. Gdyby nie nocna ulewa i nagłe odsłonięcie kości pomordowanych, to czy i „prosty lud” nie odwróciłby się od powstańców?
Rosyjska pogarda
Rosjanie nie zapomnieli o rzezi Pragi. Pamiętali o tym bez moralnej skruchy, poza wyjątkowymi wypadkami, na przykład takich Rosjanek, jak pani Panow, do której Piotr Czaadajew adresował swój sławny
List filozoficzny, a która z powodu swoich przekonań moralnych i politycznych (w czasie przesłuchań zeznała między innymi, że podczas powstania listopadowego modliła się o wolność dla Polski) uznana została za umysłowo chorą i odizolowana w szpitalu dla umysłowo chorych
[7].
Wykładnię stosunku „oświeconych Rosjan” do praskiej rzezi dał w swych wierszach Aleksander Puszkin. W wierszu Do hr. Olizara, przy okazji poetyckiego rozważania stosunku do siebie dwóch wrogich narodów wspomniał o rzezi. Wymowę tego faktu zneutralizował przez wzajemne zestawienie przewinień Polaków i Rosjan:
Poeto! Z dawna u granicy
Nasze zmagały się plemiona,
To nasza w boju cierpi strona,
To wasza pada w nawałnicy.
Bywało, żeście świętowali
Sromotę Kremla, carów pęta
I myśmy wasze niemowlęta
O gruzy Pragi rozbijali,
Gdyśmy w kurzawie krwi deptali
Sztandarów kościuszkowskich piękno. [...]
[8]
Puszkin napisał ten wiersz na zesłaniu w 1824 roku. Mógł wówczas czuć się wolny od zobowiązań wobec cara i może dlatego nie znać w nim jeszcze tego stalowego tonu dumy i wyniosłości w stosunku do narodu polskiego, jaki jest dla niego znamienny po roku 1826, choć jego ton nigdy nie był tak radykalny i ekstremalny jak innych czołowych przedstawicieli czy wyrazicieli opinii carskiego dworu. Ale już tu uderzające jest równoważenie tragedii prostych ludzi i dzieciobójstwa, chwilową klęską carskiej potęgi spowodowanej przegraną w otwartej walce dwóch równorzędnych sił.
W czasie powstania listopadowego i później z wierszy Puszkina i różnych wypowiedzi pisemnych wybija się jednoznaczny ton woli walki z Polakami. Domagał się on szybkiej i srogiej represji dla powstańców, a zbyt powolny według niego przebieg wojny bardzo go dręczył. Twierdził, że należy Polaków zdusić, gdyż wymaga tego odwieczna narodowa nienawiść (pisze o tym do szefa carskiej żandarmerii Benkendorfa przy okazji prośby o zezwolenie na wydawanie gazety, która miałaby walczyć z pro polską propagandą pism zachodnich
[9]). W czasie toczonych w roku 1831 walk napisał antypolskie i szowinistyczne wiersze, m.in.
Oszczercom Rosji – w sierpniu, a we wrześniu po upadku Warszawy
Rocznicę Borodina (zdobycie Warszawy zbiegło się z kolejną rocznicą bitwy stoczonej w 1812 roku). W przyjętej z zachwytem przez dwór carski odzie
Oszczercom Rosji stwierdza, że przyszłość Polski jest już przesądzona przez los i domaga się radykalnego działania. Jest zaniepokojony możliwością zwycięstwa Polaków, gdyż mogłoby to spowodować „wyschnięcie rosyjskiego morza”. Skazuje słowiańskie narody na zlanie się z Rosją.
„W antypolskich wierszach Puszkina – pisał Czesław Miłosz – jest gniew na szaleńczą dumę pokonanych, którzy nie chcą się przyznać, że przegrali definitywnie, marzą o odwecie, konspirują i podburzają wszystkie europejskie kancelarie dyplomatyczne przeciwko Rosji. Wiersze te są czymś więcej niż potępieniem narodu próbującego odzyskać niepodległość. Pamięć wielkiej rywalizacji jest w nich jeszcze żywa: istnienie Polski znów postawiłoby pytanie, do kogo mają należeć Połock i Kijów, czyli godziłoby w «być albo nie być» imperium. Toteż Puszkin zapowiada, że «wszystkie słowiańskie rzeki rozpłyną się w rosyjskim morzu»”
[10].
Jeżeliby Puszkina mimo wszystko zaliczyć do liberalizującego obozu i założyć, że wyraził on w wierszach poglądy tego obozu, to jak o praskiej rzezi myśleli rosyjscy „konserwatyści”? Chyba najdobitniej pogląd o tym wyraził Karamazin w mowie wygłoszonej do Aleksandra I, w której stwierdził, że jeżeli car odda Polakom zachodnie gubernie, to prawdziwi Rosjanie będą zmuszeni do ponownego skrwawienia wałów Pragi. W tej zapowiedzi była też oczywiście zawarta groźba pod adresem cara – zapowiedź nieposłuszeństwa woli władcy, a jeśliby to nie pomogło i car nie zmienił decyzji, zapowiedź, że mogą z nim zrobić to samo, co w roku 1801 z carem Pawłem.
Przyjaciele Moskale
W ogarniętej powstaniem Warszawie nie zajęto wrogiej postawy wobec narodu rosyjskiego. Rozróżniano w ocenach pomiędzy systemem carskim a narodem. Ujawniało się to w haśle „Za naszą i waszą wolność”, w obchodach ku czci dekabrystów i w projekcie sejmowej odezwy autorstwa Lelewela Do braci Rosjan. Ten stosunek do Rosji i w szczególności do Puszkina podtrzymują na emigracji Lelewel i Mickiewicz, nie zważając na to, że rosyjski poeta od chwili powrotu z zesłania miał stale zapewnioną łaskę carską, co nie było spowodowane zmianą w charakterze władcy, lecz panegirycznymi i serwilistycznymi utworami poety.
Mickiewicz w emigracyjnych artykułach i w swych prelekcjach mówił nie o Puszkinie – człowieku, lecz o wartości jego poezji i o jego artystycznej legendzie wywierającej wpływ na współczesnych. Pisał
Do przyjaciół Moskali nie po to, by dać ujście nienawiści do wroga, choć jest tu obecny sarkazm i wzgarda dla tych Moskali, którzy zło najazdu i zbrodni przedstawiają jako akt patriotyczny. W wierszu jest wiele miłości, z której płynnie obiektywizm. Dlatego też, Mickiewicz nie zniżył się do poziomu hałaśliwych rosyjskich poetów dworskich. Rafał Marceli Blüth twierdzi, że celem wiersza była „moralna odprawa, którą płatnym poetom wymierza wieszcz narodu podbitego, by przestrzec w ten sposób innych, wahających się może”
[11].
Mickiewicz mówiąc w prelekcjach o Puszkinie wznosił się ponad politykę, dostrzegał w jego twórczości to, co każdemu wielkiemu poecie zapewnia nieśmiertelność. Powstańcy czcząc dekabrystów czcili ich legendę, nie liczyli się z tym, jak zachowali się oni podczas śledztwa i egzekucji. Puszkina i dekabrystów w ostatecznym pojedynku dusz łamał osobiście blask cara, jego dworu i potęga imperium, wobec której kruszyła się siła moralna niepokornych duchów.
Belweder do wynajęcia
Od momentu gdy latem 1830 roku dotarły do Warszawy pierwsze informacje o wybuchu rewolucji w Paryżu, żyła ona ciągle w politycznym ożywieniu. Opinia publiczna od tego czasu już nieustannie, aż do wybuchu powstania listopadowego, zaskakiwana była coraz to nowymi sensacjami politycznymi. Prasa dość dokładnie opisywała wydarzenia w Paryżu. Po zwycięstwie powstańców w Paryżu sympatie dla ruchów rewolucyjnych rozprzestrzeniły się po całej Polsce. Jednak dopiero wybuch rewolucji w Brukseli poruszył opinię publiczną w Królestwie.
Pisze Jerzy Łojek „Od początku września 1830 roku aż po dzień 29 listopada sprawy belgijskie usunęły w cień na łamach prasy wszelkie inne wydarzenia za granicą. Miały jednocześnie dostarczyć społeczeństwu materiału do refleksji i porównań więcej, niż sprawy Francji. Położenie Polski wydawało się analogiczne do położenia Belgii; sprawa przymusowego związku dynastyczno-politycznego Belgii z Holandią stawiała w świadomości powszechnej problem zerwania związku Polski z Rosją. A jednocześnie wieści o rewolucyjnym wrzeniu zaczęły nadchodzić nie tylko z Francji i nie tylko z Belgii”
[12].
Wiadomości o niepokojach w Europie zaczęły nadchodzić z Niemiec, Szwecji, Hiszpanii, Anglii, Portugalii, Piemontu, Danii i Irlandii. Przed oczami opinii publicznej malował się obraz: cała Europa gotowała się do zburzenia powersalskiego porządku politycznego.
Raptem wczesną jesienią 1830 roku Polacy zostają porażeni wiadomością, że armia carska i wojska Królestwa Kongresowego mają interweniować we Francji i Belgii, a ziemie polskie mają być obsadzone rosyjskimi pułkami. Te informacje wzmogły napięcie. Doszło do wielu incydentów: 30 września został pobity publicznie znienawidzony szef policji Karol Woyda, w teatrze Rozmaitości na przedstawieniu Rozbójnicy mimo woli publiczność odpowiedziała brawami na słowa aktora: „Paryż! Paryż! Jedyne miasto, gdzie można się zabawić!”, na murach pojawiły się napisy „Rewolucja”, „Wiwat wolność”, „Wiwat rzemieślniki” itp.
W Teatrze Narodowym w trakcie przedstawienia komedii Aleksandra Fredry
Cudzoziemszczyzna po kwestii aktora ubranego w strój narodowy, z karabelą u boku „Tak lepiej... i że lepiej, mogę się poszczycić; jest przecie co poprawić, jest i za co chwycić!” – widownia odpowiedziała długotrwałą owacją. W Radomiu rozrzucono ulotki z ręcznie wypisanymi hasłami: „Polacy! Wolność i niepodległość! Śmierć uciemiężycielom!”, „Polacy obudźcie się! Pomścijcie gwałty na barbarzyńcach i na tych, którzy się z nimi wiążą”. W oberżach i kawiarniach Warszawy muzykanci grali na życzenie publiczności, akompaniując do chóralnego śpiewu „Mazurka Dąbrowskiego”. Strajkowali robotnicy Fraenkla, oficerowie rosyjscy i policjanci coraz częściej byli ofiarami ulicznych burd, a w końcu na murach pojawiać się zaczęły napisy „Belweder do wynajęcia”
[13].
W kraju zaczynało powoli wrzeć. Niektórzy zaczynali rozumieć, że carskie plany wysłania polskich wojsk na zachód Europy i obsadzenia ziem Królestwa Kongresowego rosyjskimi pułkami oznacza kres efemerycznego państewka, utworzonego po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku. Koniec dwuznacznego stanu półwolności i półniewoli.
Wacław Tokarz
[14] opisuje, jak wydarzenia w Europie i w kraju wpłynęły na działalność polskiego sprzysiężenia jesienią 1830 roku. Powstały plany i ustalano terminy wybuchu powstania. Zdaniem Tokarza nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że ani ich uniesienie moralne, ani sytuacja w Europie i w kraju nie wpływała decydująco na wybuch powstania. Spiskowcy wyznaczyli termin na 10 października, potem kolejno na 15 i 20, a w końcu termin wybuchu pozostał w zawieszeniu. Nowego impetu praca w sprzysiężeniu nabrała dopiero po odkryciu kości pomordowanych na Pradze i po manifestacjach na miejscu kaźni (co zbiegło się z pierwszymi aresztowaniami studentów należących do spisku, a przez to naraziło na wykrycie całego Sprzysiężenia Wysockiego).
Nocne misterium
Nocne misterium pchnęło koło historii. Romantyczna młodzież odkryła krwawe znamię przeszłości, zdarła zmowę milczenia o ostatnich obrońcach pierwszej Rzeczypospolitej. Poznali przeszłość nie z legend i opowieści napoleońskich wiarusów, nie z kart romantycznych utworów lorda Bayrona i Mickiewicza, lecz dotknęli jej własnymi rękoma. Czyż dla tych spiskowców, którzy wychowywali się i odkrywali przeogromny świat romantyzmu, nocne misterium deszczu i wichru nad kośćmi pomordowanych nie było wyraźną wskazówką, którą przesłała sama natura – posiliwszy się krwią pomordowanych przesłała znak synom: na tu i teraz nie może być zgody, obecna rzeczywistość zbudowana na fundamencie zbrodni jest niezgodna z naturą. Polska musi wyzwolić się spod władzy zła i karłów: namiastki państwowości i armii, małych pragnień i dążeń, małej stabilizacji i półniewoli. Natura i historia wezwała romantyków do czynu, do wielkości.
Na nocne wydarzenie z trzeciego na czwartego listopada 1830 w opracowaniach historycznych nie zwrócono uwagi. Wszyscy skupiają swoją uwagę na tym, co konkretne. Nie analizuje się przecież w racjonalnych pracach znaków dawanych przez duchy przeszłości… A przecież była w tym wydarzeniu wielka moc sprawcza, gdyż żadna odezwa, ulotka czy przemowa nie poderwałaby społeczeństwa stolicy do czynu, nikt w słowach nie byłby w stanie w sposób tak dobitny opisać zbrodni przeszłości oraz oddać uczucie niezadośćuczynienia.
Uczestnicy manifestacji i modlitw widząc piramidę z kości, na szczycie której tkwił polski orzeł oraz krzyż, odczuwali wielkie patriotyczne wzruszenie. Wydobyte z głębi ziemi kości przypominały wolną Rzeczypospolitą, walkę i poświęcenie przodków, a w końcu symbolizowały zamordowaną i rozdartą pomiędzy zaborców ojczyznę. Ustawiony na jej szczycie krzyż był symbolem boskiej pamięci i sprawiedliwości, według której niesprawiedliwość i zło będzie pokonane. Z kolei polski orzeł był symbolem narodu, który pamięta tradycję walki o niepodległość. Symbole te zaprzeczały poczuciu niemocy, które zręcznie było rozpowszechniane przez rządzących Królestwem Kongresowym.
Manifestacje odbywające się na praskich łąkach łączyły zdezintegrowanych ludzi. Pozwalały im pozbyć się strachu przed tajną policją i obcą władzą. Dlatego też na zawołanie spiskowców w noc listopadową „Polacy do broni! Moskale naszych mordują!” na ulice Warszawy wyległy tłumy.
Na ulice nie wybiegli wszyscy. W kamienicach na Krakowskim Przedmieściu z trzaskiem zamykały się okiennice i bramy. Ci, którzy zmykali drzwi przed okrzykami młodych spiskowców niekoniecznie czuli strach. Zapewne cenili swoje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Ludzie posłuszni, ceniący spokój i stabilizację, będący niżej na drabinie społecznej, czuli się mniej wartościowi nie dlatego, że tak zdziałał przypadek, lecz dlatego, że uwierzyli, że takie są prawa natury. Na wierzchołku drabiny społecznej inni z tych samych powodów czuli się wartościowymi i te dwa wzmacniające się wzajemnie złudzenia tworzyły zaklęty krąg zależności.
Wszystko to, co ludziom z poczuciem niższości zapewnia poczucie wartości, jest w jakiś sposób wywrotowe, a jednocześnie przyczynia się do tego, że gdy podejmują walkę o swoje wartości, to nie jest to tylko burdą, nieprzemyślanym buntem, który może być wywołany przez złe warunki życia. Tam, gdzie buntowi towarzyszyły nie tylko przyczyny materialne, lecz i dodatnie wartości wzmacniające poczucie godności, przegrana nigdy nie była klęską, a bunt nie był tylko buntem, gdyż buntownicy posiadali poczucie wewnętrznej wartości, której klęska nie mogła odebrać.
Tylko poczucie godności i własnej wartości mogło skłonić ludzi ceniących sobie choćby najmniejsze bezpieczeństwo i stabilizację do walki o swoje prawa. Jeśli jednak, nie przywiązywali wagi do wartości duchowych, a cenili sobie dobra materialne, zamykali z trzaskiem przed spiskowcami drzwi i okna.
Młodej inteligencji z jej rozwiniętym poczuciem narodowej świadomości wystarczało niewiele pobudzających bodźców, gdyż całą swoją romantyczną naturą parli do zmiany obrazu otaczającego ich świata. Jednak inaczej było z prostym ludem stolicy. Do tego by zdecydować się na wystąpienie przeciwko panującej władzy musiało ich skłonić jeszcze coś innego. Była to gwałtowna zwyżka cen, która od początku 1830 roku spowodowała gwałtowny wzrost kosztów utrzymania, a po drugie przywiązanie do kościoła katolickiego.
Obrona katolicyzmu przed prawosławnym władcą i jego żołnierzami była równoznaczna z walką o wolną Polskę, o tradycyjne polskie wartości, streszczające się w trzech słowach wypisywanych na sztandarach: Bóg, Honor, Ojczyzna. By jednak robotnicy, rzemieślnicy i prosty lud stolicy utożsamili się z działaniami spiskowców i uwierzyli w ich zawołania do zbrojnego powstania, musieli zobaczyć coś konkretnego. Czymś takim były praskie mogiły. Tam odnaleźli kości swoich przodków zamordowanych przez Moskali, którzy wznosili nad sobą sztandary z prawosławnym, a więc nieprawdziwym Bogiem.
Bunt ludu, ich przyłączenie się do spiskowców, był czymś więcej niż tylko buntem przeciw złym warunkom materialnym, była to także walka o prawdziwą wiarę oraz było to także pragnienie zemsty za niewinną śmierć przodków.
Romantyczną młodzież do jednoznacznego odczytania symboli piramidy zbudowanej z kości pomordowanych przygotowali przedpowstaniowi poeci romantyczni, dla których groby nie były jedynie symbolem śmierci. Romantycy chcieli „większej zapewne ze wspomnieniami zgody, mniemając, że groby i rumowiska do życia należą”
[15]. Romantyczna poezja przedstawiała rozdźwięk pomiędzy przeszłością i teraźniejszością. Teraźniejszość przedstawiając zawsze jako coś, co nie jest godne przeszłości.
Ich poezja nie wywoływała poczucia bezradności, lecz przeciwnie wyzwalała aktywność, gdyż nie była poezją lamentu i żałoby, ale buntu i wyzwania pod adresem teraźniejszości. Dopiero romantyzm popowstaniowy przesunął akcenty na optykę przyszłości. Przed powstaniem z nadzieją patrzono na teraźniejszość i na przeszłości opierano tę wiarę. Romantycy wierzyli w to, że nasienie odrodzenia tkwi w przeszłości, że zakopane jest w grobach przodków. W przedziwny sposób romantyczna wiara została potwierdzona przy praskich mogiłach.
Romantycy wierzyli, że w zwycięstwo wierzy cały naród. Pisał Mochnacki „Lud polski, który ciągle śpiewa:
Jeszcze Polska nie zginęła, wyraża tymi krótkimi słowy najgłębszą maksymę swego jestestwa. Wie, że jest i tą wiedzą skruszy obce jarzmo. Jest żywy i mocny, mocniejszy nawet niżeli jego ciemiężyciele, ponieważ jeszcze nie uległ pod ciężarem własnych nieszczęść. Z doświadczenia może powiedzieć o sobie:
Narody nie umierają!”
[16].
Przypisy
[1] Paweł Jasienica, Rzeczpospolita obojga narodów, PIW, Warszawa 1982, wydanie drugie, t. III, s. 554.
[2] Stanisław Kieniewicz, Historia Polski 1795-1918, PWN, Warszawa 1983, wydanie szóste, s. 48.
[3] Marian Kukiel, Dzieje Polski porozbiorowe 1795-1921, wydawnictwo Spotkania, Paryż 1983, wydanie trzecie, część I, s. 139.
[5] Walerian Łukasiński, Pamiętnik, PIW, Warszawa 1986, wydanie drugie, s. 32.
[6] Stanisław Kieniewicz, Historia Polski..., s. 49.
[7] Jan Kucharzewski: Od białego caratu do czerwonego, Wydawnictwo Kasy im. J. Mianowskiego Instytutu Popierania Nauki, Warszawa 1926, t. 1, s. 174-178.
[8] Aleksander Puszkin: Wybór wierszy, Biblioteka Narodowa Seria II, Ossolineum, Wrocław 1982, s. 168-169.
[9] Jan Kucharzewski, op. cit., t. 1, s. 158.
[10] Czesław Miłosz: Rodzinna Europa, Instytut Literacki, Paryż 1983, s. 110.
[11] Rafał Marceli Blüth: Pisma literackie, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1984, s. 55.
[12] Jerzy Łojek, Opinia publiczna a geneza Powstania Listopadowego, Czytelnik, Warszawa 1982, s. 203-204.
[14] Wacław Tokarz, Sprzysiężenie Wysockiego i Noc Listopadowa, Warszawa 1925, szczególnie strony 44-60.
[15] Maurycy Mochnacki, O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1985, s. 108.
[16] Maurycy Mochnacki, Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831, PIW, Warszawa 1984, t. I, s. 53.
Komentarze
Pokaż komentarze (18)