Od paru dni, jak na zawołanie, jeden hierarcha KK przez drugiego podają stworzone w pocie czoła wyliczanki, ilu pedofili w sutannach przypada na pedofili w spodniach. Nie wiem, czy są tak mało rozgarnięci, czy aż tak cyniczni, żeby nie dostrzec, gdzie tak naprawdę tkwi problem? Przecież to nie chodzi o ilość pedofili w sutannach, chodzi o fakt ich ukrywania latami przez Kościół jako instytucję. To tutaj jest pies pogrzebany, a nie w ich ilości.
Szanowne Państwo biskupostwo, zechcijcie przyjąć do wiadomości, że oprócz bezmyślnie beczących owieczek, które łykną każde Wasze tłumaczenie, jak kot maślankę, są jeszcze w Polsce ludzie (a mam wrażenie, że na szczęście ich przybywa) ktzórzy dostrzegają, gdzie leży problem. Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wyświęcenie nie czyni nikogo lepszym człowiekiem, więc wiem, że wśród księży będą się trafiali i złodzieje i dewianci i oczywiście bardzo porządni ludzie, to kler do tej pory twierdził coś innego.
Dlatego, jeśli już musicie zabrać głos to bądźcie uczciwi i powiedzcie o niedopuszczalnych nadużyciach, które popełnili wasi bracia w infule, a nie próbujecie już odkręcać kota ogonem, chociaż przepraszam, mówienie przy was o ogonie to trochę tak, jak o sznurku na stypie wisielca.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)