Artur Lewczuk Artur Lewczuk
272
BLOG

Pan z oceną

Artur Lewczuk Artur Lewczuk Polityka Obserwuj notkę 9

Jest pełen opanowania. Potrafi, grzecznie rozmawiając, „aktywować wewnętrzną frustrację swoich wrogów”, ze stoickim spokojem ich „zaorać”. Umie krótko i merytorycznie rozmawiać z „bydłem”, nie dając się wciągnąć w żadną polemikę. Internet pieje z zachwytu nad panem, który powiedział posłom Prawa i Sprawiedliwości, broniącym Telewizji Polskiej, że jest nowym przewodniczącym rady nadzorczej tejże telewizji. Kiedy to robił, widać było, że usilnie szuka w budynku TVP jakiegoś miejsca, w którym mógłby się zagnieździć. Wyglądało na to, że chce dołączyć do „grupy pięćdziesięciu”, która niczym biblijny potop ma zmyć „nagromadzony w telewizji brud” oraz zbudować arkę, w której zostaną umieszczone najcenniejsze wartości tego świata, by w końcu urzeczywistnić ład prawny, bezstronność, rzetelność i w ogóle stworzyć cuda-niewidy.

Można z różnych punktów widzenia patrzeć na zachowanie tego pana, który jest z zawodu prawnikiem, mnie poruszyło szczególnie jego jedno zdanie rzucone w stronę posłów podważających legalność uczynienia go przewodniczącym rady nadzorczej TVP. Tonem ironicznym stwierdził, że nie będzie polemizował ze słowami, które właśnie usłyszał z ust posłów PiS-u. I dodał w reakcji na nie: „To jest państwa ocena, nasza ocena jest inna”. Słowa te są znamienne dla naszego współczesnego narodowego czasu. Świadczą one o tym, że ludzie autoramentu pana z oceną przestali w ogóle zwracać uwagę na prawdę, a jeśli ona istnieje w jakiejś postaci, to tylko takiej, którą oni akceptują. Nie jest już dla nich wartością, którą szanują, należącą do supremum, czyli taką, która jest wśród tych, które mają wartość najwyższą.

Wygląda na to, że dla pana z oceną i jemu podobnych prawdą są jedynie sądy logiczne zawierające treść stanów takich jak ich przekonanie, stwierdzenie, przypuszczanie, opinia. Inaczej mówiąc, wystarczy, że się w swoim mniemaniu uzna, że coś jest sądem logicznym, czymś przydatnym, przynoszącym jakąś korzyść, a ma się już prawdę. Pan z oceną nie wątpił ani przez chwilę, że jest nowym przewodniczącym rady nadzorczej TVP, bo skoro ma przekonanie, że nim jest, to musi nim być i nie ma możliwości, żeby nim nie był. A skoro nim jest, to może się szarogęsić w jej budynku. To jest logiczne, prawda? I o czym w takiej sytuacji rozmawiać?

Już nie tylko fake newsy są zagrożeniem dla naszego życia społecznego, ale i chęć zdmuchnięcia w ogóle w tym życiu płomienia prawdy. Dramat naszego życia narodowego polega właśnie na tym, że ludzie nowej władzy powożeni przez Donalda Tuska w ogóle o prawdę nie zabiegają. Zajmują się teraz głównie tym, aby ją pogrzebać, doprowadzić do takiego stanu rzeczywistości, byśmy nią w ogóle się nie zajmowali, żeby zmalała do czegoś prawie niewidocznego, zniknęła w chaszczach innych wartości takich jak, np. relatywnie rozumiane prawa człowieka, których zbiór będą nieustannie poszerzać. Pragną, by te chaszcze ją zagłuszyły i były najistotniejsze, żeby prawda stała się chwastem, jeśli wartym zainteresowania, to co najwyżej z jakichś doraźnych powodów. Proponują nam, żebyśmy zamienili prawdy na opinie, oceny, poglądy i weryfikowali je w oparciu nie o kryteria prawdy, ale jakiekolwiek inne wartości, które relatywnie potraktowane przedstawiane są jako „fundamentalne”; zresztą owa „fundamentalność” w praktyce ich aksjologicznego życia to coś, co można w ich przekonaniu dowolnie zmieniać. Taki stan powoduje, że współczesne „prawdy” nie mają rzeczywistej treści, która leży u podstaw natury świata. I nie mogą one jej mieć, skoro czymś powszechnym stało się postmodernistyczne spojrzenie na świat z jego twierdzeniem, że nie można stworzyć światopoglądu opartego na odwiecznych, niezmiennych wartościach, który spełniałby kryteria ostateczności, adekwatności czy optymalności.

A teraz wyobraźmy sobie, co się stanie ze światem, kiedy prawda przestanie być wartością bardzo ważną. Byłoby to coś w rodzaju zaniku grawitacji, czyli rozpadu, dezintegracji, prowadzącej do tego, że nic już nie da się ustalić i nic zobaczyć rzeczywiście. Może tu leży pies pogrzebany – chodzi o to, żeby społeczeństwu odebrać zdolność prawdziwego widzenia, mówienia prawdy, jej pragnienia. I już słyszę te krzyki w postaci: „A oni jacy byli!? Jak ich TVPInfo kłamało!? To dopiero były chaszcze, w których ginęła prawda!”. Tak mogło być, ale jeśli było, to niech pan z oceną wyjmie ze swojej prawniczej teczki dowody winy zbrodni dokonanej na prawdzie, niech ci, którzy tak zaciekle krytykują choćby cykl dokumentalny „Reset”, przedstawią kontrargumenty podważające prawdziwość przedstawionych w nim treści. Okazuje się jednak, że tego nie robią, a jedynie wymachują swoimi „ocenami”, które nazywają niezbitą prawdą lub tak głęboko chcą zakopać ten cykl filmowy, by mało kto mógł go potem poznać, odnaleźć.

Ma rację Tadeusz Kotarbiński, pisząc w wierszu „Diabeł –szpieg”: „Diabeł-szpieg charczał szeptem do starszego diabła:Widziałem.// Człowiekowi prawda w ręce wpadła.//– Nic to! – odskrzeczał chytrzec, pomyślawszy trzeźwo:// W więzach organizacji prawdę diabli wezmą!

Rzeczywiście, prawdę niekiedy jest trudno poznać, przynależąc do jakiejś organizacji, partii, ponieważ te kierują się przede wszystkim celami, które sobie stawiają, często prawdę deformując. Są one bowiem nastawione przede wszystkim nie na poznawanie prawdy, ale na realizacje różnych kategorii interesów, które są niejednokrotnie urzeczywistniane poza prawdą; to często kategorie egoistycznie pojmowanego dobra, wygody życia, posiadania władzy. Kłopot z koalicją 13 grudnia jest jednak szczególnie wielki, ponieważ jej działania powodują, że prawda w zbiorze wartości to już nie supremum, ona za ich sprawą zbliża się do infimum, a więc należy do wartości najniższych, rzadko uwzględnianych w działaniach podejmowanych przez ludzi do niej należących. To może i nie byłoby wielkim dramatem, można nawet powiedzieć, pal sześć, niech siebie krzywdzą, skoro są tacy. Jednak oni chcą swoją zasadę uczynić powszechnym zwyczajem – to właśnie w nich najbardziej mnie przeraża. Symbolicznym wyrazem tego jest dla mnie Donald Tusk, przykładający zaciśniętą pięść do ust, chichoczący całym sobą. Teraz do tego symbolu dołączył jeszcze jeden – pan z oceną I kiedy myślę, do czego swoim zachowaniem prowadzą, to zaraz poluźniam krawat i rozpinam guzik kołnierzyka.


"Pisz piórem, kochany Francesco. Słowa pisane mieczem nie są trwałe. Pióro i zeszyt to prawdziwe fundamenty prawdziwego mocarstwa." Bolesław Miciński Moje fotografie https://www.deviantart.com/arte22/gallery

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka