Idzie za mną ten smutek opuszczonych miejsc.Gaśnie lato i trochę z nim ja.Wracałam samochodem ,tracąc kolejne uśmiechy.Wracałam do chorej Polski z chorobą duszy.Słowacy,ci mi znani od lat,żartują i piją Bażanta.Łazikowałam z nimi po starych śmieciach.Było mi to potrzebne.Chociaż nie mam złudzeń i oni też nie.Jest u nich drogo,euro ich pogrąża,zarabiają mało ,ok.400-500 euro na miesięc i bidują.Kto ma,ten ma.Jak wszędzie.Mnie powrotnie skokietowały słynne Beszenowce,gdzie w termach można oszaleć ze szczęścia.Gorące żródła,bicze wodne,sauna,woda nakarmiona żelazem,świetne samopoczucie.Czy czegoś potrzeba mi teraz do szczęścia? Ano,potrzeba.Załączam foty,resztę opiszę później,przy mniej niż obecne,kondolencyjnym samopoczuciu.Ahoj!



Komentarze
Pokaż komentarze