0 obserwujących
71 notek
35k odsłon
  231   0

Sponsoring

Nie widziałam filmu Małgorzaty Szumowskiej, więc nie będę się bezpośrednio o nim wypowiadać. Chciałam zauważyć tylko, że długo przed premierą filmu, jak i zaraz po niej nastąpiła eksplozja artykułów, głównie w necie, na temat studentek, które dorabiają sobie na drogie kosmetyki, świadcząc usługi seksualne bogatym panom.

Wszystkie te artykuły (te, które czytałam) ociekały w mojej ocenie jakąś niezdrową fascynacją. Oto studentka, ergo osoba młoda, kształcąca się, z perspektywami i zadatkami na elitę,prowadzi podwójne życie. Życie tajemnicze, nasycone adrenaliną. A przy tym wystawne i luksusowe.

Nigdy i w żadnym z takich artykułów nie zauważyłam próby oceny moralnej, ani próby analizy - co dalej z taką osobą. Co będzie, gdy skończy studia. Czy założy rodzinę? Czy mąż się dowie? czy będzie miała dzieci? jaką będzie dla nich matką?

 

Te pytania nigdy nie są stawiane. Dlaczego? Najprawdopodobniej dlatego, że budzą grozę. Któż chciałby się z nimi mierzyć?

 

To jeden aspekt tego całego sponsoringu. Drugi, również przemilczany, dotyczy samego zjawiska.

Nie rozumiem, dlaczego studentki, które uprawiają ten proceder - czyli prostytuują się - nie określa się mianem prostytutek właśnie, a mówi o jakiejś lepiej (lepiej?) brzmiącej formie "sponsoring".

Ale jeśli już seks za pieniądze uprawia dziewczyna nie starająca się zdobyć wyższego wykształcenia, nazywana jest po prostu dziwką, prostytutką, czy jak tam jeszcze.

Więc o co chodzi? Czyżby tworzyła nam się elita w płatnym seksie?

 

No i sprawa ostatnia. Tuż po premierze filmu natknęłam się na artykuł pt. " Żałuję, że tak późno zaczęłam", w którym studentka nie mogła przeboleć, że straciła kilka lat życia, zanim drzwi do szczęścia nie otworzyła jej praca polegająca na uprawianiu seksu z przypadkowymi frustratami.

 

Wszędzie mamy do czynienia z jednym - oswajaniem nas z tym procederem. Ba, mało oswajanie. Myślę, że chodzi o to, byśmy w pełni zaakceptowali to zjawisko, jako coś najnormalniejszego na świecie, żebyśmy sami namawiali swoje dzieci płci obojga do dorabiania sobie w ten sposób, może nawet nie na studiach, szkoda czasu, lepiej uczyć dzieci zaradności już od gimnazjum.

Jakoś ten temat dziwnie koreluje mi z coraz głośniejszym ruchem pedofilów, którzy dążą do tego, by WHO skreśliła pedofilię, tak jak kiedyś homoseksualizm z listy zaburzeń chorobowych. Tłumaczą to tym, że dzieci również mają prawo do manifestowania swojej seksualności. No, ale nie o tym teraz.

 

 

Jakoś nie mówi się jednak o tym, że prostytucja wśród studentek to jednak totalny margines. Że dziewczyny, które się na to decydują są praktycznie obłożone infamią wśród znajomych z roku, z akademika itp. Że pokazywane są palcem, jak trędowate i wiele osób po prostu wstydzi się pokazywać z nimi publicznie.

Co czują takie osoby? Nie wiem dokładnie, ale nie sądzę, żeby były z tym szczęśliwe. Żaden kosmetyk, najbardziej luksusowy, nie zastąpi dobrych relacji rówieśniczych. Studia to ten okres w życiu młodych ludzi, w którym najbardziej potrzebują oni akceptacji ze strony swoich grup odniesienia. Przyjęło się uważać, ze to nastolatki są najbardziej uczulone na tym punkcie. Otóż myślę, ze nie, nastolatki, jakby nie było, schowane są jeszcze pod parasolem miłości rodzicielskiej i jej bezpośredniej troski. Student czy studentka zaczyna samodzielne życie i relacje z rówieśnikami to podstawa wszystkiego.

 

No i ostatni aspekt. Myślę, że kłamstwem jest, że dziewczynyte uprawiają seks za pieniądze, bo nie stać ich na drogie ciuchy i kosmetyki. Ja sobie myślę, że nie stać ich na życie, po prostu. 

I to jest ogromny problem, z którym też boimy się zmierzyć.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale