Dzień dobry, zacznę w ten sposób, bo na początek wypadałoby się przywitać.
Tego wymagają powszechne przyjęte w społeczeństwie zasady dobrego wychowania. Zasady to bardzo istotne, bo odróżniają cywilizowane społeczeństwa, od reszty świata. Przynajmniej tak się zazwyczaj uważa. Przyjętym jest też, że nie nadużywamy stanowisk i tytułów jakie nam przysługują.
Piszę o tym, ponieważ zaczynam zauważać pewną regułę, która może okazać się poważnym problemem, dla obecnego rządu, który to już z niejednej opresji wychodził bez większego szwanku.
Ale przejdźmy do meritum. Bo oto pojawia się jakaś moda wśród noblistów na krytykę rządu RP. Pierwszym był, jak się pewnie każdy domyśla, były prezydent Lech Wałęsa. Jednak nie o nim będzie ten tekst. Bo też aby opisać, wszystkie ataki, przeanalizować historię tej wrogości i wpaść w zachwyt nad prometejskim czynem polegającym na pojednaniu z kolejnym byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, dla stworzenia wspólnego frontu przeciwko „Kaczorom”, czasu mi dziś nie starczyłoby, a tematu takiego nie wolno traktować pobieżnie.
Tekst ten będzie o pisarzu, który znamienny tytuł noblisty nosi i już kilka miesięcy temu był autorem poruszenia sporej części tak zwanej inteligencji. Gunter Grass bo o nim tu mowa, w wywiadzie udzielonym "Frankfurter Rundschau", jak donosi internetowe wydanie jednego z Polskich dzienników nazwał rząd RP „nieszczęściem” i wyraził nadzieję, na zmianę władz w naszym kraju przy okazji najbliższych wyborów parlamentarnych.
Szanowny noblista raczył potępić Polskie władze za „rozdrapywanie ran przeszłości”.
Zarzut to dość absurdalny w ustach kogoś, kto wyznając w swojej książce autobiograficznej, że należał do SS, wywołał burzliwą dyskusję. Zaznaczył oczywiście wspomniany autor, że był w SS, ale był wcielony przymusowo. Czyż jednak nie pobrzmiewało to trochę jak Clintonowskie: „paliłem, ale się nie zaciągałem”?
Irytując to było o tyle, że wcześniej zasłynął noblista krytyką rządów prawicy nie stroniąc od porównań do nazistów.
Tak oto zostały rozdarte stare zabliźniające się rany narodu niemieckiego, który wolał by zapomnieć o brunatnych kartach swojej historii.
Wielki pisarz wzbudził dyskusje nad kwestią przynależności do aparatu represji państwa totalitarnego i kwestii rozliczenia takich osób z przeszłością. Bo oto wygodnie było ukrywać haniebną przeszłość by zrobić karierę, i równie wygodnym było rozliczyć się z przeszłością jako człowiek o dość stabilnej pozycji, uchodzący wręcz za moralne sumienie narodu. Niestety nie zauważył, że swoimi wyznaniami otwiera oczy części społeczeństwa, które dopiero teraz dostrzega, że „król jest nagi”, że jego dotychczasowe moralizatorstwo jakoś nie było szczere, że sam przez długi okres czasu ukrywał wstydliwą tajemnicę.
Teraz ten człowiek atakuje władze wschodniego sąsiada, za chęć rozdrapywanie ran. Jednakże sam powinien zauważyć, że nawet jeżeli przyjmie się jego postawę, i wymaże się przeszłość na kilkadziesiąt lat, to kiedyś ona i tak wróci ze zdwojona siłą.
Przyrównał pan Grass Polski rząd do Związku Wypędzonych. Nie pamiętając chyba, że to Erika Steinach wywołała w narodzie Polskim falę niepewność związaną z roszczeniami wypędzonych. Czy wobec tego Polskie władze nie mogą stawać po stronie własnych obywateli? Hitlerowi było by wygodniej, gdyby Polacy nie okazali się narodem honorowym we wrześniu 1939 roku i także chyba pan Grass życzył by sobie, by Polskie społeczeństwo spokojnie ustąpiło niemieckim żądaniom. Porównanie to oczywiście na wyrost, ale czy na wyrost nie było porównanie rządu Jarosława Kaczyńskiego do Związku Eriky Steinbach?
Oczywiście noblista żeby być sprawiedliwym, działalność Steinbach potępia.
Polska geopolitycznie jest położona od wieków pomiędzy dwoma silnymi państwami. Kontakty zarówno z Niemcami i Rosją w zasadzie nigdy do wzorowych nie należały. Obecnie z Niemcami jesteśmy sojusznikami w NATO, razem też politycy Polscy i Niemieccy zasiadają w Parlamencie Europejskim. Tym bardziej więc Niemcy powinny być otwarte na Polskę. Tymczasem, od dłuższego czasu można obserwować zbliżenie rosyjsko-niemieckie zbliżenie. Może ostatnio lekko ochłodziły się te relacje, ale nie zmienia to faktu że Polacy mają prawo do niepokoju, bo jak uczy historia nigdy z takich zbliżeń nic dobrego dla Polski nie wyszło.
Szokiem może być dość ostra postawa Polskich władz, dla przedstawicieli innych państw. Niech jednak zrozumieją, że w interesie większości państw jest stanowcza polityka. Każde państwo ma prawo do walki o swój interes. Cieszę się i jestem dumny, że Polski prezydent nie czeka już na łaskawe przyjęcie go przez prezydenta Rosji. I choć może taka postawa szokować międzynarodowe towarzystwo, tak długo jak będę widział stanowczą, ale też rozsądną postawę Polskich władz, będę też negował niepochlebne wypowiedzi uznanych autorytetów. Bo Polska jest moją ojczyzną i właśnie dlatego interes narodowy będę uważał, za ważniejszy od zdania wypowiedzianego nawet przez noblistę. Z całym szacunkiem dla literackiego dorobku pana Grassa oczywiście.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)