Sondaże wskazują na zdecydowaną dominację prawicy. Dlatego refleksję nad polską sceną polityczna po wyborach można uznać, że analizę sytuacji prawicy, oczywiście nie całej.
Najnowszy sondaż pokazuje, że PiS będzie mógł sprawować władzę samodzielnie. Niewiele w tyle pozostaje PO, która mimo flirtu z LiD nadal uważa się za centroprawicę.
Słabo prezentuje się jedynie LPR, który po przyjęciu UPR na swoje listy wyborcze zweryfikował nawet swój program gospodarczy.
W niniejszym tekście postaram się przeanalizować powyborcze scenariusze. Trudno obecnie powiedzieć, że wygra konkretna partia, trudno przewidzieć koalicję jaka powstanie po wyborach, postaram się jednak przeanalizować możliwe strategie największych partii czyli PiS, PO i LiD
Popis ekipy reformatorów
Wybory wygrywa Prawo i Sprawiedliwość. Potrzebuje jednak większości. Szuka jej oczywiście po prawej stronie. Wsparcie może przyjść z LPRu, a właściwie UPRu. Przypomnimy sobie tylko obrazy z konwencji PiSu kiedy kilka miesięcy temu powiewały na nich flagi UPR. Ale nie tylko z tej strony może nadejść pomoc, W Platformie szeregowi posłowie zaczynają buntować się wobec Donalda Tuska nie chce wprowadzić swojej partii do rządu. W dodatku teka ministra trafia do Jana Rokity, co utwierdza prawe skrzydło PO, że należy wesprzeć PiS. Ważną rolę mogą odegrać tutaj tacy politycy jak Płażyński i Marcinkiewicz, którzy nie ukrywają, że najbliższą ich sercu partią jest PoPiS. Byłby to chyba najlepszy scenariusz. Dalej można by przytoczyć słowa Kazimierza Marcinkiewicz ze wstępu do książki „Kulisy władzy”:
Wielka koalicja naprawy państwa i modernizacji kraju przyciąga najlepszych (…)Powstaje wielka koalicja trzydziestolatków patrzących nowocześnie, choć patriotycznie na zmiany w naszym kraju i na miejsce Polski w Europie i świecie.
Mogę się tutaj zgodzić z byłym premierem, że było by to najlepsze z możliwych rozwiązań dla Polski. Szczególnie, że do tej koalicji mogło by dość oddolnie z inicjatywy szeregowych działaczy, a nie partyjnej góry, która przekłada własne ambicje nad dobro kraju.
Dumny Donald i chwilowy powrót do III RP
Wygrywa PO zdobywa większość, być może przejmuje kilku posłów PiSu i rozpoczyna samodzielne rządy. Dokonuje reform w niektórych kwestiach, mentalnie jednak powraca do III RP. Polska polityka zagraniczna znowu wywiesza białą flagę. Wszelkie niepowodzenia zrzucane są na barki poprzedniego rządu. Tymczasem PiS jest silną opozycją, organizuje wokół siebie pozaparlamentarne ugrupowania i zaczyna zbijać polityczny kapitał na następne wybory. Być może przed końcem kadencji przejmuje posłów, którzy w PiSie widzą większą szanse na zwycięstwo w wyborach. Dlaczego PO ma ponieść klęskę będąc partia rządzącą? Bo historia uczy, że środowisko PO ma potencjał do takich rządów, które źle kończą. Proszę przypomnieć sobie losy UW.
Poza tym Donald Tusk to polityk ambitny, ale nie wyrazisty. Obawiam się, że nie byłby w stanie unieść ciężaru przewodzenia partii rządzącej. Wystarczy spojrzeć na wyraz jego twarzy podczas wystąpień na przestrzeni ostatnich 2 lat. Trudno tam dostrzec pozytywne emocje. Kreuje się na męża stanu, ale nie umie zyskać szacunku nawet od członków PO. Warto tutaj przypomnieć sytuację kiedy dziennikarze nagrali (chyba na jakiejś konwencji), jak członkowie PO śmieją się z szefa partii.
Wątpliwym jest natomiast by Tusk oddał premierostwo komuś innemu. W końcu fotel premiera teoretycznie może być atutem w drodze do Pałacu Prezydenckiego.
2 Powroty: Wielki powrót postkomunistów i powrót do III RP
Wygrywa PO, ale potrzebuje koalicjanta. Podczas kampanii padły już stwierdzenia mówiące o możliwości koalicji z LiDem i Tusk zaczyna wzmacniać lewą nogę. Być może na czele rządu staje nawet Aleksander Kwaśniewski. Media zachwycają się premierem, nie wspominając nawet o tym, że w krajach zachodu były prezydent nie uczestniczy już tak aktywnie w polityce. Następuje powrót do sytuacji z przed 2005 roku. Środowisko PiSu i innych prawicowych partii dostaje społeczną łatkę oszołomów (nie nowość). Prawica podzielona z nadal silnym ośrodkiem w ugrupowaniu Kaczyńskich czeka na lepsze czasy, które niekoniecznie nadejdą przy kolejnych wyborach.
Jednak możliwy jest bunt w PO i przejście posłów nie akceptujących współpracy z lewicą do PiSu. Wówczas to PiS może być największa partia i albo powtórzy się scenariusz przedstawiony jako pierwszy, albo utworzony zostanie rząd mniejszościowy, który dość szybko doprowadzi do przyspieszonych wyborów i kolejnego rozdania.
Z optymizmem w przyszłość.
Przedstawiłem trzy moim zdaniem najbardziej prawdopodobne scenariusze. Życie pokaże, czy któryś z nich był trafny. Wiele wskazuje na to, że koalicja PiS i PO jest prawdopodobna. Niewykluczone, że cenną za to będzie marginalizacja jednej z tych partii w skutek przepływu posłów. Będzie to jednak poważny krok do ostatecznego zjednoczenia prawicy. Najprawdopodobniej pod szyldem PiS. Radek Sikorski opuszczając PiS przyznał, że program tej partii jest zbieżny z programem PO (którego, tak na marginesie, nie mogę odnaleźć w Internecie przez dwa lata poszukiwań). Obie partie nie powinny mieć więc problemu nawet w połączeniu się, poza osobistymi ambicjami niektórych z liderów.
Dotychczas była raczej mowa o tak zwanej centroprawicy. Ale nie należy zapominać o LPR i partiach startujących z jej listy. Ma ona duży atut, ale i wadę jednocześnie. W dodatku jest nią jeden człowiek- Roman Giertych. Jest to sprawny polityk, który jednak ostatnio się zagubił. Ośmieszył obroną Kaczmarka i tworzeniem LiS. W dodatku obawiam się coraz bardziej, że jego prawicowość to raczej maska pomagająca zagospodarować część elektoratu i uzyskać poselski. Nie zmienia to faktu, że jest on niestety jedyna szansą tych partii na odgrywanie znaczącej roli. Ostatnio nie wychodzi to najlepiej, więc może pora pomyśleć o poszukaniu przez UPR i Prawicę rzeczpospolitej silniejszego sprzymierzeńca z którym będą współtworzyć silną prawicę bez podziałów


Komentarze
Pokaż komentarze (2)