13 obserwujących
114 notek
247k odsłon
  1295   0

Hej ha kolejkę nalej - chińskie opowieści

Monumentalny Hong Kong - wiezowce porazały słońcem
Monumentalny Hong Kong - wiezowce porazały słońcem

 Dzisiaj kontynuuję chińskie opowieści. Tym razem na luźno i wesoło.

 

Hej ha kolejkę nalej, to zrobi doskonale chińskim opowieściom

Dziś piszę bez „Ż kropką”. Obijam się w pracy a zeby uzyskać Ż z kropką muszę wyłączyć firmowy komunikator. Obijać się mozna, ale na komunikatorze trzeba być obecnym. Szef mój szacowny chiński awansował jeszcze wyzej w związku z tym zaczął podejmować coraz irracjonalne decyzje na skutek których albo nie mam wogóle nic do roboty wiele dni albo spada nagły jej natłok. Chętnie zapoznałbym się z chińskimi szkołami zarządzania, gdyz albo czegoś nie dostrzegam albo mają powazne braki w tej dziedzinie. Na początek podjąłem na coursera.org kurs uniwersytetu HongKongu o chińskim duchu, trochę literatury, mentalności chińskiego bohatera i wzoru nieobecnego w kulturze europejskiej: idealnego urzędnika i mandaryna.

Ale ja tu gadu-gadu, a o Chinach opowiedać miałem.

Kolega pewien słuchając moich opowieści powiedział kiedyś nagle: „Łukasz, ty nie zastanawiasz się czy ty nie jesteś jakimś bohaterem ksiązek przygodowych?”.

Przygód było trochę i tym razem. Nie będę zatem opowiadać chronologicznie – podązę za wrazeniami.

Shenzhen. „Przytulne” 18 milionowe miasteczko. Siedzę w towarzystwie 2 Hindusów i 2 Chińczyków w jednej z restauracji w CoCo park. Z nieba leje się zar, wokoło błyszczą świezutkie gigantyczne wiezowce. Shenzhen 20 lat temu liczyło zaledwie 50.000 mieszkańców. Chińska Republika Ludowa wybrała to miasto na kapitalistyczny eksperyment. Udał się i niewiele pozostało z „ludowości” w Chińskiej Republice poza Partią i Mao. Nie ma emerytur, darmowej edukacji. Jest drapiezny kapitalizm, którego Shenzhen jest emanacją – rosną wiezowce i centra handlowe. Po centrum rozpita młodziez rozbija się w Ferrari. Obok starsza pani sprzedaje jakieś roślinki. Ciekawe ze w Chinach nie zauwazyłem zebraków – jeśli ktoś jest biedny to usiłuje przynajmniej coś sprzedać a nie prosić – chiński duch przedsiębiorczości.

I tak siedzę sobie, wilgotne gorące powietrze oblepia moją skórę a oczy razi światło odbijające się od szklanych ścian potęznych wiezowców. I myślę sobie ze własnie obserwuję zmierzch Europy i wzrost nowych potęg. 2 Hindusów, 2 Chińczyków i ja – oddane proporcje ludnościowe. Europa 700 milionów, Chiny 1,3 miliarda i Indie 1,3 miliarda. Chińczycy wchodzą w rolę superpotęgi przyjmując to jako coś zupełnie oczywistego i co nalezało im się od zawsze. Hindusi aspirują i starają uczyć się od bardziej dynamicznego sąsiada. Do Hindusów jest nam blizej mentalnie – swoje zrobiło brytyjskie dziedzictwo. Chińczycy są z o wiele bardziej odległej planety.

Chińczyk z Shenzhen juz jest bogatszy od Warszawiaka. Po uniwerytecie zarabia jakieś 10.000zł, wynajmuje mieszkanie za 2000, ale najczęściej je kupuje biorąc kredyt na 50 lat gdyz w Shenzhen kosztuje ono juz jakiś milion-dwa miliony złotych! Minie jeszcze 10-20 lat i bogaci Chińczycy będą przyjezdzać do Europy na wakacje niczym do ubogich krewnych.

Chińczykom tak naprawdę nie jestem potrzebny. W zasadzie to do dodawania otuchy w nieznanym środowisku kulturowym. Chętnie pobieram menedzerską pensję za dodawanie otuchy. Traktują mnie jako coś w rodzaju celebryty, atrakcji.

„Co robisz dziś wieczór?” – pyta KeyYong (muszę wkładać sporo wysiłku w zapamiętywanie imion, najczęściej przez skojarzenia). „Idę szaleć do miasta” – odpowiadam mu, choć naprawdę nie mam pojęcia o rozrywkach w Shenzhen. „O świetnie – to ja cię zabieram”.

KeyYong jest wychowany w Singapurze – jednym z najbardziej zaskakujących krajów świata: oświeconej dyktaturze. Zaserwował mi wiele ciekawych opowieści. O tym ze aktualny prezydent jest prawnikiem z Oxfordu i jeśli się skrytykuje rząd to wytacza on proces o zniesławienie. Ze mozna zostać w Singapurze bez ostrzezenia aresztowanym za 2 rzeczy: wszczynanie niepokojów religijnych i rasowych. Słynny jest natychmiastowy wyrok śmierci za posiadanie choćby najmniejszej ilości narkotyków, zakaz gumy do zucia i ogólnie liczne przykazania rządu jak nalezy zyć. Singapur jest jednym z najbogatszych i najlepiej zarządzanych państw świata, a jego obywatele otrzymują dokonałą edukację i świadczenia. 90% Singapurczków to Chińczycy – mentalnie są jednak w znacznym stopniu zwesternizowani. Posługują się niezłą angielszczyzną w przeciwieństwie do Chińczyków z „mainlandu” i mają w sobie sporo luzu, tymczasem Chińczyk z ChRL wygląda jakby kij połknął i boi się ze coś powie albo zrobi nie tak jak trzeba. Podobnie jest z HongKong-czykami. Energiczni, wyluzowani, często brytyjski akcent. Byt ten autonomiczny jest kolejnym chińskim eksperymentem – czy mozna wpuścić demokrację i co się stanie. Widziałem tam demonstracje i nikt nie rozjezdzał jej czołgami.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale