1 obserwujący
6 notek
9480 odsłon
  1200   0

Dlaczego Majdan? - czyli dwa smoki w ukraińskim barszczu

Petro Poroszenko - Król czekolady
Petro Poroszenko - Król czekolady

Obecną sytuację na Ukrainie można lapidarnie wyjaśnić starym polskim przysłowiem; gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. W walce Juli Tymoszenko z W. Janukowyczem wygrał Petro Poroszenko, czyli w rywalizacji „donieckich” - W. Janukowycza i R. Achmetowa z klanem dniepropietrowskim byłej premier i I. Kołomojskiego wygrał kijowski klan nowego prezydenta Ukrainy. Tak, ale to dalece podwórkowa analiza. Wiadomo jest, że jakakolwiek zmiana władzy, zwłaszcza w sposób siłowy, w tej części globu nie jest możliwa bez udziału ościennych i światowych mocarstw. W krwawych zapasach gigantów na kijowskim bruku zwycięzcy nie widać, choć tu też można powiedzieć, że przegrywają dwie potęgi na korzyść trzeciej. Największym przegranym jest jednak sama Ukraina. Dziś na naszych oczach rozpada się państwo ukraińskie, które niepodległość otrzymało 22 lata temu niejako w prezencie po rozpadzie Związku Radzieckiego. Od samego początku była ona ością w gardle Federacji Rosyjskiej. Po dojściu do władzy W. Putnia stało się jasne, że jej los jest raczej przesądzony i trzeba powiedzieć, że Władimir Władymirowicz Putin był bliski osiągnięcia wyznaczonego celu. Przed ostatecznym wchłonięciem przez Rosję Ukrainę uratował Waszyngton, który nieoczekiwanie włączył się do walki o Kijów, choć w ostatnich latach ani Ukrainą, ani nawet Europą Środkową nie był zainteresowany. Co się więc zmieniło, że Biały Dom zwrócił swe oczy w tę stronę globu? Co spowodowało, że Rosja zaprzepaszcza dobre relacje z Zachodem, a wręcz rzuca mu wyzwanie, wypowiadając pełzającą wojnę swojemu sąsiadowi i naruszając dotychczasowy ład geopolityczny?

 

 Boh i car

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Putin od 2000 roku konsekwentnie wzmacnia swoje własne panowanie. Do tego służy mu nie tylko zgromadzony majątek (130 mld dol., jeszcze przed olimpiadą!), ale także odbudowa potęgi imperium sowieckiego. Jego słowa, że rozpad ZSRR był największą tragedią XX wieku dobrze oddają stan ducha przywódcy państwa rosyjskiego i większości społeczeństwa Rosji (Niemcy nie mogły się otrząsnąć po Traktacie Wersalskim). Emanację tych uczuć mogliśmy zauważyć po przyłączeniu Krymu do „macierzy”. Procesom reintegracji sowietów służy powołana Unia Celna, do której oprócz Rosji należą już Białoruś i Kazachstan, która od 2015 ma się przerodzić w unię gospodarczą zlewając te podmioty. Mało tego, umacnianiu pozycji Putina i Rosji miał (tak, to raczej czas przeszły) miał służyć jeszcze szerszy projekt. W ostatnich latach (od 2009 roku) mogliśmy obserwować próbę powstania molocha euroazjatyckiego (od Gibraltaru do Nachodki), któremu głównie patronowały Moskwa i Berlin. Jak nie trudno się domyślić, tym tworem zarządzałby zapewne Putin, a Rosja miałaby szanse wyjścia z wiekowego zacofania i stać się prawdziwym mocarstwem. Jednak bez Ukrainy oba wyżej przywołane projekty nie byłyby możliwe. Dlatego też jeszcze przed wydarzeniami na Majdanie, a nawet w pierwszych dniach wystąpień w Kijowie mogliśmy obserwować współpracę Moskwy i Berlina zmierzającą do nakłonienia Janukowycza do przyjęcia propozycji nie do odrzucenia. Na taki przebieg wydarzeń Putin pracował od dawna, a posługiwał się nie kolorową rewolucją, jak czyni to mocarstwo nowoczesne, a sprawdzoną od wieków własną metodą – korupcją elit. Dotyczyło to rządów Kuczmy, Juszczenki, Tymoszenko i Janukowycza. Najskuteczniejszym środkiem do korumpowania ukraińskiej magnaterii były dostawy błękitnego paliwa nad Dniepr. Z Janukowiczem Putin robił natomiast drobniejsze interesy obsługując - za pomocą WEB i WTB, potocznie zwanymi putinbankami -  ukraińskie przetargi na zamówienia publiczne. Tu podmioty „Simii” powiązane z firmą MACO syna Janukowycza, Aleksandra wygrywały większość przetargów. Zwycięzca zamówień publicznych był znany z trzyletnim wyprzedzeniem. Półcar kijowski, W. Janukowycz od dawna dobijał się udziału w dochodowych interesach gazowych. Obietnicę dostępu do półki z konfiturami prawdopodobnie otrzymał 9 grudnia 2013 r. w Moskwie, kiedy to nie tylko przyjął wschodni kierunek integracji Ukrainy, ale po trzech latach walki ze wschodnim „partnerem” właściwie zrzekł się jej niezależności. Można powiedzieć, że od tego momentu przyjął warunki gry Putina i wszystkie decyzje musiał konsultować z Kremlem. Tak przynajmniej twierdzi były doradca W. Putina, A. Ilarionow. Przejęcie przez W. Janukowycza oferty Moskwy miało też wpływ na wydarzenia na Majdanie, ale nie do końca udało się je utrzymać pod kontrolą Kremla i nie na taki finał liczyła Moskwa.

 

Nam nie po drodze

W okresie poprzedzającym wydarzenia w Kijowie mogliśmy obserwować spektakularne sukcesy rosyjskiego prezydenta na arenie międzynarodowej. Amerykanie dostali od W. Putina nie tylko srogą lekcję w Syrii, gdzie zostali wręcz ośmieszeni, ale dodatkowo spotkali się z jego afrontem łamiąc embargo i dostarczając nowoczesne uzbrojenie Teheranowi. Jakby tego było mało Moskwa zadała cios CIA, który bardzo poważnie nadwyrężył reputację Waszyngtonu i wystawił na poważną próbę relacje transatlantyckie USA ze starym kontynentem. Mowa tu o przejęciu przez Kreml E. Snowdena i ujawnieniu wielu nieprzyjemnych dla administracji amerykańskiej informacji. Podsumowując dokonania rosyjskiej razwiedki, można powiedzieć, że Moskwa popełniła błąd, przed którym już dawno przestrzegał N. Chruszczow: otóż na zjeździe KPSS zapewniano genseka, że za 10 lat ZSRR nie tylko dogoni Amerykę, ale ją nawet przegoni. Towarzysz Chruszczow miał powiedzieć – Niet, nie nada. Ze zdziwieniem zapytano go dlaczego nit? – Dlatego, że jak ich przegonimy to będzie widać nasz goły tyłek, skwitował ten, który podarował Krym Ukrainie.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale